Brunetki, blondynki a może rude? – czyli moje doświadczenia z czupryną.

Witajcie w moim świecie! Jestem ruda , piegowata i bardzo szczęśliwa z tego powodu. Choć nie zawsze tak było. Z racji mojej czupryny o odcieniu marchewki – w dzieciństwie byłam bardzo wyśmiewana, wytykana palcami przez inne dzieciaki. „Hej, patrzcie! Dziwadło nadchodzi!”. ” Piegowata!” , „Marchewka!”, „Ryża!”. Te przezwiska pamiętam do tej pory, podobnie, jak ściąganie gumek z moich pięknie i starannie zaplecionych warkoczy. Ciągle ganiałam moich prześladowców po szkolnym boisku, a w szkolnej WC zalewałam się łzami. „Co ja im zrobiłam? Czy to moja wina, że jestem ruda?! Nie! Taka się urodziłam i już! Nie znoszę piegów, ani mojej czupryny”. Zawsze z zazdrością spoglądałam na moje rówieśnice z blond włosami. Było w nich coś urzekającego, magicznego. Podobały mi się zwłaszcza odcienie miodu, taki ciepły blond. Tak jak Ania Shirley,  nie znosiłam siebie, byłam wrażliwa i miałam odnośnie swojego wyglądu całą masę kompleksów. Ciężko mi było się pogodzić z własnym wyglądem, polubić go, znaleźć w nim coś pozytywnego. W końcu stwierdziłam, że choć docinki ludzi mnie bolą, będę udawać, że nie widzę , nie słyszę i nic mnie nie obchodzi , jak mnie widzą i co o mnie myślą inni. Nie dam im tej satysfakcji! Będę niewzruszona niczym skała. Kiedyś im się to znudzi. Poświęciłam się więc całkowicie nauce i mojej pasji, czyli śpiewaniu. Czas  mijał szybko. Pewnego razu wpadła do nas rodzinka na tydzień wakacji. Z racji dzielącej nas odległości nie mieliśmy ze sobą zbyt częstego kontaktu. Jednak czas ich odwiedzin okazał się być przełomowy. Cała rodzina stwierdziła bowiem, że się zmieniłam. Nie tylko wyrosłam na całkiem zgrabną pannę, ale ściemniały mi włosy! Aż trudno uwierzyć, ale marchew ustąpiła miejsca pięknej barwie jasnego kasztanu, który w słońcu mieni się pięknymi refleksami. Przyjrzawszy się dokładnie z każdej strony – stwierdziłam: „hmm… rzeczywiście, są trochę ciemniejsze… Cóż. To już coś. Ale pozostaje jeszcze problem piegów. Nie znoszę ich…Może warto by kogoś zapytać, czy można je jakoś usunąć? „…Poszłam z tym do babci. Doradziła mi jakiś krem, albo maseczki z pokrojonej cytryny lub ogórka. Nie podziałało. Zatem nie pozostało mi nic innego, jak je polubić. To trochę potrwało. W międzyczasie zaczęły mi wpadać w ręce różne artykuły na temat kobiecej urody. Stopniowo docierało do mnie, że wokół koloru czupryny krąży wiele mitów i stereotypów, które często bywają krzywdzące. Wszyscy je znamy: Blondynki są głupie, ale bogate (ja bym też wrzuciła do tego worka jeszcze jedno określenie: łatwo je zaciągnąć do łóżka). Brunetki mają większe poczucie humoru i rodzinny charakter, są rewelacyjne w łóżku. Aż iskrzy. A rude? od tych najlepiej trzymać się z dala: są wredne i lubią manipulować innymi ludźmi. Moim zdaniem – niewiele w tym prawdy. W każdej z tych grup znajdzie się i głupia i mądra. Wulkan seksu i bryła lodu. Rodzinna i outsajderka. Kobieta sukcesu i ta, której zwyczajnie nieco się poszczęściło. Łatwa i trudna do zdobycia. Sympatyczna i wredna s**a. Po co do tego mieszać Matkę Naturę?. Jednak kiedy zaobserwowałam, że blondynki mają duże wzięcie, a ja ciągle bez faceta, pomyślałam: „dlaczego nie…? W końcu to normalne, że kobieta od czasu do czasu eksperymentuje z wyglądem”. Za niecałą godzinę  moją naturalną czuprynę przełamałam w salonie fryzjerskim pasmami blond platyny. Włosy miałam długie. Efekt ? Powalający i to dosłownie. Wracam z nowym lookiem do domu. Mija mnie rowerzysta. Całkiem przystojny, młody…słowem: CIACHO. Tak się we mnie zapatrzył, że wjechał w latarnię. Musiało boleć. Kolejne moje doświadczenia z mężczyznami utwierdziły mnie jednak w przekonaniu, że ten blond, który mnie tak zawsze zachwycał, to straszna pomyłka. Owszem, propozycje randek się sypały, jednak każda kończyła się tą samą smutną refleksją. Facet myślał stereotypowo: blondynka, czyli łatwy podryw, zero inteligencji i charakteru. Kobieta atrakcyjna, łatwa do zmanipulowania. Dobra zabawa, niezły seks. Niestety, ale nie ze mną te numery. Jestem blondynką, ale farbowaną. Kolejna próba: zmiana koloru na ciemny brąz i skrócenie włosów. Niestety, w salonie fryzjerskim był wtedy istny sajgon. Kobieta o mnie zapomniała, farba trzymana była za długo, więc kolor z ciepłego brązu zrobił się nieomal czarny. Jak spojrzałam w lustro, zbierało mi się na płacz. Pomyślałam jednak: kiedyś zejdzie. Wiecznie czarne nie będą. Więcej brunetką być nie zamierzam. To mnie postarzyło o co najmniej kilka lat. Za jakiś czas myślę sobie (o dziwo!):   to może rudy?!  Kto wie? może jeśli dobiorę odpowiedni makijaż i nie przesadzę z kolorem, będzie efekt WOW?.. Zaryzykowałam. Było wielkie WOW. Nie poznałam siebie w lustrze. Po raz pierwszy poczułam się kobieco, seksownie i…pięknie! To była wspaniała metamorfoza. Piękny czas. Kiedy kolor prawie całkiem zszedł, poznałam JEGO. I nie wiedzieć czemu – jak sam to wspominał  - kiedy tylko spojrzał po raz pierwszy w moje piwne oczy i  na rudawą czuprynę – przepadł z kretesem. Totalnie stracił dla mnie głowę. Moją burzę rozwianych włosów widział na kilometr. Uwielbiał liczyć moje piegi. Baa, nawet je pokochał.! Urzekłam go właśnie tym, co kiedyś tak trudno było mi zaakceptować!. Tak doszłam do wniosku: każda potwora znajdzie swojego amatora. Zaczęły znikać moje kompleksy. Potrzeba eksperymentowania ze zmianą koloru zniknęła, jak tylko dowiedziałam się, że rudy to kolor spotykany bardzo rzadko – według  statystyk rude włosy ma tylko 1,2 proc. populacji!. Jakaż byłam zdziwiona, kiedy nowo poznane dziewczyny (w czasach studenckich i później) – zaczęły mnie pytać: ” jakiej używasz farby?. Chciałabym zrobić sobie właśnie taki kolor. Kilka razy nawet próbowałam, ale mi nie wyszło!”. Ja jej na to: „Rudy to nie kolor, ale charakter”. Reasumując: nie było mi lekko w życiu, jak zapewne innym rudzielcom. Ale dzisiaj jestem szczęśliwą rudą kobietą , która dzięki tym wszystkim doświadczeniom i eksperymentowaniu z czupryną zrozumiała, że kobieta jest najpiękniejsza wtedy, gdy jest SOBĄ! :)

The following two tabs change content below.

Jo-An

Humanistka. Ciekawa świata. Pełna życia. Zakręcona. Uparta. Odważna. Wrażliwa. Czasem wredna, czasem urocza. Po przejściach. Technik ekonomista z zawodu. Amatorsko śpiewa. Kocha być wśród ludzi i dla ludzi. " Studiuję" teologię. Bloguję, bo lubię.

Ostatnie wpisy Jo-An (zobacz wszystkie)

9 thoughts on “Brunetki, blondynki a może rude? – czyli moje doświadczenia z czupryną.

  1. Piękna historia.
    Kiedyś rozmawiałem z rodzicami, którzy mieli zamiar zrobić prezent-niespodziankę siedmioletniemu synkowi – operację odstających uszu.
    Zapytałem, czy on tego chce. Chyba nie chciał, bo na razie nie widzę różnicy.

    1. Może chłopak zwyczajnie się bal? Wcale by mnie to nie zdziwiło… Ja sama , będąc już dorosła – byłam pełna obaw… może ktoś rodzicom pomysł odradził? W końcu to mały chłopiec, cóż to jest siedem lat? A operacje nie zawsze kończą się sukcesem co można zaobserwować na przykładzie gwiazd i gwiazdeczek show- biznesu….

  2. Ludzie zawsze się do czegoś przyczepią… Jak w tej historyjce o kobiecie, mężczyźnie i ośle: kiedy kobieta jechała na ośle, a mężczyzna szedł obok, nazywano go pantoflarzem; kiedy mężczyzna jechał, a kobieta szła obok, inni byli zdegustowani takim traktowaniem płci „słabszej”; kiedy obydwoje jechali na ośle, pomstowano na biedne, przemęczone zwierzę; kiedy obydwoje szli obok osła śmiano się, że co za jełopy nie korzystają ze zwierzęcia.

    Mój dobry kolega ma obsesję na punkcie rudych kobiet i dopisuje im płomienny i zadziorny charakter, więc dokładnie tak, jak napisałaś- każdy w końcu trafi na swojego ;) Wszystko zależy od gustu.

  3. Wiec ja była bym potwierdzeniem tezy bądź osobistego doświadczenia twojego kolegi z rudymi: spontaniczna z temperamencikiem ( nie utożsamiać z byciem wredna) zadziorna też czasem bywam. Plus poczucie humoru nie dla każdego zrozumiałe. Ale mówię za samą siebie… nie wiem, jak to z resztą populacji rudzielcow ☺

  4. Zawsze marzyłam o rudej córeczce. Niestety, marzenia pozostały marzeniami. Może się któraś przefarbuje? Ale to już nie to samo…

    1. Lepiej nie…☺ takie jakie masz, są najpiękniejsze ☺pewnie, można się przefarbowac, tylko po co? Pojawia się odrosty , włosy osłabna , zmatowieja…im rzadziej będą sięgać po farbę, tym lepiej ☺

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>