Tajlandia, czyli jak mężczyzna staje się kobietą. Raj dla transpłciowych.

8457806762_14ac597201_btaj

Świat nigdy nie przestaje mnie zadziwiać, a wzrok zawodzić. W niedzielę odbył się kolejny finał Konkursu Piękności Miss Polonia 2017. Wygrała 27-letnia Agata Biernat ze Zduńskiej Woli. Moje serdeczne gratulacje. Jeśli chodzi o mnie – nie oglądam tego typu show, ani nie biorę w nich udziału. Po pierwsze – nie zrobię raczej kariery w modelingu. Brak odpowiedniej figury i aspiracji. Po drugie – nie należę do próżnych kobiet, których życie skupia się i kręci wokół własnego wyglądu. To nie mój świat, nie moja broszka. Kobieta ze zdjęcia, tajka – także jest piękna. Przynajmniej w mojej ocenie. Jednak po przeczytaniu pewnego artykułu odnośnie Tajlandii jakiś czas temu – coraz bardziej doceniam fakt, że jestem Polką i stu procentową kobietą. Dlaczego tak mówię? Ponieważ uśmiechająca się do mnie ze zdjęcia kobieta, o której mowa w przeczytanym przeze mnie artykule –  okazała się być mężczyzną.!

Okazuje się, że w Tajlandii nigdy nie można mieć pewności, kogo spotyka się na ulicy. Pewność zyskasz zaglądając dopiero w dowód osobisty danej osoby. Kathoey - czyli trzecia płeć - staje się (jeśli już się nie stała) turystyczną wizytówką Tajlandii. Ubrani w kolorowe damskie stroje, przyozdobione błyszczącymi cekinami oraz piórami, w ostrym makijażu mężczyźni, wyglądają dokładnie jak kobiety. W Tajlandii na masową skalę przeprowadza się operacje zmieniające mężczyzn w kobiety. Nie ma chyba nikogo, kto wyjechałby z tego kraju nie spotykając na swojej drodze przynajmniej jednej takiej osoby. Co więcej, niejednokrotnie turyści nie zdają sobie sprawy z faktu, że w restauracji, w hotelu, w sklepie, właśnie obsłużył ich mężczyzna w damskiej skórze. Zjawisko trzeciej płci znane jest nie tyko w Tajlandii, ale w całej Azji – Wietnamie, Kambodży, Japonii, a nawet na chrześcijańskich Filipinach. Jednak właśnie w Tajlandii osoby trzeciej płci mają najbardziej komfortowe warunki do życia, co sprawia, że kraj ten nazywa się „rajem osób transpłciowych”. Kurczę…  Zawsze byłam przekonana, że operacje plastyczne to jednak domena kobiet, a tu proszę! :D

Czytam więc dalej, nieźle zakręcona: Historycznie Tajowie rozróżniali trzy rodzaje gramatyczne płci: męski (poo chai), żeński (poo y-ng) i kategorię pośrednią zwaną kathoey, czyli trzecia płeć. W ostatnim przypadku, zgodnie z definicją, to osoba, która posiadając konkretną płeć, przyswaja sobie cechy płci odmiennej.Czasem zastanawiam się, jak to właściwie jest z tą naszą tożsamością płci. Dlaczego tak trudno jest niektórym ludziom zaakceptować swoją płeć? Dlaczego decydują się ją zmienić? Ok, nie raz dopadał mnie jakiś kompleks. Patrzyłam w lustro i myślałam: zero biustu, piegi, słodka buzia. Pewnie dlatego mężczyźni mieli mnie za głupiutką, choć uroczą gąskę bez charakteru.. . Ale żeby zmiana płci?!. Ludzie, trzymajcie mnie :D.

Gdyby przestudiować historie wszystkich kathoey, większość chłopców odkrywa swoją trzecią płeć w wieku około 7 lat. Według religii buddyjskiej, która w ponad 95% wyznawana jest w Tajlandii, każdy człowiek przynajmniej raz w jednym ze swoich wielu wcieleń był, jest lub będzie kathoey. Osoba o podwójnym duchu, jak czasem nazywane są kathoey, nie mają jakiegokolwiek wpływu na swoją seksualność w życiu doczesnym. Nikt nie wybiera sobie preferencji seksualnych, a jedynie rodzi się z nimi na podstawie własnej karmy. Co warte odnotowania, większość z nich to osoby niezwykle religijne. Bez względu na to, jaka jest ich profesja – a tajemnicą nie jest, że prawie 100 % z nich w pewnym momencie życia para się prostytucją – chętnie i gorliwie odwiedzają świątynie oddając cześć Buddzie, swojemu Bogu, pracując na lepszą karmę.

Kobiece kathoey proces zmiany płci zaczynają w bardzo młodym wieku. Szczegółów tego procesu transformacji mężczyzny wam oszczędzę. Wierzcie mi, czasami lepiej wiedzieć mniej. Napiszę jedynie, że kathoey już jako kilkuletnie dzieci zaczynają brać leki hormonalne hamujące przyrost mięśni i powodujące powolną budowę piersi. Każda apteka w Tajlandii ma w swym obiegu specjalne tabletki sprzedawane bez recepty i bez ograniczeń. Do terapii hormonalnej dochodzą  też długie lata specjalnej diety , zestawy ćwiczeń fizycznych, szkoła umiejętnego makijażu i doboru ubrań. Również dzięki zabiegom chirurgii  plastycznej, która potrafi zdziałać cuda, wielu ladyboyów naprawdę trudno odróżnić od kobiet.. Implanty piersi są na porządku dziennym, do tego długie nogi, doskonała figura, delikatne rysy twarzy, zalotne spojrzenie. I można radośnie za Edytą Górniak zaśpiewać: „Jestem kobietą!”.  :D Puentę moich powyższych wypocin- niechaj zastąpi dobra rada: Jeśli będąc w Tajlandii spotkasz atrakcyjną kobietę z zalotnym spojrzeniem – nie bądź głąb i nie daj się zwieść: to na pewno mężczyzna. :D .

 

 

Cuda, cuda, dla nas niepojęte!

78-cuda-jezusa-3-638

Do dzisiejszej notki zainspirowało mnie kilka wypowiedzi pod notką na jednym z zaprzyjaźnionych blogów , a konkretnie:

http://szczur-z-loch-ness.blog.onet.pl .

Jak sugeruje tytuł posta – będzie o CUDACH. W sumie już jakiś czas temu nosiłam się z zamiarem, by coś na ten temat naskrobać, jednak wstrzymywałam się. Dogodny moment nadszedł dzisiaj. Ufam, że bez względu na nasze podejście do wiary, temat zainteresuje każdego. Czytając biblię, natkniemy się na wiele cudów, które uczynił Jezus: pierwsze rozmnożenie chleba, obfity połów ryb, uzdrowienie paralityka, wskrzeszenie Łazarza,  przemiana wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej, czy wypędzenie z człowieka ducha nieczystego, któremu na imię Legion. To tylko kilka z bardzo wielu cudów Jezusa. :)

 

Czym właściwie jest CUD? 

” Cud definiowany jest przez Kościół katolicki jako zjawisko, wydarzenie, którego nie można wytłumaczyć za pomocą racjonalnych argumentów. Są to niewyjaśnione i niezbadane zjawiska, nie do pojęcia dla rozumu ludzkiego. Oznacza wydarzenie nieprawdopodobne, wywołane z intencji Boga i zakładające Jego zaangażowanie.”

 

Ludzie niewierzący bądź religijni sceptycy mogą pomyśleć sobie po lekturze biblii : ” całkiem dobra powieść science fiction. Ten, kto ją napisał  naprawdę ma wyobraźnię. „. Tymczasem także w obecnych czasach Cuda Jezusa nadal mają miejsce. Wierzę w to, kilka widziałam, kilka dane mi było przeżyć osobiście. Ale nie na swoim doświadczeniu będę się opierać, lecz na opiniach ludzi sceptycznych, którzy potrzebują żelaznych dowodów, by móc z niezachwianą pewnością przyznać: tak, to był prawdziwy cud”. Ten post adresowany jest do nich w pierwszej kolejności… A zatem pora na kilka przykładów (wybór spontaniczny) :

 

1. CAŁUN TURYŃSKI

 

calun-turynski-badania

 

Być może pamiętamy tę scenę, kiedy do niosącego krzyż Jezusa podchodzi pewna kobieta, która widząc ogrom Jego cierpienia i zakrwawione oblicze, bez względu żołnierzy i liczny tłum, postanawia podejść do Jezusa i otrzeć mu twarz swoją chustą. Piękny, odważny gest współczującej kobiety. Na owej chuście Jezus pozostawił kobiecie odbicie swojego oblicza.  Całun to jedna z najcenniejszych relikwii chrześcijańskich, która przyczyniła się  już do nawrócenia wielu sceptycznie nastawionych naukowców. Jego właściwości zbijają sen z powiek najbardziej zagorzałym ateistom. Pomimo wielu niezbitych dowodów potwierdzających autentyczność Całunu, nie brakuje ludzi, którzy wciąż próbują te argumenty podważyć. To temat rzeka, więc podam tylko kilka owoców dokładnej analizy Całunu i jego autentyczności.:

  • Prof. Pierre Barbet udowodnił, że płótno odzwierciedla wszelkie cechy anatomiczne i fizjologiczne umierającego człowieka, które nie były znane ludziom w minionych stuleciach. Ustalił on, jeszcze przed II wojną światową, że Jezus został ukrzyżowany przez przybicie gwoździami do belki nie dłoni, lecz nadgarstków. Potwierdzili to później inni lekarze, między innymi Pierluigi Baima Bollone, Lamberto Coppini, Frederick Zugibe. Rany po gwoździach na całunie widoczne są na nadgarstkach, a nie na dłoniach. Gdyby całun był średniowiecznym falsyfikatem – stwierdzili lekarze – to fałszerze musieliby umieścić rany od gwoździ na dłoniach, a nie na przegubach skazańca. Tak bowiem wyobrażano sobie wówczas ukrzyżowanie.
  • Pyłki roślin i ślady DNAW 1973 i 1978 Max Frei-Sulzer, szwajcarski biolog i kryminolog, badał Całun Turyński. Zdołał zidentyfikować 58 różnych gatunków roślin, których pyłki zostały na całunie. Spośród nich tylko 17 stanowiły rośliny rosnące w Europie, pozostałe 41 charakterystycznych było natomiast dla flory Azji i Afryki. Frei odkrył, że istnieje tylko jeden obszar geograficzny, w którym spotyka się aż 38 z tych 41 rodzajów pyłków: Judea.  Autentyczność Całunu Turyńskiego badał też Avinoam Danin. Potwierdził wnioski Maxa Freia, że całun prawdopodobnie musiał pochodzić z Judei. Odkrył też na nim pyłki endemiczne dla obszaru Ziemi Świętej: czystka kreteńskiego, parolistu krzaczastego (gatunek kapara) oraz Gundelia tournefortii (gatunek krzewu ciernistego). Wszystkie one kwitną na wiosnę i nie występują razem nigdzie poza Judeą.
  • Ślady aktu zgonu Jezusa. W 1979 zostały odkryte greckie i łacińskie litery w okolicach twarzy człowieka z Całunu. Zostały głębiej zbadane w 1997 przez André Marion, profesora Instytutu Optyki w Orsay. Dzięki analizie komputerowej zostały odkryte następujące napisy: INNECEM (od łac. „in necem ibis” - „na śmierć”)IHSOY (Jezus), NNAZAPE(N)NUS (Nazareńczyk), IC (Iesus Chrestus) i kilka innych. Dla mnie to naprawdę mocny argument. Bo jakże po tak długim czasie można odczytać napisy na płótnie? I dokonać tak rzetelnej analizy? I ostatni z dowodów na potrzeby posta
  • Krew Jezusa. Prof. Baima-Bollone z wydziału medycyny kryminalnej uniwersytetu w Turynie orzekł po analizie włókien Całunu, że zawierają ludzką krew z rzadkiej grupy AB.
  • Na ciele zmarłego widoczne są rany, jakie według opisów ewangelicznych zostały zadane Jezusowi w czasie Jego męki, ukrzyżowania oraz po śmierci, kiedy ciało było jeszcze przybite do krzyża. Ciało widoczne na Całunie Turyńskim zostało uwiecznione w stanie rigor mortis, a więc śmiertelnego skostnienia, kiedy mięśnie sztywnieją, utrzymując ciało w pozycji zajmowanej w momencie śmierci lub tuż po niej, w tym przypadku w pozycji ukrzyżowanego. Skrupulatne badania przeprowadzone przez lekarzy, fizyków i chemików dokumentują, że Całun ukazuje człowieka, który zmarł na krzyżu. Rigor mortis utrzymuje się zwykle 12-24 godziny od śmierci i zanika 36-40 godzin po niej. Wynika z tego, że wizerunek na Całunie powstał w 24-36 godzin po śmierci. Zgadza się to z relacją Ewangelii, które sprawozdają, że Jezus zmarł w piątek pod wieczór, a zmartwychwstał wczesnym rankiem w niedzielę.

 

2. Paralityczka wróciła do zdrowia w trakcie modlitwy

Pochodząca z Kanady Delia Knox, która 23 lata spędziła na wózku inwalidzkim, nagle zaczęła chodzić. W 1987 r. kobieta uczestniczyła w wypadku samochodowym, w wyniku którego straciła władzę w nogach. Ale w sierpniu 2010 r. roku, 46-latka przyszła na spotkanie modlitewne i podczas modlitwy stanęła na nogi. Co ciekawe, Knox nie wierzyła wcześniej w cuda.

 

3. FATIMA

1917 rok. Troje dzieci zauważyło nad polem – świetlistą kobiecą postać zawieszoną w powietrzu. Zjawa powiedziała im, że przybywa z nieba i że będzie się pojawiała trzynastego dnia każdego miesiąca. W październiku na miejscu cudu zjawiło się około 70 tysięcy osób. Wiele z nich potwierdziło potem, że widziało Objawienie na własne oczy. W 1951r. ekshumikowano ciało jednego z trójki dzieci, którym objawiła się w Fatimie Matka Boża. Ku zdumieniu osób obecnych przy ekshumacji, ciało było doskonale zachowane, zupełnie jakby została zabalsamowana. Zjawisko samoistnej mumifikacji zwłok, chociaż niezwykle rzadkie, zostało jednak naukowo potwierdzone.

 

4. Sokółka, Legnica  - czyli Cud Eucharystyczny (nie pierwszy i nie ostatni). Patrz: link poniżej. Słuchałam, przemyślałam. Cud i basta. :)

 

5. Dedykowane Seeker – powinno cię zaciekawić :)

 

Alexis_Carrel.363160656_std

Mężczyzna na zdjęciu to Dr Alexis Carrel, wybitny naukowiec, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, nie wierzył w możliwość istnienia rzeczywistości ponad naturalnej i cudów dokonywanych przez Boga. Był agnostykiem. Wierzył natomiast w to, co pewne koła naukowe promowały, a mianowicie samowystarczalność natury i ślepy przypadek w powstaniu tego, co obserwujemy w przyrodzie. Bóg według tej teorii nie był potrzebny komukolwiek, do czegokolwiek. Często też słyszał on o rozgłaszanych objawieniach Maryjnych w Lourd i wielu cudownych, nagłych oraz niewytłumaczalnych uzdrowieniach z ciężkich i nieuleczalnych chorób, które miały tam miejsce za sprawą modlitwy do Boga i wody z cudownego źródełka. Carrel uważał zaś, że są to jakieś bzdury. Śmiał się z tego do czasu, kiedy do Lourdes przybył jako lekarz i naukowiec, aby raz na zawsze skompromitować, ośmieszyć i udowodnić tą całą nieprawdę. Jak można się domyśleć – nie udało mu się swego celu osiągnąć. Wszystko to za sprawą Marii Ferrand, młodej dziewczyny z zaawansowaną gruźlicą otrzewnej. Dziewczyna już od lat nie podnosiła się z łóżka, była żywym szkieletem i stan jej w momencie przybycia Doktora do Lourdes był agonalny. Medycyna była bezradna, zatem chora szukała wsparcia i ratunku u Boga i Maryi. Rezultat? Dziewczyna wyzdrowiała!. Carrel musiał skapitulować i uznać całe to zdarzenie za cud. Umierająca już Maria Ferrand, po wielu latach cierpień i ciężkiej wyniszczającej ją choroby doświadczyła nagłego i spontanicznego uzdrowienia pozbawiającego ją śladów tej wieloletniej choroby ze zmianami organicznymi i to nawet bez żadnego okresu rekonwalescencji!. Tego po prostu nie dało się wyjaśnić. Dzięki temu zajściu Dr Alexis Carrel się nawrócił, w końcu uwierzył…

 

6. XX w.- MARTA ROBIN 

KPJktkpTURBXy84MTc1MjFmNmExNGNmZmQ3ZDkxNzgzYzYzYTUzMGVkZi5qcGeSlQMAWs0CNs0BPpMFzQMUzQG8

 

Kobieta, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Francuska mistyczka i stygmatyczka. W 1918 roku, gdy miała 16 lat, zaczęła chorować, prawdopodobnie na wirusowe zapalenie mózgu, które w 1929 roku doprowadziło do całkowitego paraliżu. Od tej pory aż do śmierci w 1981 roku kobieta leżała w łóżku w swym domu. Paraliż objął także jej przełyk. Nie mogła jeść ani pić. Przez ponad pół wieku odżywiała się tylko komunią św. (podczas, gdy mój apetyt i poczucie smaków są jak na kobietę spore).

 

To tylko kilka przykładów…Takich cudów , niewytłumaczalnych zjawisk, uzdrowień – jest naprawdę wiele. Cuda duże i małe zdarzają się także w moim życiu. Według lekarzy – miałam być roślinką. Całkowicie pod aparaturą i nieustanną opieką. Miałam być jedynie ciężarem.  Niedorozwiniętą istotką, wybrykiem natury. Miałam nie chodzić, o funkcjonowaniu w społeczeństwie nie wspominając. Lekarze przekreślili więc moje życie na starcie. Wbrew ich prognozom- stało się inaczej. Chodzić nauczyłam się późno, jako czterolatka. Funkcjonuje nie najgorzej. Może niektórych rzeczy nie ogarniam, nie wszystko potrafię zrobić samodzielnie, ale myślę, czuję, rozumiem, jak umiem wyrażam siebie, a nawet bywam inspiracją i prawdziwą radością w życiu niektórych otaczających mnie osób. Miałam też w życiu kilka poważnych kryzysów, w tym dwa podejścia do samobójstwa. Z a pierwszym razem – przeszkodził mi telefon. Za drugim – wzięłam, zbyt  małą dawkę leków. Zostałam uratowana przed samą sobą. Trzeciego podejścia nie będzie. :). Takich „cudów” mniejszych bądź większych – doświadczyłam znacznie więcej. Podsumowując: Cuda naprawdę się zdarzają. Wystarczy tylko mieć nadzieję i otwarte oczy (…). A co do cudownego rozmnażania (nie tylko chlebów i ryb) : jak jesteś wdzięczny i hojny w dzieleniu się z innymi, zawsze ci będzie dobra przybywać. Taka jest właśnie Boża matematyka :).

Małpi rozum, czyli jak promocja oddziaływuje na człowieka

 

Zaniedbałam się….rozleniwiłam…przysnęłam…. Ale pamiętam o Was, wpadam, podczytuję. Na wielu blogach czuć już przedświąteczne klimaty. Ja jeszcze o świętach nie myślę. Zacznę od 6.12 zapewne :). Z racji wczorajszego szaleństwa zwanego Black Friday oraz nadchodzących Świąt – postanowiłam skrobnąć myśli kilka o Reklamie -  nieodzownym elemencie naszego życia. Jest obecna dosłownie wszędzie:  w sklepie, w gazetach, w radiu i  telewizji, na bilboardach, w skrzynce na listy, a nawet w internecie… Jesteśmy nią bombardowani z każdej strony. Ich nachalność sprawiła, że jak tylko zobaczę reklamę w TV czy usłyszę w Radio – natychmiast wyłączam jedno i drugie. Reaguję na nią alergicznie, tak samo jak mój Tata.

Promocja… na dźwięk tego słowa – ludzie dostają małpiego rozumu. Ogarnia ich jakieś szaleństwo. Rzucają wszystko, czym dotychczas się zajmowali, zabierają portfele , wsiadają w samochody (ewentualnie tramwaje czy autobusy) i zaczynają się wyścigi. Bo każdy chce zdążyć kupić towar, póki jeszcze jest dostępny. Skutek jest taki, że drogi są sparaliżowane, a w marketach czy galeriach handlowych kolejki porównywalne z tymi w czasach PRL.

 

605

 

Moje oczy co prawda tego nie oglądały, gdyż dopiero co przyszłam na świat. Ale rodzice i dziadkowie sporo opowiadali mi jak to wtedy było: o wszystko trzeba się było bić . Nie było takiego zaopatrzenia jak dzisiaj, więc po wiele towarów (jak choćby chleb, papier toaletowy czy mięso) stało się godzinami. W związku z tym na deficytowe produkty każdy „polował”. Nawet realizacja bonów i kartek była niepewna. Obecnie mamy tak wielką możliwość wyboru , że nieraz trudno nam się zdecydować się co kupić. Herbata czarna czy owocowa, zielona, z pigwą, ziołowa…Musztarda stołowa, sarepska, kremska. Masło czy margaryna? itd. itd.  Tak wielki wybór towarów na sklepowych półkach to pole do działania dla producentów reklam oraz  firm, które chcą pozyskać klienta, osiągnąć większe zyski.

Idą Święta. Niedługo sklepowe wystawy zostaną pięknie wystrojone. Pojawią się girlandy, przystrojone choinki, moc kolorowych świateł i inne cudeńka tak cieszące nasze oczy i pozwalające nam poczuć ten świąteczny klimat. Na ulicach rozbiją swe drewniane stragany Świąteczne Jarmarki. Usłyszymy dźwięk pięknych, dobrze nam znanych kolęd. To kwestia dosłownie kilku dni. Zobaczymy też coraz więcej obniżek cenowych, zestawów upominkowych itd. To, co myślę o takim promowaniu Świąt – napisałam już pokrótce u Aisab (
http://ocalic-od–zapomnienia.blog.pl/?p=4515
)  więc dublować nie będę. Napiszę jedynie, co dla mnie jest dobrą reklamą. Jestem osobą bardzo praktyczną. Czyli jeśli potrzebuję , to kupuję. Nie lecę na promocje, jeśli w danym czasie danej rzeczy nie potrzebuję. Raczej nie kupuję hurtowo. Powody są dwa : promocyjne towary nieraz są wadliwe, co człowiek nie zawsze zauważy w porę. Jeśli sprzedawca obniży cenę danego produktu ze względu to, że jest on wybrakowany – nie ma wtedy podstawy do złożenia reklamacji na tą konkretną usterkę. A o tym sprzedawca raczej nas nie poinformuje :). Na promocjach zwyczajnie wystawione jest to, co najmniej schodziło dotychczas :). Prosty mechanizm, który dobry obserwator zauważy :). Nie było by ofert promocyjnych, gdyby sprzedawcom miało się to nie zwrócić. A zwróci się, i to szybko. Po drugie:  jestem zdania, że naprawdę dobry produkt zareklamuje się sam. Niepotrzebna mu do tego telewizja, prasa czy radio. Wystarczy jeden zadowolony klient, który będzie zachwalał sąsiadce czy koledze z pracy. Ten wypróbuje i jeśli będzie zadowolony , poleci go innym. Powstanie w ten sposób naprawę spory łańcuch zadowolonych klientów, stanowiących żywą reklamę danego produktu. :). Moim zdaniem taka poczta pantoflowa odniesie o wiele lepsze efekty ,niż bombardowanie nas spotami reklamowymi w TV (…).

Smutne życie bogacza

Jaka_recepta_bogactwo_6636229

 

Co jakiś czas dzwoni do mnie nieznany numer z kuszącą i pobudzającą wyobraźnię wiadomością: „Dzień dobry, z tej strony Hubert Urbański z Milionerów…”. Bogactwo to wielka pokusa, pragnienie wielu z nas. Czasem  może i Tobie zdarza Ci się w duchu westchnąć, jak ubogi żyd Tewje : „Gdybym był bogaty…”. Wtedy wszystko było by inaczej.

Gdybym była bogata…ach! co to było by za życie! Raj na ziemi! Tyle moich codziennych trosk rozpłynęło by się jak we mgle, zniknęło bezpowrotnie! Opłaty za czynsz podnieśli? W sklepach drożyzna? Choroba? To już nie zabiera mi snu z powiek. Jestem materialnie bezpieczna. Stać mnie nie tylko na podstawowe potrzeby, zapewniające mi przeżycie od pierwszego do pierwszego, ale i na przyjemności, zaspokajanie swoich fanaberii, najróżniejszych zachcianek. Mogłabym w końcu spełnić to wszystko, o czym od dawna marzę: wycieczka do Dubaju, Ziemi Świętej, Meksyku, Japonii, Australii, Kanady…Lot balonem. Kurs nurkowania.Skakanie z bungee. Jazda konna. Dłuuugi urlop na Karaibach. Własna willa: Ogromny dom z jackuzzi, kątem do gry w bilard, piękną mahoniową biblioteką, ogromną sypialnią, pięknym ogrodem, gdzie spędzałabym popołudnia. …Ależ się rozmarzyłam! (…). To tylko kilka moich pragnień, wszystkich nie wyliczę, bo trochę ich jest. :). Ty, drogi czytelniku , zapewne też masz wiele swoich, równie ciekawych marzeń, które wciąż czekają na możliwość ich realizacji. :). I dziś właśnie będzie co nieco o bogactwie. A w zasadzie nie tyle o nim, co o jego wysokiej cenie, jaką często człowiek płaci w życiu…

Bogactwo bez wątpienia ma swoje plusy. Życie człowieka bogatego na pewno jest łatwiejsze, ciekawsze. Bogaty nie martwi się kolejką do lekarza. Uda się do prywatnej kliniki, a w razie czego wsiądzie w swój wypasiony samochód lub prywatny samolot , aby leczyć się za granicą. W innych krajach medycyna jest bardziej rozwinięta niż u nas. Być może lekarze w innym kraju znaleźli by sposób na moje całkowite wyleczenie? Tutaj, w Polsce, zmagam się z chorobą 36 lat, a lekarze po prostu bezradnie rozkładają ręce. Dalej: Bogaty ma lepszy kontakt z kulturą oraz rozrywką. Pokazy mody, różnego rodzaju towarzyskie imprezy, kluby, wernisaże , muzea, teatry, czy kina – stoją przed nim otworem. Człowiek biedny na takie przyjemności pozwolić sobie nie może. Zwykły Kowalski, z najniższą krajową – co najwyżej będzie korzystać z „okazji” , polować na ciekawe seanse z korzystną ceną. Ja dawno zrezygnowałam z sieciówek. Ale to, w jaki sposób zarabiają kina, to już zupełnie oddzielny temat… Bogacz jest wypoczęty. Z racji, iż śpi na pieniądzach – może urlopować się cały rok.To on decyduje dokąd, kiedy i czym pojedzie na wakacje. Nie liczy się z kosztami. Jedyne co może go ograniczać, to fantazja i ciekawość. Wspaniale!. Brzmi naprawdę super. Jednak każdy medal ma dwie strony. Bogactwo również. Czy bogacz może być nieszczęśliwy? Myślę, że nie tylko może, ale często jest. Pieniądze mają to do siebie, że łatwo jest stracić. Po drugie – nie wszystko da się kupić za pieniądze….

 

WADY BYCIA BOGATYM 

1# LUDZKA ZAZDROŚĆ/ZAWIŚĆ

Tacy już jesteśmy: zazdrościmy tym, którym powodzi się lepiej niż nam. Bardzo często taką osobę obgadujemy, oczerniamy, wydajemy sądy. Linczujemy. Wieszamy przysłowiowe psy. Przykładów jest wiele, można je niejednokrotnie znaleźć na portalach plotkarskich typu pudelek, gdzie co jakiś czas pod obstrzałem ludzkiego hejtu pada jakaś gwiazda. Niektórzy nawet posuwają się do robienia większych świństw. A wszystko to przez zazdrość…Niestety, taki jest jeden z ciężkostrawnych skutków ubocznych bogactwa. Trzeba mieć naprawdę silną psychikę, by się nie dać złamać przez takich wrednych krwiopijców, zazdrośników, czy hejterów.

2# Fałszywi przyjaciele

Nie bez powodu zwykło się mawiać, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Bogatego człowieka otacza zazwyczaj wielu ludzi. Któż nie skorzystałby z bliższej znajomości z bogatą osobą? Będąc bogatym nigdy do końca nie wiadomo, kto faktycznie jest twoim przyjacielem, a kto kręci się wokół ciebie przez wzgląd na twój stan posiadania. Dopiero czas i traumatyczne wydarzenia weryfikują, kto zasługuje na miano przyjaciela….

3# Inne traktowanie

Ludzie bogaci są traktowani inaczej, niż reszta, która: nadskakuje im , traktuje  jak kogoś o wyższym statusie społecznym, komu trzeba się przypodobać, podlizać . Ale gdy się tylko się z bogaczem pożegna, nierzadko miesza go z błotem. Bardzo często ludzie ubożsi kopią dołki pod tym, którym wiedzie się lepiej. Są niezwykle obłudni. Często dobrze się przy tym kamuflują.

4# Samotność

Patrz punkt 2#. Jeśli w końcu bogaty przejrzy na oczy i pozna naprawdę, komu zależy na nim, a nie jego majątku , często zostaje sam. Milionerzy dochodzą do swoich majątków przez lata. Kosztem życia osobistego, znajomych, rodziny. Ich celem był finansowy sukces, dobrostan. Po latach, kiedy cel został osiągnięty, okazuje się, że prawdziwi przyjaciele których kiedyś mieliśmy opuścili nas, gdyż nie mieliśmy dla nich czasu…

5# Uzależnienie

Tak, od pieniędzy także można się uzależnić!. A nawet nie tyle od samych pieniędzy, co od doznań, które one dają. Drogi, dobry samochód,  którym po jakimś czasie się znudzi – można łatwo zastąpić  nowszym, droższym, lepszym.  Podobnie z ubraniami, biżuterią, rozrywkami. Pomimo zaspokojonej, drogiej  zachcianki –  człowiek bogaty nie potrafi się tym cieszyć jak dawniej. Uczucie radości zostaje wyparte przez frustrację. O wiele cenniejsza i zdrowsza jest umiejętność czerpania radości z tego, co ma się tu i teraz.

6# DEPRESJA I/ORAZ SAMOBÓJSTWA 

Ludzi sukcesu także dotyka depresja. Bogatym wcale nie jest tak łatwo, jak uważamy.  Wydaje się, że taki człowiek ma wszystko, a tak naprawdę nie ma niczego. Rodziny, prawdziwych wiernych przyjaciół, sensu życia. Przez lata odgradzał się od innych murem, owładnięty żądzą pieniądza. Presja sukcesu, trudności finansowe, stres wywołany pracą, obawy o utrzymanie godnego poziomu życia, lęk przed bankructwem, czy wreszcie strach przed odrzuceniem – to tylko kilka przyczyn, mogących wywołać depresję u takiej osoby. W Polsce dopiero od niedawna gwiazdy zaczęły otwarcie mówić o swoich problemach i bardzo się z tego cieszę. Może w końcu depresja przestanie być dla nas tematem Tabu, powodem naszego nieuzasadnionego wstydu. Może dzięki odwadze ludzi show – biznesu , w końcu przestaniemy udawać, że wszystko jest w porządku , podczas gdy w rzeczywistości nie chce nam się żyć?…

To tylko kilka przykładów  ciemnych stron bogactwa. Na nich poprzestanę, gdyż post przeradza się ku mojemu zdziwieniu w felieton. :D A zatem pora najwyższa na krótką puentę :

1488320977_2or0eh_600monwey

Seks-robot w sypialni

geisha-884684_960_720

Japonia -  ”Kraj Wschodzącego Słońca”. Moim zdaniem : jedno z najciekawszych i najpiękniejszych miejsc na świecie. Fascynująca kultura , nieszablonowy styl życia,  tradycja, piękno przyrody i achitektury, różnorodność i bogactwo religii – to znaki rozpoznawcze Japonii.  Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze bardzo chciałam zobaczyć na żywo to urocze miejsce. Kulturowo jest to naprawdę bogaty, fantastyczny kraj. Jest tam co oglądać: Pałac Potala- warowny pałac Dalajlamy, duchownego przywódcy Tybetu, Zamek Himeji – wspaniała średniowieczna budowla, Sanktuarium sinto - święte miejsce sintoizmu na wyspie Itsukushima, Fudżi-wulkan , będący najwyższym szczytem Japonii i wiele wiele innych. Japonia jest także kolebką większości nowinek technicznych.  I dziś właśnie o tym będzie: o nowinkach technicznych, które mówiąc szczerze – nie za bardzo mi się podobają. Ale o tym dalej….

Parę dni temu , przeglądając Internety – wpadł mi w oko artykuł,  który delikatnie rzecz ujmując – wprawił mnie w osłupienie. Okazuje się bowiem, że światowy rynek erotyczny od dłuższego czasu podbijają roboty świadczące usługi seksualne. (Bosheeee!). 

sekslalka-realdoll_27697373

Przedstawiam wam Harmony 2.0. (na zdjęciu powyżej). Na pierwszy rzut oka – najprawdziwsza, bardzo seksowna kobieta, ciesząca niejedne męskie oko. W rzeczywistości – lalka, kobieta- robot, do złudzenia przypominająca prawdziwą kobietę. Oprócz walorów fizycznych, posiada pewną niezwykłą umiejętność: potrafi mówić. Za pomocą zainstalowanej w telefonie aplikacji użytkownik może sobie wybrać na jaką kobietę ma dzisiaj ochotę: nieśmiałą, uległą, wyuzdaną, zazdrosną, towarzyską, otwartą na przygody?. Wszystko zależy od męskich preferencji. Jeden klik, potem bzyk. Biedne prostytutki – mają konkurentki, które mogą niedługo pozbawić je pracy. Bardzo dochodowej.

Wielką furorę robi w Wielkiej Brytanii inteligentny kobiecy sex-robot o imieniu Samantha. Jest ona zaprogramowana w ten sposób, że można z nią nie tylko iść do łóżka, ale także porozmawiać o pogodzie, pożartować i pooglądać telewizję. Jej wartość rynkowa wynosi (uwaga)  3-3,5 tys. funtów.` Na rynku robotycznych towarzyszy człowieka dzieje się coraz więcej, także w segmencie zarezerwowanym dla sypialni. Jest kilka firm, które już sprzedają prototypy lub zamierzają to zrobić. Ich roboty są różne, mniej lub bardziej zaawansowane, ceny wahają się od kilku tysięcy do kilkunastu tysięcy dol. Jedne da się personalizować mniej, inne bardziej – z kształtem sutków i kolorem włosów łonowych włącznie.(odpadłam czytając to). Pół biedy, jeśli mężczyzna korzysta z usług sex- kobiety – robota , by zaspokoić swoje erotyczne fantazje, których żona/kochanka/partnerka zaspokoić nie potrafi. Dla mężczyzny sfera seksualna jest bardzo ważna (jeśli nie najważniejsza) i nie ma się co oszukiwać drogie Panie. Ale nie do pomyślenia jest dla mnie takową kobietę-robota traktować jak członka rodziny, kiedy ma się żonę i dzieci! Jeszcze trudniej jest mi sobie wyobrazić (tym bardziej zaakceptować) uprawianie seksu w trójkącie mąż+żona+robot (a to się już zdarza). 

Można się dziwić i oburzać, pukać palcem w czoło. Jednak skoro takie sex- roboty powstają i cieszą się tak dużym zainteresowaniem – widać jest na to zapotrzebowanie. Moim zdaniem wiąże się to bardzo mocno z nieprzepracowanymi męskimi problemami w sferze seksualnej, a także dojmującym poczuciem pustki, problemem samotności, brakiem bliskiej osoby, niemożnością osiągnięcia orgazmu,  trudnością w zaspokojeniu potrzeb seksualnych partnerki itp. Dlaczego mężczyźni zamiast fachowej pomocy , terapii psychologicznej – wolą masturbację, czy usługi kobiety-robota, które do tanich nie należą? Nie wiem. Widzę tu również inny powód popularności sex-robotów:  Dla sex-lalki nie trzeba się starać: kupować kwiaty, zapraszać na drinka, romantyczną kolację, uwodzić, zdobywać. Ją się po prostu ma. Ona  jest gotowa do „zabawy” w każdej chwili dnia i nocy. Spełni każdą naszą erotyczną fantazję. Czy niedługo dojdzie do tego, że roboty całkiem zastąpią nam relacje z żywymi ludźmi? Oby nie….

A jak pod tym względem wygląda  sytuacja w Polsce? Z przeprowadzonej przez metro.co.uk ankiety, w które wzięło udział ponad 35 tys. osób wynika, że 39 proc. z nich uważa seks roboty za nieodłączny element naszej przyszłości, który zdominuje ludzkie życie. Nie wygląda to zbyt optymistycznie.  Jednak dla mnie żaden, nawet najdoskonalszy robot – nie jest w stanie zastąpić człowieka. Nic nie jest w stanie zastąpić zbliżenia dwóch kochających się osób: czułego dotyku, od którego przechodzą dreszcze. Zapachu skóry. Naszej reakcji na pieszczoty partnera. Spojrzeń w oczy. Nawet, jeżeli trudno nam w pełni zaspokoić nasze potrzeby i fantazje seksualne – wystarczy szczera rozmowa i wspólne, radosne, otwarte eksperymentowanie, odkrywanie swojego ciała na nowo. To znacznie lepsze, przyjemniejsze i zdrowsze, niż sex z jakimś robotem. Ja w każdym razie Robotom mówię zdecydowane NIE!!! . 

Mały erotyk, pełen słodyczy.

Dziś postanowiłam uraczyć was drobną opowiastką, z nutką pożądania. Będzie króciutka, gdyż nie mam owego daru tworzenia pięknych i  barwnych historii wysokich lotów. :) Historyjka powstawała przedwczoraj, kiedy to świętowałam swoje kolejne osiemnaste urodziny. Ta opowiastka to taki mały eksperyment, który ma na celu sprawdzić wasze skojarzenia i emocje towarzyszące czytaniu. :D  A zatem puśćcie wodze fantazji , wczujcie się w klimat, a w komentarzach koniecznie podzielcie się wrażeniami, bo to mój debiut! . :D

 

Dziś moje urodziny, a ja nadal jestem w proszku!.

Goście niebawem wpadną, a ja nie wiem w co ręce włożyć!. 

Sałatka z fetą gotowa- już stoi na stole pięknie przybranym, razem z chlebem i różnego rodzaju wędliną.

 

Podobnie wino i inne napoje.

Zestaw found – di  także gotowy do pracy. Może jeszcze nie próbowali? Oby.

Wszystko pięknie – ładnie, a jednak czegoś tu jednak brakuje…

Taak… Jednak trzeba wyjść.

Z niechęcią, pośpiesznie udaje się na zakupy.

W biedronce rozglądam się to tu to tam, zastanawiając się, czegoż w końcu mi brakowało i po co właściwie tu weszłam…I?….

 

I nagle spostrzegam Go!. 

Patrzę na niego jak zahipnotyzowana. On uśmiecha się do mnie. 

Mam wrażenie, jak gdyby czas stanął w miejscu, a wszystko wokół przestało istnieć.

Jesteśmy tylko On i Ja. 

Tak piękny, uroczy, o wspaniałej prezencji. Przesłodki.

W mojej głowie toczy się prawdziwa batalia.

„Nie, nie mogę! Nie wolno mi! „

„Muszę się opanować! „

Jednak moje pożądanie jest ogromne

Serce bije mi coraz mocniej i szybciej 

A on ciągle stoi, uśmiecha się kusząco, czeka…

Dalsza walka jest bez sensu…poddaje się. 

W końcu, na miękkich nogach- podchodzę…

Spoglądam na niego wzrokiem mówiącym wszystko

Dotykam czule…

……………….

.

.

.

.

.

 

I w  jednej chwili dociera do mnie, czego brakuje mi do naprawdę udanej urodzinowej imprezy :) . Ależ ja jestem roztrzepana! Zapomniałam o ?…. :D

 

16233

 

Michałki moje kochane, rozkoszy ust moich, prawdziwa radości, mocy endorfinek, moje szczęście! Wy zawsze wprawiacie mnie w fantastyczny nastrój nawet w najgorszy dzień! I ten SMAK!…po prostu niebo w gębie! :D Jesteście Moje! :D  Biorę Was :D

I tym sposobem, być może ktoś dał się podpuścić, wkręcić  :D Miał być gorący seks, pełen namiętności, czułości i finezji, a tu Michałki! :D  Taki mały psikus z mej strony :D Wybaczcie :D. Ale informuję, że impreza, choć dość kameralna – wyszła cuuuudnieeee  :D  Było smakowicie :) Pozdrawiam Was pięknie i  słodko. Pourodzionowo. :D

 

 

Marihuana. Zalegalizować czy nie?

 

Marihuana. Słowo, które elektryzuje i nieustannie budzi wiele kontrowersji.Najbardziej znana i uproszczona definicja mówi, że są to wysuszone i czasem sfermentowane kwiatostany żeńskich roślin konopi, zawierające substancje psychoaktywne. W naszym kraju traktowana jest jako narkotyk miękki - jeden z najbardziej popularnych.  O tym , jak narkotyki działają na organizm człowieka , dość szybko dowiedziałam się z zagadkowej dla mnie książki pt.” My, DZIECI Z DWORCA ZOO” leżącej na półce u mojej babci. To jedna z tych książek, które nie tylko uważam za pozycję wartą przeczytania. To moim zdaniem – lektura obowiązkowa dla każdego (zwłaszcza dla młodzieży). Miałam naście lat, kiedy wzięłam ją z ciekawości do ręki. Okazała się niezwykle ciekawą, szokującą, opartą na faktach historią młodej dziewczyny Christiane, która pod wpływem chłopaka  w którym się zakochała – zaczyna palić, ćpać, wciągać, zdobywać kolejne działki za sex. Słowem – spada na dno. Po więcej – odsyłam tutaj:


http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,15915874,Zycie_po_dworcu_Zoo__Jak_sie_ma_najslynniejsza_niemiecka.html

Marihuana to narkotyk. Zatem mówiąc krótko: Szkodzi. A tego, co szkodzi po prostu unikam. Tak właśnie postrzegałam „Marysię”. Wielkie było więc moje zdziwienie, kiedy padło po raz pierwszy na naszym polskim podwórku hasło: sadźmy, palmy, legalizujmy!. Myślę sobie: „ludziom padło na mózg. Chcą legalizować to świństwo wiedząc, jak to działa, jak łatwo się uzależnić… a może jednak nie wiedzą?”. Jakiś czas później w tvn 24 trafiam na konferencję prasową pewnego klubu. Przy głosie  - kobieta, matka dwójki dzieci chorujących na padaczkę . Opowiada, jak jeszcze do niedawna wyglądała codzienność jej chłopców. Bardzo częste i silne napady drgawkowe, które czasami kończą się utratą przytomności. Płacz, smutek, poczucie bezradności rodziców, leczenie nie odnoszące  najmniejszych rezultatów. Słowem – klęska. I nagle przychodzi ratunek. Okazuje się bowiem, że marihuana tak źle się kojarząca, wykazuje także właściwości lecznicze. Synom tej kobiety zaproponowano leczenie tzw. marihuaną medyczną. Kobieta wyraziła zgodę na taką formę terapii, dzięki czemu ich pociechy z upływem czasu – zamiast 100-200 napadów miesięcznie, mają góra 20-30 miesięcznie. Łagodniejszy jest także sam ich przebieg. Długo nie mogłam przyjąć tego do wiadomości, że to co zabija – może także leczyć. A jednak….

Poszperałam w Internetach. Lecznicze właściwości marihuany, znane były ludziom już w Starożytności. Pierwsze zapiski o jej pozytywnym wpływie na organizm pochodzą z około 1000 r. p.n.e.. W Egipcie rośliną leczono przewlekłe bóle, choroby oczu, a także hemoroidy. W Indiach służyła do uśmierzania różnych bólów, w tym kobiecych porodów. Konopie stosowano również w starożytnej Grecji i w krajach muzułmańskich. Istnieje  ponoć szereg badań, które pokazują, że stosowanie marihuany, może pomóc leczyć choroby cywilizacyjne, uśmierzać bóle, czy też inne objawy dysfunkcji organizmu.

Pora na kilka głosów samych pacjentów:

#Gabriella: „Zaszłam w ciążę dzięki globulkom z marihuany”

Gabriella jest naturoterapeutką. W wieku 23 lat zdiagnozowano u niej bardzo poważną chorobę, w wyniku której miała nigdy nie mieć dzieci. Tak przynajmniej twierdzili lekarze. Włoszka jednak nie poddała się i dzięki stosowanym dopochwowo globulkom z marihuany własnego pomysłu udało jej się nie tylko zwalczyć chorobę, ale także zajść w ciążę i urodzić dziecko. Swoim niezwykłym doświadczeniem i metodą dzieli się obecnie z kobietami na całym świecie.

# Mykayla - 7-latka, którą leczono marihuaną

U Mykayli Comstock, gdy miała 7 lat,  zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną. Chemioterapia nie pomagała i choroba postępowała. Zrozpaczeni rodzice zdecydowali się rozpocząć terapię w postaci tabletek wypełnionych olejkiem z konopi (podaje portal Onet pl). W amerykańskich mediach zrobił się szum. Krytykowano rodziców, którzy zdecydowali się leczyć 7-latkę w taki sposób (nic dziwnego: mnie także to wciąż szokuje). Efekt jest taki, że Mykayla  czuje się coraz lepiej. Wyniki krwi i badania wykazują, że liczba komórek białaczkowych zmniejszała się w trakcie trwania terapii.  30 lipca ubiegłego roku po raz ostatni znaleziono komórki białaczkowe w krwi dziewczynki. Obecnie 9- letnia dziewczynka czuje się dobrze. (…).

# Lynn Cameron ze Szkocji – rak mózgu

W 2013 roku u Lynn zdiagnozowano raka mózgu 4 stopnia. Nieuleczalnego. Wtedy rozpoczęto tradycyjną formę leczenia – chemioterapię i radioterapię. Żadna z tych metod nie przyniosła rezultatów, a lekarze dawali jej od 6 do 18 miesięcy życia. Zaczęła poszukiwać informacji na temat alterantywnych form leczenia, wyeliminowała z diety cukier i przetworzoną żywność. Następnie odkryła, że marihuana ma uzdrawiającą moc i przeczytała wiele historii dotyczących leczenia raka olejem RSO. Była do niego sceptycznie nastawiona, ponieważ jest on nielegalny. Nie miała jednak nic do stracenia i postanowiła ratować swoje życie kosztem więzienia. Lynn postanowiła, że rozpocznie kurację olejem RSO. Każde kolejne badanie przynosiło poprawę. Podczas szóstego rezonansu okazało się, że nowotwór zniknął!”

# Stephen:  Pokonałem depresję.

Stephen przez wiele lat cierpiał na depresję i nie potrafił odnaleźć się w społeczeństwie. Marihuana zmieniła jego życie o 180 stopni – teraz Stephen jest odnoszącym sukcesy mężczyzną, który aktywnie działa na rzecz legalizacji. Jego historia została opublikowana w książce ,,Cannabis saved my life: stories of hope and healing’’ napisanej przez Elisabeth Limbach.

# Robert Randall - pionier stosowania medycznej marihuany w USA. Chory na zaawansowaną jaskrę próbował różnych terapii, ale żadna nie przyniosła rezultatu. Lekarze stwierdzili, że ok. 30. roku życia bezpowrotnie straci wzrok. Randall zauważył, że stan jego oczu poprawia się po wypaleniu marihuany. Oskarżony o nielegalne jej uprawianie, na drodze sądowej wywalczył sobie prawo do zażywania lekarstwa. Zmarł w wieku 53 lat i do końca życia zachował sprawny wzrok.(…)

Niewiarygodne…Świadectwa tych ludzi, którzy wygrali walkę z chorobą, są naprawdę imponujące. Takich przykładów (także polskich) jest cała masa. Mimo to, wciąż jestem rozdarta między za i przeciw legalizacji. Owszem, dla wielu chorych to nowa nadzieja i nowa szansa na poprawę jakości życia a nawet odzyskanie zdrowia. Ale! Nie zapominajmy o drugiej stronie medalu. Jest to substancja narkotyczna i jak każdy narkotyk, może prowadzić do uzależnienia a co za tym idzie - do poważnego uszkodzenia układu nerwowego. Palenie marihuany może także prowadzić do depresji. Wg badań – młode osoby, które palą marihuanę – są w znacznym stopniu narażone są na próby samobójcze. W niektórych przypadkach mogą pojawić się zaburzenia psychotyczne, m.in. urojenia, prześladowania, omamy, depersonalizacja itp. W chwili, gdy osoba sięgająca po marihuanę, ma problemy o podłożu nerwicowym (np. lęki, natręctwa itp), objawy te mogą być silniejsze i utrzymywać się stale. Wówczas zostaje leczenie psychiatryczne i odwykowe. Marihuana nie jest zatem zupełnie bez powodu  środkiem niedozwolonym w Polsce. Faktem jest jednak , że brak jej legalizacji też na nic się tu zda. Tacy już jesteśmy, że zakazany owoc lepiej smakuje. Dla wielu osób, rzeczy niedozwolone są najbardziej atrakcyjne. Nawet, jeśli nie dojdzie do jej PEŁNEJ legalizacji,  ludzie i tak będą ją brać, zdobywać w nielegalny sposób. Legalizacja z kolei – odebrałaby Marihuanie atrakcyjność zakazanego owocu. Zyskałaby na tym sporo nasza gospodarka. Uniemożliwiono by biznes przemytnikom narkotyków, sprzedając towar po dużo niższych cenach niż na czarnym rynku. Bez względu na to, czy dziś jesteśmy za czy przeciw legalizacji, ten temat będzie co jakiś czas powracał do nas jak bumerang. Nie uciekniemy od dyskusji na temat marihuany. Ma ona grono wielu zwolenników. Miłośnicy konopi stworzyli wokół niej kult. Niektórzy polscy artyści, wybili się poprzez utwory, związane z legalizacją marihuany. Znane marki odzieżowe, wprowadziły motyw marihuany na swoich produktach. Wyprodukowano także sporą ilość gadżetów z motywem konopi. W mojej okolicy  istnieje nawet (legalnie – potwierdzone przez policję)  „KONOPNA FARMACJA”, pierwsza w Polsce! – patrz link poniżej:


http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/slask/w-katowicach-jest-konopna-apteka/dtttrk9

Fanów do zakupu powyższych rzeczy nie brakuje. Odnośnie gospodarki, mały przykład w ramach refleksji : Stan Kolorado od stycznia 2013r., prowadzi sprzedaż marihuany w celach rozrywkowych. Legalnie mogą ją kupić osoby powyżej 21 roku życia. Z wyliczeń „USA Today”, wynika że sprzedaż marihuany w celach rozrywkowych, w ciągu miesiąca, wzbogaciła budżet o 2 mln dolarów. Tyle dała prosta legalizacja. I w końcu inna rzecz , którą warto wziąć pod uwagę: Papierosy czy alkohol  też uzależniają (kto wie, czy nie bardziej ?). Mimo to są u nas legalnie sprzedawane i wszędzie dostępne… A ty, drogi czytaczu, jak myślisz? Czy PEŁNA, CAŁKOWITA legalizacja marihuany jest nam potrzebna, czy też nie ?

 P.S. KRÓTKI DOPISEK (INFO Z KOŃCÓWKI CZERWCA 2017):

Medyczna marihuana jest już w Polsce legalna. Sejm przyjął ustawę, która umożliwia chorym dostęp do preparatów z konopi indyjskich. Preparaty będą mogły być wytwarzane w aptekach po otrzymaniu recepty od lekarza, a medyczna marihuana będzie sprowadzana zza granicy. Chociaż ustawa ma niewiele wspólnego z jej pierwotną wersją,  jest to milowy krok w kierunku pełnego dostępu do medycznej marihuany. Pierwotna wersja zakładała między innymi narodową uprawę medycznej marihuany, a także możliwość własnej uprawy konopi w celu sporządzania z niej odpowiednich preparatów. Aktualny projekt ustawy przewiduje, że importowane konopie będą wykorzystywane do wytwarzania preparatów, które będą wytwarzane, kiedy lekarze zaordynują sporządzenie leku recepturowego w aptece. 

Jednak sporo lekarzy polskich – wciąż nie jest przygotowanych na medyczną marihuanę. Większość z nich zasłania się kompletną nieznajomością tematu, a ci, którzy mieli styczność z marihuaną (pacjenci, których prowadzili, leczyli się nią na własną rękę) obawiali się konsekwencji prawnych i zawodowych. Najbardziej na takim podejściu ucierpią osoby chore, które próbują leczyć się na własną rękę (jak wspomniana w poście szkotka Lynn). A człowiek zdesperowany  jest gotowy na wszystko.(…).

I am Barbie Girl, czyli kult ciała a zaburzenia psychiczne

Dzisiaj jedna z ważniejszych dat na kartach naszej polskiej historii – dzień niepodległości. Ogromny tryumf Rzeczypospolitej, który obecnie nie jest dla mnie świętem radości, a rozdzieraniem szat i próbą przypisania sobie zasług przez ludzi, którzy tak naprawdę nic nie zrobili. Wiele blogerów wypowiedziało się już na ten temat, oddając piękny hołd tym, dzięki którym nasz kraj może cieszyć się niepodległością i wolnością. Dzięki Wam za ten wpis!. Ja kontempluje ten dzień w milczeniu. Nie chcę nikomu popsuć tego dnia gorzkimi słowami prawdy. Dlatego temat poruszany w tym poście będzie daleki od polityki.

Od czasu do czasu przeglądam prasę kolorową, głównie w sieci. Zazwyczaj nie ma nic ciekawego, godnego uwagi. Jakoś szybko mnie odrzuca. Zerknę po nagłówkach i niemal natychmiast odkładam. Jednak zdarza się, że trafi się temat, który wywołuje u mnie różne emocje, przykuwa uwagę, a nawet szokuje. Kilka dni temu trafiłam właśnie na ciekawy artykuł szeroko poświęcony Barbie. Lalka o idealnej figurze i pięknych blond włosach. Przynajmniej – na początku, gdyż z upływem lat jej wygląd się zmieniał. Lalka – ikona powstała w 1959 roku. Po raz pierwszy zaprezentowano ją na targach zabawek w Nowym Jorku, które odbyły się 9 marca. Po kilku miesiącach, z wynikiem 300 tys. egzemplarzy, była już najlepiej sprzedającą się zabawką na świecie, a w 2012 roku zyski firmy Mattel wyniosły ponad 900 milionów dolarów. I wciąż nie traci na swej popularności. Dzieci nadal kochają Barbie. Sama także byłam w posiadaniu jednej, prześlicznej blondie. Barbie – to ikona kobiecości i sexapilu. Ideał kobiety. Wśród bogatej kolekcji Mattel  - znalazły się chociażby barbie nawiązujące do gwiazd hollywoodzkiego kina, takich jak Marilyn Monroe czy Elizabeth Taylor. Z czasem do blond Barbie dołączyło wiele równie atrakcyjnych koleżanek , jak choćby czarnoskóra Christie , Malibu Barbie czy California Girl. Pojawiły się również zmiany w stylizacjach ubioru i make-upu Barbie. Wszystkie jednak łączyło jedno: obłędnie idealna figura. Zbyt idealna….

I tu w zasadzie pomału przechodzę do sedna sprawy…Nie od dziś wiadomo, jak ważnym elementem w życiu kobiety jest wygląd, atrakcyjność. Każda z nas ma jakieś wyobrażenie na temat tego, co jest piękne. Zapewne niejedna z nas miewała kiedykolwiek jakiś kompleks na tym punkcie: za mały biust, za wąskie biodra, za wysoka, za niska. Jest to przejściowe doświadczenie, które w końcu mija. Jednak może być ono bardzo niebezpieczne. Nie tylko wśród dzieci.  Barbie, choć to tylko plastikowa lala –  nadal lansuje trendy. Obrazowana w mediach, literaturze, reklamie postać Barbie podkreśla wizję kobiecej doskonałości fizycznej, dając nam jasny przekaz – musisz być chuda, musisz być ładna, musisz być zamożna…I wiele młodych dziewczyn bierze to bardzo dosłownie!.  Tak bardzo, że aż to mną wstrząsnęło….

 

 

barbiecover                                                   ***  żywa Barbie

 

Przykład? Proszę bardzo. Ładna 30-latka usunęła żebra, aby wyglądać jak lalka Barbie. Ładna, to zbyt mało powiedziane. Jak Zobaczyłam zdjęcie V. sprzed operacji – byłam w zachwycie. Po prostu prześliczna! Wygrała nawet międzynarodowy konkurs piękności. Zdolna, towarzyska i lubiana. Niestety nie była zadowolona ze swojego wyglądu. Postanowiła więc zostać żywą Barbie. (tu miejsce na mój szok). V. usunęła kilka żeber, powiększyła piersi i wymodelowała twarz. Chciała wyglądać najbardziej sztucznie, jak to tylko jest możliwe. Efekt? wstrząsający. Inna kobieta, M. – o białej do niedawna skórze,  platynowa blondynka o przeciętnej figurze – jest dzisiaj żywą wersją Christie, murzynką z olbrzymim biustem o rozmiarze 32S, a jej wygląd wręcz poraża sztucznością. I trzeci przykład. Tym razem – polski. Anella. Modelka i fotomodelka. Mówi o sobie:  ”Ja jestem REAL BARBIE”. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda – polecam odwiedzić jej profil na Instagramie, lub wejść na podany w nawiasie link ( https://www.kozaczek.pl/plotka/anella-polska-barbie-chce-zrobic-sobie-plastikowa-pupe-instagram-78935?fb=1). Na Instagramie pozuje w dość odważnych pozach i jawnie przyznaje się do ingerencji w swoje ciało. Pod jednym ze zdjęć napisała: „Ja jestem Real Barbie. A moje usta będą jeszcze większe”. Słowa dotrzymała, bo pod najświeższą fotką z bardzo wydatnymi wargami dodała wpis: „Nowe usta = nowe życie”. Porażające…

Kiedy usłyszałam po raz pierwszy termin „żywa Barbie”, pomyślałam sobie: głupota, totalny absurd. Nie sądziłam, że znajdzie się na świecie (także i w Polsce) tak wiele kobiet, które chcą być Barbie za wszelką cenę. A nawet jeśli są takowe, to wierzyłam, że to chwilowy modowy kaprys, który do nas nie dojdzie. Po tym artykule i zdjęciach tych kobiet – nie jestem już tego aż tak pewna. W życiu bym nie przypuszczała, że zabawka Barbie – którą miałam i lubiłam za młodu – może być źródłem tak wielu zaburzeń psychicznych u młodych, w dodatku pięknych (na ogół) kobiet. Zupełnie nie rozumiem decyzji tych kobiet. Tym bardziej, że określenie „lalka” trudno nazwać komplementem. Pięknej modowej twarzy – mówiąc Gombrowiczem – przyprawiono „gębę” konsumpcjonizmu i braku aspiracji. Owa moda bycia żywą barbie, jest niebezpieczna i bardzo szkodliwa. Jak się okazuje – uśmiechnięta i piękna Barbie – jest dla naszych dzieci niezwykle groźna. Nie, nie jestem przeciwniczką barbie. Jestem przeciwniczką głupoty i zbytniego ulegania panującym trendom. Sylwetka Barbie jest sztuczna, zbyt wychudzona. Dziewczynom, które starają się osiągnąć zbliżoną do Barbie sylwetkę – grozi bulimia czy anoreksja. A to brzmi poważnie. Media bombardują nas niezliczoną ilością informacji, narzucają pewne kanony, trendy. Że niby to jest dobre, uczyni nas szczęśliwymi. Jednak Barbie to nie ideał kobiety. Ideałów po prostu nie ma. Wygląd to kruchy i kiepski fundament budowania swojego życia. Bo życie to coś więcej, niż tylko wygląd, czy dieta. Liczy się rodzina, kariera, rozwój osobisty, pasje i cała masa innych rzeczy. Zamiast więc poprawiać siebie i swój wygląd , który i tak ma ograniczony czas trwałości, pokochaj siebie kobieto!. Nie bądź Barbie. Bądź sobą!

Paradoksy ludzkiego życia

Człowiek to korona stworzenia. Istota rozumna, cielesno – duchowa, społeczna. Odmienna od pozostałych stworzeń. Od zwierząt różni się specyficzną budową ciała, oraz rozwiniętymi funkcjami mózgu, dzięki którym myśli, przeżywa, wyraża swoje uczucia. Różne czynniki wewnętrzne i zewnętrzne tworzą go, kształtują. Narodowość, kultura, wychowanie, rasa, religia, wykształcenie, umiejętności, światopogląd, temperament…. Cudowna jest ta różnorodność ludzka, indywidualność i piękno każdego z nas. Zostaliśmy wywyższeni , postawieni ponad wszelkie inne istoty żyjące, a więc obdarzeni błogosławieństwem, uprzywilejowani. Jesteśmy powołani do wielkości, do chwały! Jesteśmy zaprogramowani na rozwój, szczęście , sukces i spełnienie. Zostaliśmy w pełni uposażeni we wszystko co potrzebne, by takie właśnie nasze życie było. Ale – niestety… Człowiek, choć bez wątpienia wspaniały – nie jest wolny od skaz, słabości, błędu. Daleko mu do ideału. Miał być doskonałym arcydziełem, odblaskiem samego Boga, lecz nie jest. Zawdzięcza to samemu sobie. Ale tym razem wątek biblijny pominę , lub ewentualnie zostawię nań więcej miejsca w komentarzach. Póki co – skupię się jedynie tylko i wyłącznie na moich własnych , ograniczonych przemyśleniach.

Tak jakoś naszło mnie dzisiaj na małą refleksję, którą można by zamknąć określeniem ludzkie paradoksy. Mam na myśli takie postawy i zachowania, które przeczą naszemu człowieczeństwu, czyniąc zeń karykaturę. Nie da się ukryć: żyjemy w świecie pełnym sprzeczności. Dzieci chcą szybko dorosnąć. Dziewczynki bawią się w dom, stroją w damskie ciuchy (nierzadko podkradając mamie szminkę z torebki), próbują chodzić w szpilkach. Ale kiedy dzieci podrosną i wiedzą już, o co w tej dorosłości właściwie chodzi – chciały być młodsze, gdyż wtedy byłyby wolne od zobowiązań, odpowiedzialności za własne życie. Młodzież uczy się, zdaje egzaminy, a mimo dwóch fakultetów i dyplomu magistra – ma status bezrobotny . Alternatywą , by nie pierdzieć w stołek w domu i nie umrzeć z nudów – jest rozdawanie na ulicach ulotek informujących choćby o kursach językowych lub szybkich pożyczkach.  Sama od tego zaczynałam. Jestem po ekonomiku: rachunkowość, kadry, płace, zarządzanie kadrami, niemiecki średnio-zaawansowany. Wykształcona zatem nie najgorzej. Cóż z tego, kiedy pracy w zawodzie nie ma. Dlaczego?. Bo pracodawca oczekuje od młodego człowieka SZUKAJĄCEGO PRACY minimum 3-letniej pracy w zawodzie, doświadczenia i dwóch języków obcych perfect. Urząd ofert dla mnie nie ma, zatem szukam na własną rękę. Pukam od jednej firmy do drugiej błagając o nieodpłatną możliwość odbycia u nich stażu, a ci na to: nie, dziękujemy. To przykład z mojego życia. Wy z pewnością moglibyście przytoczyć bez liku swoich. Ostatecznie pracuję, co uznaję za prawdziwy cud. Za pracą uganiałam się bowiem 7 lat.

Żyjemy w kraju katolickim, wyznaniowym. Jednak tylko z nazwy. Dla wielu deklarujących się jako wierzący – wiara w Boga, Jezusa – nie przeszkadza uprawiać jogę , czy stawiać sobie tarota. To przecież niewinna rozrywka. Bardziej niż Bogu – ufamy  wróżce. Urodziłam się 13 – go i w dodatku w piątek. Zatem już dawno powinnam palnąć sobie w łeb, bo to przecież taka pechowa data. Zapewne dlatego mam w życiu pod górkę. Są tacy, co uchodzić mogą w naszych oczach za niezwykle pobożnych i bogobojnych ludzi. Chodzą do Kościoła w niedzielę, a nawet i w dni powszedni. Jednak w zaciszu ich czterech ścian toczą się prawdziwe dramaty: alkohol, przemoc fizyczna i psychiczna, zastraszanie, więzienie. Sąsiedzi słyszą, a udają głuchych. Ich zdaniem to okropnie złe, ale nie zareagują. W końcu to nie ich sprawa. Bywa, że dopada nas miłość przez wielkie M, bierzemy ślub. Pierwszy większy kryzys i staramy się o unieważnienie małżeństwa. To teraz takie modne u młodych…A skoro już o modzie mowa…dlaczego by nie wspomnieć o paradoksach i w tej dziedzinie życia? Ja muszę się wam przyznać, że jestem bardzo nie modną kobietą. Jak większość kobiet lubię zakupy. Jestem estetką, więc szukam pięknych rzeczy. Uwzględniam podczas wyboru także jakość i cenę. I tak przykładowo – wchodzę do galerii handlowej i rzuca mi się w oczy kawał czegoś jakby szmaty, która kosztuje nawet 250 zł. :). Prawdziwa okazja! W ogóle a propos mody – ubolewam nad losem modeli. To, co z nich się robi, woła o pomstę. Sami zobaczcie:

 

 

najgorsze stylizacje 2012 3 knqktkqTURBXy84N2NmMjQwOTllOWVjY2UzMDZlMWNiYjViMzAyOTQ1NC5qcGVnkpUDAQDNAzDNAcuTBc0DIM0Bwg

 

 

Żeby nie było: lubię pana Szpaka. Jednak męskie przebieranki w kobiece łachy (nawet, jeśli jest to tylko look artystyczny) są dla mnie nie do przyjęcia! Jestem kobietą? Pokażę to strojem. Teraz często baba chcę być facetem, a facet kobietą. Feministki dawniej – walczyły o wiele słusznych rzeczy. O społeczne i polityczne równouprawnienie. Ich sposób działania okazał się skuteczny. Obecne feministki robią z siebie (i kobiet w ogóle) idiotki, kompromitując się totalnie, a co gorsza – nawet nie zdają sobie z tego sprawy! Przykład? Choćby osoba Magdaleny Środy, której nie trawię. Co jakiś czas w sieci przetacza się fala oburzenia odnośnie jej wypowiedzi. W otoczeniu znana jest jako etyk, co nie przeszkadzało jej w rozważaniach dotyczących zabijania ciężko chorych, narodzonych dzieci. Środa ma także ogromną wiedzę na temat wojska, którą rzecz jasna się podzieliła:

- Pokraczne czołgi, falliczne karabiny, sztywni chłopcy w sztywnych mundurach, kretyński krok defiladowy… Budzi to z jednej strony moją odrazę, tak jak budzi ją każda przemoc, śmierć i zniszczenie, z drugiej strony ma to w sobie wiele komizmu: dorośli faceci na trybunach prężą pierś, zachwyceni swymi chłopczykami i bronią do zabijania – napisała na Facebooku Magdalena Środa.

 

Nie wiem, czy to bardziej żałosne, czy śmieszne. A co tam panie słychać w polityce? Ha! tam to dopiero paradoksów znajdziemy. Największym z nich jest chyba fakt, że pchają się do polityki głównie ci, co mają siano zamiast mózgu. Każde działania, wypowiedzi medialne, czy wreszcie ustanawiane prawa – zdają się to potwierdzać. Niestety. Politycy raz po raz fundują nam kolejne buble prawne. I tak – jak dzieliłam się już na pewnym blogu – choćby kwestia Sprawiedliwości – Temidy. Prosty przykład. Osoba, która ukradła z braku środków do życia zostanie bardziej surowo ukarana, niż fałszerze, wyłudzacze czy ktoś kto regularnie nas okrada (choćby piramidy finansowe i trefne oferty pożyczek/ kredytów). Stawianie pomników upamiętniających ofiary katyńskie, czy wybór wykonawcy Pomnika  p. Prezesa jest o wiele ważniejsze, niż chociażby służba zdrowia, komunikacja miejska, miejsca pracy dla młodych, system emerytalny itp. To, co w normalnym państwie powinno być priorytetem – u nas jest na szarym końcu. Teoretycznie – mamy prawo do prywatności, tj. brak cenzury. W praktyce – inwigilacja totalna. Także w sieci. Jakieś małżeństwo nie może się stać rodziną adopcyjną dla jakiegoś dziecka (gdyż kobieta zajść nie może). Tymczasem inna kobieta albo swoje maltretuje, wyrzuca na śmietnik, albo podrzuca do OKNA ŻYCIA. Lekarz…taki szlachetny zawód, z misją: Leczyć, ratować życie. Można by rzec – prawdziwy bohater. Szkoda tylko, że nierzadko to ratowanie zamienia się w mordowanie (aborcje, eutanazje). To lepszy biznes. Przysięgę Hipokratesa (przeczytajcie ją w necie, proszę!) można wywalić z pamięci. W końcu to tylko słowo, aborcję zaś zawsze można pokazać światu jako akt miłosierdzia wobec cierpiącego, czyn jak najbardziej na miejscu….Taka Dulskiej moralność. Paradoks? Jeszcze jaki! I jeden drugi goni.

W kulturze , świecie mediów, prasie – też ich sporo. Ja podam jedynie jeden – bo post i tak już urósł do rozmiarów niebotycznych. Ostatnio głośno o Andżelinie i Bradzie. Nie, tym razem nie o rozwodzie, a o problemach z dziećmi. Siloh, jedna z ich córek – chce być chłopakiem. (info z lipca). Noszz Boże, widzisz to wszystko i nie grzmisz. Nie pozwala  sobie zapuścić długich włosów, wybiera dla siebie chłopięce ubrania – takie, jakie noszą jej starsi adoptowani bracia, Maddox  i Pax . Rodzice zgodzili się, by Siloh przeszła kurację zmiany płci. Dziewczynka ma niebawem rozpocząć procedurę hormonalną… Dla mnie osobiście – tragedia. Pomieszanie z poplątaniem. Jak ten świat by wyglądał, gdyby wszyscy decydowali się na zmianę swojej płci? Nasz gatunek jest naprawdę mocno zagrożony. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że idziemy ku upadkowi. Proces odczłowieczania człowieka – postępuje.

Czy jest dla nas ratunek? Czy mamy szansę powstać z resztek naszego człowieczeństwa, odzyskać naszą godność i piękno?  Mam nadzieję, że tak. W każdym razie – powinniśmy o to walczyć każdego dnia. Nie dajmy się zwariować, ogłupić jakąś nową modą, której ukryty przekaz brzmi: „jesteś normalny, jesteś sobą? jesteś nikim!”. Nieprawda! Jestem człowiekiem, kobietą, istotą rozumną, wolną. Jestem koroną stworzenia. Jestem stworzona idealnie. Jestem kobietą idealną w swej niedoskonałości. Kocham siebie. Uwielbiam swoją kobiecość, swoje życie, które każdego dnia przynosi coś nowego. Nie muszę i nie chcę dopasowywać się do jakiś głupich trendów. To ja będę przecierać szlaki, wyznaczać nowe trendy, lansować tylko to, co naprawdę wartościowe i dobre. Nie pozwolę z siebie zrobić karykatury człowieka! Bo człowiek – brzmi dumnie!

PS. Notka powstała pod wpływem chwili. Źródłem inspiracji – Wasze notki :D

 

 

 

Na krowim kacu

Tak, moim drodzy, dobrze czytacie: jestem na moralnym kacu.A zaczęło się niewinnie. Wychodząc z wieczornej mszy świętej, dopadł mnie lekki głód. Idąc przez siebie dotarły do mnie z ulicy fast-foodowe zapachy, którym czasem ciężko mi się oprzeć. Więc weszłam do niedawno otwartej u nas knajpy. Pomyślałam: tyle razy przechodzę tędy, a jakoś nigdy nie weszłam do środka. Z zewnątrz wygląda ciekawie. Raz się żyje! Co tam!. Przecież niczego nie muszę zamawiać. Rozejrzę się tylko, zorientuję co i jak. Przecież mnie nie wyrzucą. Po dokonanej obserwacji postanowiłam jednak zamówić dwa burgery. Oczywiście – na wynos.  Jeden dla siebie, a drugi dla Tatka. Bo razem smakuje lepiej. Nic tak dobrze nie integruje ludzi, jak wspólny posiłek. Miałam trochę problemów z zamówieniem. Jaka bułka, jakie dodatki, jakie mięso etc. Przez chwilę rozważałam podwójną porcję wołowiny, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie. Boska opatrzność.

Burgery dostałam do ręki po ok. 10 minutach. Zadowolona pruję do domu. To się tatko zdziwi!. Faktycznie – był zaskoczony. Właśnie zasiadał przy sajgonkach, a ja mu z tą krową zdrową na stół wjeżdżam. OK, zatem sajgonki trochę poczekają… Ja wydałam wyrok na pana Soprano, więc Tatkowi dostał się Gentelman. Ukradkiem obserwowałam jego reakcję na pałaszowanego burgera. „Bardzo dobry „- stwierdził z zadowoleniem. Mój też okazał się dobry w smaku. I w tym momencie dzieje się ze mną coś dziwnego: Każdy kolejny kęs pochłanianego przeze mnie burgera sprawia, że coraz bardziej odczuwam wyrzuty sumienia.No bo co ja też robię? Wcinam tę biedną krowę, jak gdyby nigdy nic! Zero wdzięczności! Przecież to właśnie dzięki krowie – mogę cieszyć się w domu z posiadania mleka, które tak bardzo dodaje smaku mojej rozpuszczalnej kawie! Znalazłam się w sytuacji totalnie bezsensownej. Komiczno – tragicznej. Miałam mieć z tego spontanu niezłą frajdę, a zamiast tego –  roztkliwiam się nad losem krowy?. Ludzie jedzą kurczaka, indyka, gęsi, królika, kaczkę…dlaczego więc nie krowę??? W czym problem ????? Krowi kac.

Po zjedzeniu burgera – przyszła refleksja. Dokonałam czegoś absolutnie niedopuszczalnego, haniebnego, nieludzkiego, zasługującego na surową karę. Dopuściłam się aktu profanacji.Dla Hindusów ze wszystkich sekt i wszystkich czterech kast cokolwiek ma związek z krową, nawet jej kał i mocz, jest święte!.Wierzą oni, że krowy i bramini zostali stworzeni w tym samym dniu, a co za tym idzie, są jednakowo święci.W hinduizmie zabicie krowy to ohydny grzech,a jedzenie wołowiny jest bardziej odrażające niż kanibalizm!.Krowa jest emblematem Bogini Ziemi,matki,która karmi do syta,przygarnia i ochrania swoje dzieci!.Spokój krowy i jej cierpliwy rytm życia spowodowały, że stała się ona wizerunkiem pełni świętości.Krowy są zatem nie tyle czczone,co szanowane i po prostu nietykalne. Można je przegnać kijem,ale nie wolno pod żadnym pozorem ich zjadać! Aja co??? Kanibal jeden…

 

Dziwnie to zabrzmi, ale jedząc tego burgera – w sercu czułam dziwny, nieznany mi dotąd niepokój. Zupełnie jakbym robiła coś bardzo, ale to bardzo niewłaściwego. Dziwne uczucie. Dlatego też postanowiłam dokładniej przyjrzeć się owej krowie. Spojrzałam na nią okiem religii takiej jak choćby wspomniany wyżej hinduizm. Pora zatem na chrześcijaństwo.

W symbolice biblijnej i tematyce chrześcijańskiej – jak przeczytałam – krowa jest symbolem płodności i siły.Chrześcijanie wychodzą z założenia, że pokarm jest darem od Stwórcy (św. Paweł miał widzenie, w którym Bóg pokazał mu chustę spadającą z nieba, a na niej pojawiły się wizerunki wszelkich zwierzą i roślin). Byki, krowy, jałówki i cielęta – były zwierzętami ofiarnymi. Prorok Amos wspomina o ofiarach biesiadnych z tuczonych wołów (5,22). Księga Liczb (19,1-10) zawiera nakaz zabicia młodej, czerwonej krowy i spalenia jej razem z drewnem cedrowym, hizopem i nitkami karmazynowymi oraz zmieszania jej popiołu z wodą oczyszczoną, która służyła do obmyć rytualnych . W Biblii zostały wymienione zwierzęta odpowiednie do konsumpcji przez człowieka i te nieodpowiednie (tj. odpowiednio: czyste i nieczyste). Bóg w Starym Testamencie powiedział, że zwierzęta,które przeżuwają pokarm i mają rozszczepione racice, można konsumować (Kpł. 11,3; Pwt. 14,6).Należy do tego: bydło,owce, kozły, jelenie i rodzina gazeli,antylop (Pwt. 14,4-5). Jako nieodpowiednie wymienione zostały takie zwierzęta jak: wielbłądy, zające, świnie. Wyliczone zostały też małe zwierzęta, które „biegają po ziemi”, a są nieczyste: krety, myszy, łasice, żółwie czy jaszczurki (Kpł. 11,29-31). Nieczyste dla Izraela były także czworonogi (np. koty, psy, zwierzęta, lwy, tygrysy itd. – ucg.org). Bóg  powiedział też, że ryby słono- i słodkowodne z płetwami i łuskami mogą być jedzone, ale te stworzenia, które nie mają tych cech (np. sumy, homary, kraby, krewetki, omułki, małże, ostrygi, kałamarnice, ośmiornice itd. – ucg.org) nie powinny być spożywane. Wymienione zostały także ptaki i inne latające stworzenia nieczyste (Kpł. 11,13-19). Ptaki żywiące się padliną i drapieżne, a także nietoperze. Na liście nieczystych nie ma ptaków takich jak kurczaki, indyki czy bażanty. Wynika z tego, że Bóg przyzwolił na ich jedzenie. Owady za wyjątkiem szarańczy i koników polnych, są nieczyste. To tak w ramach ciekawostki….W końcu nie darmo mawia się: jesteś tym, czym jesz. 

Wychodzi więc na to, że krowy – jako chrześcijanin z krwi i kości – mogę jeść z czystym sumieniem, bez żadnego skrępowania, z przyjemnością. A zatem skąd to dziwne uczucie? Choć jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe i bezzasadne, to wydaje mi się, że więcej na krowę się nie skuszę. Spróbowałam nowości i proszę, co mi z tego przyszło?. Krowi kac!. Jestem totalnym abstynentem (mam na myśli alkohol). Jednak dzięki krowie w jakimś sensie rozumiem już, co znaczy określenie „mieć kaca”. Jedzenie powinno zaspokajać głód, sprawiać przyjemność – nie wywoływać wyrzuty sumienia i przyprawiać mnie o ból głowy. Od krów – Świętych czy też nie – od dzisiaj trzymam się z daleka (…) Na wiedzy, że w smaku dobre są – poprzestanę. Jestem bogatsza o nowe doświadczenie kulinarne. Mało przyjemne, ale cóż poradzę, że taki ze mnie wrażliwiec i miłośnik zwierząt.  Rzecz zaskakująca: Codziennie je pałaszujemy (no, może prawie codziennie), a mnie dopiero ta krowa ruszyć musiała. Żal mi zwierząt, naprawdę. Ale albo one, albo my!. Coś przecież jeść musimy! Na razie jednak muszę się otrząsnąć z doznanego za sprawą „świętej” krowy wstrząsu. Do tego czasu – przerzucam się na wegetarianizm….

 

 

 

 

Non omnis moriar…

Tegoroczne Wszystkich Świętych przejdą do historii całej mojej rodziny za sprawą mojej babci. Jakiś czas temu wspomniałam na blogu o jej poważnych zdrowotnych problemach. Można powiedzieć, że od kilku lat lawirowała pomiędzy światem żywych i umarłych, skutecznie wymykając się z objęć śmierci. Dwa tygodnie temu zasłabła. Miała zapaść sercowo – oddechową. Lekarze nie dawali dobrych rokowań. Większość czasu nieprzytomna, bardzo słaba, ledwo rozumiejąca co się właściwie stało i gdzie jest. Po kilku dniach – wielka poprawa. Powróciły siły, oddychała samodzielnie, pomału stawała na nogi. Przenieśliśmy ją do Ośrodka, pięknego miejsca, gdzie miała zapewnioną całodobową opiekę na wysokim poziomie. Była zachwycona. Piękne okolice, panie miłe, jedzenie dobre. Rodzinie spadł kamień z serca. Zagrożenie minęło (….).

Zaczęły się zatem przygotowania, by po upływie miesiąca rehabilitacji w ośrodku – mogła wrócić do siebie. Przedtem jednak trzeba było zadbać o parę rzeczy. Chociażby dobrze zagospodarować jej pokój, wyrzucić rzeczy zbędne, wstawić rehabilitacyjne łóżko itd. Nie minęły trzy dni i dzwonią do nas z informacją, że stan zdrowia babci bardzo się pogorszył. Musieli ją przewieźć z ośrodka do szpitala. Z godziny na godzinę było coraz gorzej. I w pewnej chwili do mamy zadzwonił telefon. Poczułam wtedy niepokój w sercu. Czułam, że to koniec. Moje przeczucie niestety okazało się prawdziwe. Tym razem to Pani Śmierć była górą. Zabrała babcię ze sobą w dniu Wszystkich Świętych. Przypadek? Nie sądzę. Lepszego dnia na wędrówkę do domu Ojca nie mogła sobie wybrać. Formalności załatwiono w ekspresowym tempie. W piątek był pogrzeb. Obiecałam sobie: zero łez. Ona by tego nie chciała. To raczej my, którzy pielgrzymujemy jeszcze, powinniśmy nad sobą zapłakać. Czuwanie przy zmarłej, wspólny różaniec, msza święta i przemarsz na cmentarz. W drodze – modlitwa przebłagalna (…).

Nie umiem tego wyrazić, mogę jedynie powiedzieć, że jeszcze na takim pogrzebie nie byłam. Klepsydry pojawiły się na mieście dopiero w przeddzień pogrzebu, zatem zakładaliśmy, że niewiele ludzi się pojawi . W końcu było to w piątek, zwykły roboczy dzień. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy o godzinie 11.00 ujrzałam pełen kościół. Zatkało mnie. Co chwile ktoś podchodził, składał wieńce, kwiaty, wyrazy współczucia. Wielu ludzi nie znałam. Ale oni znali babcię i przyszli się z nią pożegnać. Zobaczyłam jak wiele tych kwiatów i pomyślałam sobie: a cóż ty się dziwisz? przecież to taka dobra kobieta była. Nie dało się jej nie kochać. (…) Kiedy spuszczano już trumnę, trębacz zaczął grać BARKĘ. Po jej odegraniu i złożeniu trumny, zza ciemnych chmur z których obficie lał deszcz, zaczęło przebijać się słońce!  Zupełnie, jakby babcia uśmiechała się do nas wszystkich.

Non omnis moriar znaczy: ”nie wszystek umrę”. Dla mnie Babcia nie umarła. Mózg przestał pracować, serce bić, ciało reagować na bodźce . Ale przecież żyje ludzka dusza.  Babcia wciąż żyje, zmieniła jedynie swój adres zamieszkania. Zawsze będzie żywa , dzięki swojej miłości i dobroci. Moja pamięć o niej nigdy nie przeminie. O takich rzeczach zwyczajnie się nie zapomina. Pociesza mnie także sposób w jaki odeszła. Śmierć zastała ją pełną radości, spokojną, gotową do drogi. Nie będę płakać, czy rozpaczać. Przeciwnie: będę się radować z tego, że mam w Niebie orędownika. Bo nie mam najmniejszej wątpliwości, że właśnie tam jest. (…). Będzie mi tęskno, to na pewno. Ale kiedyś przecież znowu się spotkamy. Cóż to wtedy będzie za radość!

I na koniec: moje przesłanie do nas wszystkich: piosenka doskonale wpisująca się w klimat ostatnich dni i moich osobistych przeżyć.