KOBIETA VS KOBIETA. Czy damska przyjaźń jest możliwa?

Kika wieści z placu boju. Póki co, rekonwalescencja przebiega pomyślnie. Z dnia na dzień czuję się coraz lepiej. Ciągle jestem nieco unieruchomiona, na lekach, ale poruszam się coraz swobodniej, pewniej. Stosuję się do zaleceń, ćwiczę 3x dziennie ( dali mi zestaw ćwiczeń, które mam wykonywać w łóżku). Wstaję jedynie wtedy, kiedy jest to konieczne. Dni mijają szybko. Niektóre czynności sprawiają mi jeszcze trochę trudu, ale mogę liczyć na pomoc bliskich mi osób. Uczę się cierpliwości i pokory. Jestem świadoma, że to, ile potrwa mój powrót do formy , zależy tak naprawdę  tylko ode mnie. Każde trudne doświadczenie życia – to świetna okazja, by przekonać się, komu naprawdę na nas zależy. Nie bez powodu mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tak naprawdę jest. Jakiś czas temu wpadło mi też w ucho inna sentencja o przyjaźni.: Kiedy się tobie powodzi, twój przyjaciel wie, kim jesteś. Kiedy ci się nie wiedzie – wtedy ty wiesz, kim jest twój przyjaciel. Na ile ta relacja jest autentyczna, silna, dojrzała. I kiedy tak lustruję moich znajomych, dochodzę do wniosku, że nie mam prawdziwych przyjaciół. Przykre prawda?. O moim stanie , czekającej mnie operacji – wiedziało wielu. Jednak jedynie kilka osób zapytało : jak się czujesz? potrzeba ci czegoś ? może cię odwiedzić?. Odwiedziły mnie jak dotąd 4 osoby (w tym trzech mężczyzn) :). Cóż…może kobiety z mojego otoczenia widzą we mnie rywalkę:? :) A może to ja nie wiem, na czym tak naprawdę polega przyjaźń? Może noszę w sobie  jej wyidealizowany obraz? Może problem tkwi we mnie?. Moja pierwsza przyjaciółka Ania, z którą dzieliłam ławkę w szkole podstawowej – była przy mnie do czasu, gdy do naszej klasy dołączyła ta „nowa”, Edyta. Wystarczyła jedna wspólna rozmowa , by Ania przesiadła się do niej a o mnie totalnie zapomniała. W liceum rzecz miała się nieco inaczej. Gabi była przeniesiona. Dotarła do nas w drugim semestrze, a że tylko obok mnie miejsce było wolne – nie miała wyjścia. Jednak złapałyśmy dobry kontakt. Szybko stałyśmy się nierozłączne. Wspólne gadki -szmatki, imprezy, pierwsze podrywy, faceci…Gaba gadała o nich  na okrągło. Słuchałam, choć bez ekscytacji. Mimo to, zawsze ktoś się koło mnie kręcił. Na jej pytanie „jak ty to robisz?” niezmiennie odpowiadałam: „ale co?” , by uciąć temat. Zaczęły się pierwsze rozczarowania. Gaba przychodziła do mnie, by wyrzucić swoje frustracje, wypłakać. Ja byłam, słuchałam. Starałam się pocieszyć, dać radę. Ja w tym czasie spotkałam na mieście jej eksa, który zaprosił mnie na kawę i pooglądanie zdjęć z wakacji. W międzyczasie powiedział, że mu się podobam, odkąd mnie poznał. Schlebiało mi to, ale że w przyjaźniach jestem lojalna – Gabi się o tym ode mnie dowiedziała. Rozpętałam burze, ale chciałam mieć czyste sumienie. Gaba doceniła lojalność. Z czasem mogłam się przekonać, jak to wygląda z drugiej strony. W końcu u mnie sprawy się mocno skomplikowały. Przez faceta, rzecz jasna. I właśnie wtedy, gdy jej najbardziej potrzebowałam, Gabi zapadała się jakby pod ziemię. Nie miałam się komu wygadać, nie było ramienia, na którym mogłabym się wypłakać…Znajomość się urwała. Po kilku latach poznałam Agnes, na kursie językowym. Złapałyśmy kontakt natychmiast, od pierwszego spojrzenia, pierwszego zdania. Szyb ko luźna szkolna znajomość zamieniła się w przyjaźń. Spędzałyśmy razem masę czasu. Było pięknie. Zbyt pięknie. Miałyśmy podobną wrażliwość, podobne spojrzenie na świat. Jednak ja przy niej czułam się bez wartości (sama nie wiem czemu), taka bezbarwna, przeciętna, mało kobieca. Babskie kompleksy.. Ona z kolei zazdrościła mi zainteresowania mężczyzn, choć nie było czego. W końcu każda znajomość z facetem szybko się urywała. Ta relacja okazała się być jedną wielką maskaradą. Z jednej strony „jak dobrze że, jesteś”, „jesteś taka super” itd. Z drugiej zawiść i obłuda na potęgę. Bywało różnie, jak to w życiu. Ale zawsze walczyłam, by się poukładało, by ta relacja przetrwała. Rozpadła się  po 10 -11 latach. Po prostu przestałam dla niej istnieć. Spotykam ją czasem na mieście. Jeszcze nigdy nie powiedziała mi zwykłego „cześć”. Jestem OBCA. Pozazdrościć, że udało jej się zresetować wspomnienia z tych 11 lat. Mi się to nie udało. Jestem bowiem na tyle dziwną osobą, która nosi tą przyjaźń i życzliwość w sercu, nawet wtedy, gdy ta osoba dawno mnie ze swojego życia wymazała. Ta znajomość nauczyła mnie chyba najwięcej w życiu.  Przede wszystkim tego, by unikać wazeliny tylko po to, by podbudować  czyjeś ego. Mówić otwarcie. Być odważnym, lojalnym, absolutnie szczerym. Wiele niedomówień, nieporozumień czy poważniejszych kłótni można by było uniknąć, gdyby człowiek chciał zawczasu szczerze porozmawiać z tą drugą osobą. Moim zdaniem to nie konflikty czy odległość najbardziej dzielą ludzi, ale brak czasu, egoizm i obojętność. Życie nauczyło mnie także, że nic nie trwa wiecznie, nawet najpiękniejsza, długoletnia przyjaźń – kiedyś się skończy. A czym dla mnie jest przyjaźń? to wielki i coraz rzadziej spotykany dar. Prawdziwe szczęście. Przyjaciel  to ktoś, kto nadaje na tej samej fali, pomimo różnic – akceptuje cię jakim jesteś, rozumie bez słów. To taka osoba, do której możesz zadzwonić w środku nocy załamany, zrozpaczony, a on cię wysłucha i w miarę możliwości pomoże. Cieszy się razem z tobą, podnosi na duchu. Pomaga ci wstać, kiedy ty sam już nie masz sił. Obroni twoje dobre imię, nie pozwoli, by ktoś cię skrzywdził, wykorzystał, zranił. Kiedy widzi, że zdradza cię twój ukochany- odważy się powiedzieć ci prawdę, choć dobrze wie, że możesz nie uwierzyć. Prawdziwy przyjaciel przebaczy ci twój błąd czy słabość, doceni dobro, które wnosisz w jego życie. To tak w skrócie. Coraz mniej wierzę w prawdziwą przyjaźń między kobietami. Prędzej czy później dochodzi do konfrontacji….A jakie Wy macie doświadczenia w przyjaźniach?

PS. Za ewentualne błędy przepraszam – mój laptop jest złośliwy i czasem za dużo literek kasuje. :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

The following two tabs change content below.

Jo-An

Humanistka. Ciekawa świata. Pełna życia. Zakręcona. Uparta. Odważna. Wrażliwa. Czasem wredna, czasem urocza. Po przejściach. Technik ekonomista z zawodu. Amatorsko śpiewa. Kocha być wśród ludzi i dla ludzi. " Studiuję" teologię. Bloguję, bo lubię.

Ostatnie wpisy Jo-An (zobacz wszystkie)

11 przemyśleń nt. „KOBIETA VS KOBIETA. Czy damska przyjaźń jest możliwa?

  1. Przyjaźń damsko-damska jest bardziej możliwa niż damsko męska,grunt to właściwie dobrać się charakterami a to wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwe… Sam przez 6 lat miałem super przyjaciela,aż z dnia na dzień zaczęło się kruszyć i teraz po przyjacielu nie ma śladu… Myślę że kobieta z kobietą łatwiej się dogada…Pozdrawiam serdecznie.

    1. Między mną a Agnes było wiele podobieństw…może nawet zbyt wiele? obie wrażliwe, pamiętliwe…obu było nam przyznać się do błędu, wyciągnąć rękę na zgodę, gdy coś zawaliłyśmy. Może to tylko moje odczucia, ale w 90 procentach to JA pierwsza wyciągałam rękę na zgodę (tak, jakbym to ja zawsze była winna)..

  2. Ludzie mają różne charaktery…
    Od swoich znajomych nie oczekuję zbyt wiele i pewnie dlatego bywam przez nich mile zaskakiwany. Jeśli robię coś dla kogoś, bo go np. lubię, nie zakładam, że się zrewanżuje. Nie potrafię natomiast wybaczyć nielojalności.
    Kiedy mam większy problem, chcę być sam – jak ten pies, który chowa się w budzie przed światem, gdy boli go łapa.:)

    1. Też miewam takie chwile, kiedy się „chowam” przed światem:). Lubię towarzystwo, ale doceniam też ciszę. Wtedy ładuję akumulatory. Jeśli ktoś się zamartwia, bo dzień czy dwa nie reaguję na telefony, daje krótkiego smsa , by zakomunikować tę moją POTRZEBĘ bycia sama ze sobą zapewniając jednocześnie, że wkrótce się odezwę. Jeśli coś robię – to z potrzeby serca, nie po to, by się komuś przypodobać. Nie lubię – podobnie jak ty – nielojalności i kłamstwa. Kiedyś wymagałam wiele, od siebie jeszcze więcej. Dziś niczego nie oczekuję. Biorę życie jakim jest i cieszę się z tych relacji, które mam. A nad tymi, które z jakiegoś powodu nie mogły przetrwać, nie rozpaczam. Człowiek nie docenił – jego strata.

  3. Bardzo dużo prawdy zawarłaś w swoim poście. Dla mnie przykładem kończących się wieloletnich przyjaźni jest moja mama i jej była przyjaciółka- historia podobna do Twojej i Agnes. Porozumienie, podobieństwa, nierozłączność przez wiele lat. A kiedy przyszedł czas na próbę ich przyjaźni- stały się sobie obce.

    Ja również mam wieloletnią przyjaciółkę (dzisiaj lecę ją odwiedzić w Polsce, po 7-u latach nieobecności w kraju!), z którą raz już moja decyzja mnie rozdzieliła. To była nasza próba, która według mnie zakończyła się negatywnie. Jednak ona nie dała za wygraną i odezwała się po roku, brakowało jej mnie i chciała wszystko wyjaśnić. Miało to miejsce 5 lat temu.

    1. Myślę, że przyjaźń / czy też miłość – wystawiona jest na wiele różnych prób. Tak jak między wami. Wyjazd na dłuższy okres czasu (np. praca w innym kraju) – to jedna z nich. W przypadku moim i Agnes właśnie wyjazd za granicą był smutnym początkiem końca. Wiadomo: nowe otoczenie, ciężka praca, tęsknota za rodziną, przyjaciółmi , domem… Ale sms czy krótki telefon od czasu do czasu (zwłaszcza, że mamy możliwość komunikacji przez skype czy inne tego typu narzędzia ) – naprawdę nie są ani kosztowne, ani czasochłonne. Moim zdaniem, jeśli komuś naprawdę na kimś zależy – znajdzie choćby te 5 minut.

  4. Mi się wydaje, że gdy mowa o prawdziwym przyjacielu, to płeć nie ma w sumie znaczenia. Przyjaciel, to ktoś z uniwersalnym zestawem cech, jak właśnie lojalność, szczerość, wiara w drugą osobę, zaufanie, wyrozumiałość… Z biegiem lat zaczynam myśleć, że prawdziwy przyjaciel to rzecz równie rzadka, co idealny partner.
    Wieść niesie, że takie przypadki się zdarzają, ale… może to tylko romantyczne mrzonki? Choć, oczywiście, gorąco pragnę wierzyć, że jednak nie :)

  5. Też tak uważam :)))) Tylko dziwi mnie fakt, że to w mężczyźnie odnajduję ów uniwersalny zestaw cech PRZYJACIELA. :). Jest w moim życiu kilka takich osób. Szkoda, że z kobiecą przyjaźnią jest dużo gorzej. A przecież jestem otwarta i pozytywnie nastawiona także do kobiet. Nie rywalizuję z nimi, nie zazdroszczę, nie prowadzę żadnych intryg, gierek, wojen podjazdowych itd. Nie twierdzę, że wszystkie kobiety są takie. :) Po prostu do tej pory nie miałam szczęścia:). Na ideał nie liczę. Sama nim nie jestem. Ale fajnie by było w końcu spotkać kogoś, z kim będę w stanie trwać w przyjaźni na dobre i na złe. Długie, długie lata:).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>