Śmierć – najlepszy pedagog życia

 

Listopadowy miesiąc jest specyficzny. Pełen nostalgii, melancholii, refleksji…. To właśnie wtedy odwiedzamy cmentarze, będące miejscem spoczynku naszych najbliższych: rodziny, przyjaciół… Widzimy ich postaci, całe ich życie, wszelkie dobro, jakie nam ofiarowali. I w duchu pytamy siebie: dlaczego odeszli, pozostawiwszy nas tutaj, na tym łez padole? Przynosimy im kwiaty, wieńce, piękne znicze, modlitwę. Oraz to, czego nie zdążyliśmy ofiarować im za życia: Swoją miłość,  którą  tak trudno nam było okazać. Podziękowania . Wspomnienia. Przeprosiny oraz wybaczenie wszystkich zadanych nam ran. To, co skrywaliśmy głęboko w sercu. SIEBIE… Wierzymy , że gdziekolwiek są – już nie cierpią, lecz cieszą się radością i pokojem. I tylko płonące znicze są dla nas symbolem ich obecności pośród nas. Bo chociaż ciało zostało pochowane (bądź skremowane)  - oni naprawdę są z nami. Są bliżej, niż nam się wydaje: w naszym sercu.

   *******************

Rzadko myślimy o śmierci, choć jest ona nieunikniona. Prędzej czy później zapuka do naszych drzwi. Jest ona dla nas tajemnicą, misterium. Nie wiemy, kiedy się jej spodziewać, jak na nią przygotować siebie i naszych bliskich. To trudna dla nas rzeczywistość.  Śmierć kojarzy nam się tylko i wyłącznie z bólem, cierpieniem, strachem, samotnością, utratą. Śmierć to gwałt zadany życiu, to jego kres. I chociaż boje się śmierci – jak większość ludzi – wierzę, że to nie koniec. Że jest coś więcej. Wierzę mocno, że śmierć jest dopiero początkiem prawdziwego życia. Jest jakby przedsionkiem wprowadzającym nas w nową rzeczywistość. Tą rzeczywistością jest zbawienie, nowy Dom, którym jest Niebo.  To na pewno niezwykle cudowne miejsce, które czeka na każdego. Wybór należy do nas.

                *************************

Mimo, że spotykamy się ze Śmiercią co dzień – wciąż się Jej boimy.  Ma ona wiele twarzy. Umiera wieloletnia przyjaźń (u mnie tak się zdarzyło). Wypalamy się zawodowo. Niekiedy wygasa miłość we wzorowych małżeństwach z naprawdę długim stażem. Miewamy myśli samobójcze, tracimy sens życia. To także pewien rodzaj obumierania. Zdarza się, że niektórzy ludzie przeżywają śmierć kliniczną i wracają do nas. Niewiele wiemy o tego rodzaju śmierci, ale słyszymy opisy przeżyć z nią związanej: tunel, światło itp. Największy lęk budzi w nas śmierć cielesna oraz poczucie osamotnienia i wewnętrznej pustki. Tymczasem istnieje o wiele gorszy rodzaj śmierci, której powinniśmy się obawiać: śmierć duchowa. A mówiąc prościej – odłączenie od Bożej miłości . Wieczna samotność. Potępienie. Piekło.

                                                                       ************************

Moja Ś.p. babcia – bardzo często opowiadała mi o śmierci. O tym, że kiedyś odejdzie. Denerwowało mnie to , bo ileż o tej śmierci można? To w końcu taki dołujący temat. Wiem, że kiedyś umrze każdy z nas, ale po co to rozstrząsać?  Raczej nie mamy na to wpływu, więc żyjmy tu i teraz: Carpe diem!. Co ma być – to będzie! Ale dziś wdzięczna jej jestem za to oswajanie mnie ze śmiercią. Pomogły mi te nasze trudne i szczere do bólu rozmowy, pomogła także wiara. Dzięki temu – kiedy babcia faktycznie umarła – na pogrzebie mogłam dotrzymać danej jej obietnicy: nie uroniłam ani jednej łzy, kiedy spuszczano trumnę. Było tak, gdyż patrzyłam już na tę drugą rzeczywistość – dla nas nieznaną, zakrytą. Wystarczyło mi to, że już nie cierpi. Że jest tam. Z NIM. Z Bogiem.(….)

 *********************

Może zaskoczę Was tą myślą, która zmierza do puenty – ale powiem to:  śmierć w kontekście czasu i ziemskiej egzystencji jest czymś cudownym, wręcz zbawiennym. Dlaczego? Ponieważ pomaga nam to życie szanować, wartościować. Gdyby nie było perspektywy śmierci, to nie szanowalibyśmy życia, nie potrafilibyśmy docenić tego, co życie daje nam każdego dnia. Gdyby nie było perspektywy śmierci w naszym życiu, to nie stanowiłoby ono żadnej wartości!. Zatem Śmierć jest dla nas pewnego ro­dzaju  ”szkołą” , która uczy nas  jak ŻYĆ. Jest błogosławieństwem. Często nami wstrząsa, porusza , kruszy nasze serca. Ale przede wszystkim – pomaga nam –  tak bardzo zabieganym  - zwolnić, zatrzymać się i zadać sobie czasami pytanie: QUO VADIS?

The following two tabs change content below.

Jo-An

Humanistka. Ciekawa świata. Pełna życia. Zakręcona. Uparta. Odważna. Wrażliwa. Czasem wredna, czasem urocza. Po przejściach. Technik ekonomista z zawodu. Amatorsko śpiewa. Kocha być wśród ludzi i dla ludzi. " Studiuję" teologię. Bloguję, bo lubię.

Ostatnie wpisy Jo-An (zobacz wszystkie)

9 thoughts on “Śmierć – najlepszy pedagog życia

  1. Śmierć to dopiero początek – w hinduizmie jest kolejnym etapem rozwoju duszy.

    Wolę tak mysleć, iż wciąż po wykorzystaniu ciała moja dusza z nagromadzonym potencjałem zdarzeń albo pojawi się ponownie w i nnym ciele lub zakończy cykl odrodzeń.

    Ogólnie fajnie i przynajmniej mi, jest miło wierzyć, iż każdy duszę posiada krzywą lub prostą, ubabraną w kwiatkach lub gó…e itp. ale posiada.

    Z chęcią najpierw bym się też napił wódki z właścicielką kosy – pogadał i poszedł z nią na spacer jak już będzie pora.

    Sądze też, iż należy żyć tak by nie skrzywdzić nikogo swoimi decyzjami i łapać chwilę tak ulotne.

    A czekoladę mogę zjeść w każdej chwili :P

    1. Czyli co? jesteśmy umówieni na czekoladę? :D Dawno nie jadłam, a w towarzystwie smakuje lepiej :D ! Też pogadałabym z Panią śmierć o jej robocie. Straszna fucha. Może zdradziłaby chociażby to, o czym myśli jej Wybranek przed końcem. Czy jej odwiedziny zmieniają serce i duszę człowieka, który za życia niczym się nie przejmował? Wódka otwiera zazwyczaj usta do gadki i serca – do szczerości. Ale wódką byś jej raczej nie kupił :D W końcu niejeden człowiek umarł….z przepicia. Ale nie wątpię w to, że rozmowa z Nią była by niezwykle ciekawa.! PS . Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ONA właśnie z KOSĄ chodzi? :)

  2. Muszę sobie zafundować taki luksus jak – czekolada do picia na gorąco.
    A tak na poważnie – bardzo mi brakuje Mamy. Tyle już lat upłynęło,
    jak odeszła do Pana, a ja wciąż bardzo za nią tęsknię.

    1. Pewnie była między Wami szczególnie piękna i mocna więź. Stąd ta wszechogarniająca tęsknota, która trwa pomimo upływu lat. Ale twoja mama na pewno jest zawsze bardzo blisko ciebie. Póki pamiętamy i nosimy w sercu – nasi bliscy są żywi, choć już po drugiej stronie.

  3. Właśnie w te dni szczególnie o śmierci myślimy…Przez cały rok żyjemy jakbyśmy byli nieśmiertelni a gdy stajemy przed grobami bliskich nam osób zaczyna do nas docierać,że jesteśmy tu tylko na chwilę i ta chwila wcześniej czy później się skończy… Ech,mnie też jakiś nastrój dopadł… Pozdrawiam serdecznie.

  4. Wiara daje nadzieję, a bez niej chyba nic nie miałoby sensu. Podoba mi sie Twoje określenie, że śmierć to gwałt. I to taki mega bezczelny.

    P.S. Ten poprzedni szablon bloga był bardziej… roztrzepany :D Bardziej mi do Ciebie pasował :*

  5. Aż tak odzwierciedlał moją osobowość blogerską? :) Ato dopiero :D Ale wiesz jak to jest – czasem człowiek lubi pobawić się nieco, wypróbować inne szablony :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>