Be happy, czyli krótko o radości życia

 

smilies-1731863_960_720

Dziś od samego rana nie czuję się najlepiej. Niestety, bardzo źle znoszę upały (chociaż lato uwielbiam). Okoliczności zmusiły mnie zatem do pozostania w domu, co nie znaczy wcale, że zamierzam się uskarżać i biadolić, jakiego to ja mam pecha. Przeciwnie; te drobne przeciwności (i odrobina wolnego czasu) skłoniły mnie do tej notki, bardzo spontanicznej, w której postaram się pochylić nieco nad ludzką RADOŚCIĄ, której jest  coraz mniej na świecie. Muszę z przykrością stwierdzić, że coraz mniej ludzi potrafi się cieszyć. Myślę, że w jakiejś mierze  powodem takiego stanu rzeczy jest niezwykłe tempo życia. Żyjemy ciągle w biegu, ciągle jesteśmy czymś zajęci, zestresowani. Ciężko pracujemy, kosztem naszych relacji z bliskimi. Żyjemy w kulturze instant, czyli mówiąc prościej – TU I TERAZ. Oczekujemy, że wszystko musi być atrakcyjne i natychmiastowe – żądamy tego od tabletek przeciwbólowych i wycieczek last minute. Wszystko, co pozwala oszczędzić czas, jest pożądane. Chcemy natychmiast  zaspokoić nasze potrzeby. Pędzimy do pracy i często nie mamy czasu przygotować  sobie śniadania . Na ratunek śpieszą nam restauracje typu fast food –  z prędkością światła podany hamburger, którego można zamówić na wynos i zjeść gdzieś na przejściu dla pieszych, pomiędzy światłem czerwonym a zielonym. – załatwia sprawę. Kawę kupujemy w automacie lub stacji Bp.(na śniadanie akurat zawsze znajduję czas). Naszą codzienność można porównać do niekończącego się maratonu: miotamy się między domem, a pracą, zawsze mamy mnóstwo spraw do załatwienia. Nigdy za to nie mamy czasu: DLA DZIECI, by przyrządzić im śniadanie, dopilnować by odrobiły lekcje, porozmawiać o tym jak minął dzień. Nie mamy czasu dla męża, by przykładowo pójść razem na spacer, czy na romantyczną kolację przy świecach (od czasu do czasu). Nie mamy też czasu dla naszych przyjaciół, znajomych. Kontakt face to face (dla mnie bezcenny) – coraz częściej zastępujemy przez narzędzia komunikacji typu messenger….Może u was wygląda to nieco inaczej, jednak ja z wieloma znajomymi próbuję się już umówić na spotkanie przy kawie miesiącami i nadal nic z tego nie wynika. Niezmiennie słyszę : „bardzo chętnie, zdzwonimy się jakoś”. Nasze wzajemne relacje są coraz bardziej powierzchowne, płytkie. Coraz mniej się rozumiemy, coraz rzadziej dogadujemy, coraz mniej kochamy. Żyjemy niby razem, ale każde w swoim własnym świecie. Znacie to? Ja tak. Powodów do narzekań i krytyki zawsze mamy wiele. Ale do radości? A z czego tu się cieszyć?! Z pracy za minimalną stawkę? z żony która wiecznie gdera, dzieci które wiecznie psocą, forda, którego znowu trzeba odstawić do warsztatu? Kredytu, który trzeba spłacić? zdrowia, które pozostawia wiele do życzenia?. Zachęcam was do tego, aby samemu sobie (niekoniecznie w komentarzu, chyba że ktoś chce) odpowiedzieć na jedno pytanie: kiedy ostatnio byłem naprawdę radosny, szczęśliwy, zadowolony, wdzięczny za wszystko co mam?.. Tempo, jakie narzuca nam życie, jest naszym zabójcą (i to dosłownie). Ten owczy pęd zabija w nas miłość, radość, szczęście, relacje, poczucie samorealizacji, zdrowie. Coraz bardziej zwiększa się nasza zachorowalność na zaburzenia psychiczne, takie jak: depresja, napady lęku, bezsenność i uzależnienie od alkoholu, a także chorób neurologicznych, głównie demencji. Potrzebujemy radości. Trzeba nam odkryć na nowo radość w swoim życiu. Jak to zrobić? Nie bój się być jak dziecko! (tak, pisze do osoba dorosła , która „pielęgnuje w sobie dziecko”). Jeśli masz dzieci, wiesz o czym mówię. Jeśli nie – spójrz na jakieś. Jak się bawi, jak zachowuje, jak patrzy na wszystko wokół z ZACHWYTEM! Dla niego wszystko jest cudowne i niezwykłe,  takie nowe. Ty też spróbuj spojrzeć na siebie w NOWY SPOSÓB! Dziecko jest autentyczne w swojej postawie, niczego nie udaje. Spontanicznie wyraża siebie , niejednokrotnie zadziwiając swoją reakcją dorosłych.Wcale nie przejmuje się tym, co dorośli o nim myślą, jak go widzą. My za to – bardzo wiele myślimy o sobie. By wypaść w oczach innych jak najlepiej. By zarabiać jak najlepiej. Wyglądać jak najatrakcyjniej. Mieć mnóstwo znajomych wokół siebie.. Ile masek w ciągu swojego dotychczasowego życia założyłeś/ założyłaś dotąd, by ten cel osiągnąć? Ile razy zawiodłaś/ zawiodłeś się na ludziach tylko dlatego, że ZABRAKŁO CI ODWAGI BYCIA SOBĄ? Czy było warto?. Dziecko jest uparte. Zanim nauczy się dobrze chodzić – wiele razy upadnie, ale nie da za wygraną. Będzie tak długo próbować, aż mu się uda! A my, dorośli? Ilu z nas jeszcze wierzy, że spełnią się jego marzenia? Ilu z nas idzie w życiu na łatwiznę, zamiast – pomimo trudu – starać się o taką pracę, o której marzy, która da mu poczucie spełnienia ?! Naprawdę wiele możemy nauczyć się od dzieci. :) . Ja przez bardzo wiele lat nie widziałam w swoim życiu najmniejszego powodu do radości. Zakrywał ją obłok samotności, choroby, cierpienia, krzywdy, różnego rodzaju zła dostrzegalnego przeze mnie  w świecie. Radość przyszła z czasem – dzięki konkretnym osobom, obecnym w moim życiu (większość tych osób to byli ludzie wierzący w Boga, co też jest warte zastanowienia.). Dziś raduje mnie wiele: to, że widzę piękno otaczającego mnie świata, słyszę śpiew ptaków (zwłaszcza rozczula mnie widok gruchających mi za oknem gołębi), Cieszę się, że żyję. Mogę pisać tego posta. Mam rodzinę. Wierzę. Cieszy mnie smak gorącej kawy o poranku i lekki powiew w upalny dzień. Chwyta mnie za serce moja Ruda Kocica, która czasem u mnie poleguje. Cieszę się z moich gaf, drobnych potknięć – śmieję się wtedy z tymi, którzy są ich świadkami. To ich totalnie rozwala. :) Błogosławieni, którzy umieją śmiać z samych siebie: nie przestaną nigdy się bawić.Radość , jak kiedyś usłyszałam –  ma trzy poziomy. Pierwszym jest to, co nazywamy przyjemnością. Przyjemność jest cielesna. Drugim jest szczęście. Szczęście jest umysłowe. Trzecim jest błogość. Błogość jest duchowa. Ale wszystkie należą do jednej rzeczywistości, a tą rzeczywistością jest radość. Radość zamieniona na język ciała staje się przyjemnością. Radość uzyskiwana poprzez cało staje się przyjemnością. Radość uzyskiwana poprzez umysł staje się szczęściem. Radość nie uzyskiwana ani poprzez ciało, ani poprzez umysł –  staje się błogością…A ty? na którym z poziomów radości się zatrzymałeś? :) I tak króciutko podsumowując ten temat rzeka…czym według mnie jest RADOŚĆ?  Jest potrzebą, siłą i wartością życia, jest źródłem zdrowia, przedłuża nasze życie. Radością zjednujemy sobie ludzi. Radością zdobywamy świat! Radość sprawia, że świat staje się lepszy, piękniejszy! Bądźmy więc radośni! Tego Wam i sobie życzę. :)

Ps. uznałam, że taka skrócona forma będzie najbardziej optymalna dla czytelnika :) Na Wasze przemyślenia nt. Radości – zostawiam miejsce w komentarzach :)

 

 

 

 

 

The following two tabs change content below.

Jo-An

Humanistka. Ciekawa świata. Pełna życia. Zakręcona. Uparta. Odważna. Wrażliwa. Czasem wredna, czasem urocza. Po przejściach. Technik ekonomista z zawodu. Amatorsko śpiewa. Kocha być wśród ludzi i dla ludzi. " Studiuję" teologię. Bloguję, bo lubię.

5 przemyśleń nt. „Be happy, czyli krótko o radości życia

  1. Ale z Ciebie fajna kobitka!!! :D

    Świetny tekst, zresztą nie pierwszy i nie ostatni :)
    Ja akurat mam taką osobowość, że zawsze się ze wszystkiego cieszę. Wiem, że ludzie to widzą i zazdroszczą, nie rozumieją, jak to możliwe. Nie robię tego specjalnie, tak po prostu już mam a szkoda, bo oznacza to, że nie mam żadnej konkretnej rady dla smutasów.

    Wszystko to prawda, co napisałaś- o pośpiechu i zatracaniu relacji z ludźmi, które są w życiu najważniejsze. Ja bardzo często i już chyba do znudzenia powtarzam, że jestem tylko pare kroków od wyniesienia się do jakiegoś mniej rozwiniętego kraju, gdzie przynajmniej nie ma wokół tego wiecznego wyścigu, w którym się w ogóle nie odnajduję.

    1. Ha ha ! :) Z Ciebie też, widziałam twoje prze-u-ro-cze zdjęcie na blogu :) Masz tę radość wypisaną na twarzy i cudownie ci z nią:) .Uśmiech to najlepszy kosmetyk kobiety :) Uwielbiam ludzi radosnych. :) Jeśli natomiast jestem w towarzystwie „smutasa” – czuje się trochę dziwnie. Zdarza mi się wtedy „pajacować”, by choć trochę taką osobę rozbawić. Z drugiej strony taki smutas z reguły widzi świat czarno, więc jeżeli spadnie na niego jakieś trudne doświadczenie, lżej przez to przechodzi. Tak mi się przynajmniej wydaje.

  2. Powiem Ci, że ja na swoim przykładzie zauważylam kiedyś coś, co pewnie wie większość ludzi. A mianowicie, najbardziej doceniłam to, co mam, kogo miałam obok siebie, w momencie, w którym stałam na granicy utracenia tego – wtedy na szczęście wszystko wróciło do normy i ja po powróceniu do równowagi, z perspektywy czasu, doszłam do wniosku, jak wiele mam w życiu powodów do radości.

    Niestety, na co dzień tak jak napisałaś, większość osób zapomina o tym. Ja często jestem w tej grupie, w ogóle taki ze mnie typ że przejmuję się na potęgę wszystkim, planuje, planuje i….planuje, żeby tylko wyszło dobrze i perfekcyjnie, zapominając łapać radość chwili. No cóż, może kiedyś i mi się uda :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>