Zazdrość. Czy może być twórcza?

766

 

Tą właśnie myślą chciałabym zacząć, a zarazem zakończyć ten post. Do poruszenia tego tematu – zainspirowało mnie samo życie. Przedwczoraj spotkałam się bowiem z serdeczną koleżanką – wspaniałą żoną oraz matką 6-letniego Patryka. Sporo rozmawiałyśmy. W pewnym momencie D. zaskoczyła mnie ogromnie informacją, że pewna osoba którą dobrze znam, jest o mnie zazdrosna…..Na chwilę odjęło mi mowę. Zazwyczaj to ja zazdrościłam czegoś innym, a teraz sytuacja jest zupełnie odwrotna. Czego tamta kobieta może mi zazdrościć? Zdrowiem nie grzeszę, na dolarach nie śpię, faceta/męża nie mam, praca owszem jest, ale mało dochodowa (choć zadowolona jestem, że ją mam w ogóle). A więc?

Zazdrość od zawsze kojarzyła mi się pejoratywnie. Jej korzeniem jest przede wszystkim poczucie bycia gorszym od reszty. Niestety, wielu z nas bardzo często porównuje się z innymi (wygląd, praca, stan cywilny, status społeczny etc). Po dogłębnej analizie najczęściej wypadamy blado. Postawa zazdrości „oznacza smutek doznawany z powodu dobra drugiego człowieka i nadmierne pragnienie przywłaszczenia go sobie” (KKK, 2539). Powody naszej zazdrości mogą być różne. Najczęstszym motywem ludzkiej zazdrości są dobra materialne. Ktoś ma lepszy samochód, bardziej dochodową pracę, co roku spędza urlop za granicą, podczas gdy my ledwo wiążemy koniec z końcem. Większość wojen ma podłoże walki o dobra materialne. Innym powodem czyjejś zazdrości może być czyjaś atrakcyjność (uroda, powodzenie u płci przeciwnej), młodość, zdrowie, zdolności. Pomijam tutaj aspekt zazdrości w związku, jako że chodzi tu o relację kobieta kontra kobieta. Zazdrość wyniszcza nas od środka, Sprawia, że widzimy to, co chcemy widzieć, wyzwala w nas najgorsze instynkty. Kto ulega zazdrości, ten jest w stanie dopuścić się największego nawet zła. Z zazdrości Kain zabija Abla (por. Rdz 4, 2-8), a bracia Józefa gotowi są go zabić i sprzedają go do niewoli (por. Rdz 37, 11). To zazdrość zaślepia Saula, który zaczyna nienawidzić Dawida (por. 1 Sm 18, 9).

Szczególną skłonność do zazdrości mają ci ludzie, którzy nie wierzą w siebie, nie cieszą się własnym życiem i są egoistami skupionymi na własnych potrzebach i przeżyciach. Zazdrość to paskudne uczucie, które zawsze skrywamy głęboko w sobie. Jednak odpowiednio ukierunkowana zazdrość –  może być twórcza i przyczynić się do naszego rozwoju i wzrostu poczucia naszej wartości. Sposób jest naprawdę prosty: zamiast ciągle patrzeć na innych – skupmy swoją uwagę na sobie !. Każdy z nas jest wyjątkowy, piękny, niepowtarzalny. Wszyscy bez wyjątku mamy w sobie ogromny potencjał do wykorzystania : zdolności, wiedzę, talenty, predyspozycje, zainteresowania. To, że mniej zarabiamy niż sąsiad mieszkający naprzeciwko – nie czyni nas wcale od niego gorszym. Wszystko to siedzi w naszej głowie. Wystarczy otworzyć oczy, dostrzec w sobie to bogactwo i uwierzyć w siebie. Nie marnuj się przez zazdrość, człowieku, bo jedynym twoim Konkurentem – jesteś Ty sam.

PS. PÓKI CO BĘDĘ WRZUCAĆ NOTKI TUTAJ, BO JESZCZE NIE OPANOWAŁAM DO KOŃCA USTAWIEŃ NA BLOX. (ZWŁASZCZA, GDY IDZIE O MOŻLIWOŚĆ KOMENTOWANIA.  Na blox też ten post już wrzucony.

Efekt Wertera, czyli kilka myśli o samobójstwie

samobojstwo

 

Co jakiś czas można w mediach usłyszeć, że ktoś targnął się na swoje życie. Samobójstwo – bo o tym będzie mowa – jest ogromną tragedią człowieka. Na dźwięk słowa „samobójstwo” zawsze zadaje sobie w duchu retoryczne pytanie: cóż takiego musiało się stać, że ktoś postanawia zadać gwałt swojemu życiu?  To trudne pytanie prawie zawsze pozostaje bez odpowiedzi. Jest to zjawisko wstrząsające i niestety częste. To nieraz podwójny dramat : tego, który odszedł, oraz tych, których pozostawił. Pewnie powiecie: a co tu roztrząsać , pytać dlaczego? Po prostu człowiek był słaby, nie potrafił sprostać problemom, jakie nieraz stawia przed nami życie. Łatwiej było się powiesić, niż wziąć odpowiedzialność za siebie i własne życie. Ma to, na co sam zapracował. Ot co!… Wydaje mi się, że jesteśmy w błędzie. Bardzo często mamy mylne wyobrażenie odnośnie samobójstwa. Zatrzymujemy się na powierzchni, nie wnikając w głąb. Widzimy człowieka, który wybrał śmierć, ale nie znamy jego historii. Nie wiemy jaki dramat przeżywał, jaką walkę toczył w samotności i ukryciu. Nie przyznam się przecież do tego, że cierpię na depresję, od wielu miesięcy robiąc przed światem dobrą minę do złej gry.Muszę uporać się z tym sam/a.(….).

Możemy mówić i myśleć co chcemy, ale ludzie mający  różnego rodzaju zaburzenia psychiczne, są często stygmatyzowani w społeczeństwie. Nawet, jeśli cierpiąca osoba zwróci się po pomoc do terapeuty, nic to nie zmieni. Co bowiem wniesie pseudonaukowy banał pt. „jutro też jest dzień, wszystko będzie dobrze” w życie człowieka który stracił pracę oraz żonę i dzieci w wypadku samochodowym?. (…) Bardzo często jesteśmy zaszokowani tym, że pan Iksiński -powszechnie lubiany, mający dobrą pracę – popełnił samobójstwo. Tymczasem bardzo często osoba cierpiąca na depresję – mniej lub bardziej dyskretnie przesyła otoczeniu znaki, będące cichą prośbą: „nie daję już rady, pomóż mi”. Powinno nas na przykład zaciekawić, dlaczego zawsze towarzyska, otwarta na innych osoba – staje się nagle wycofana: ogranicza relacje z innymi, a nawet całkowicie z tych relacji rezygnuje, izoluje się. Wpada w huśtawkę zmiennych nastrojów czy niekontrolowany gniew. Postępuje lekkomyślnie, pakuje się w ryzykowne sytuacje. Zaczyna sięgać po używki lub ich nadużywać. Myśli o sobie negatywnie, nie dostrzegając swoich osiągnięć. Często prowadzi „filozoficzne” rozważania na temat śmierci. Słucha „mrocznej” muzyki… To tylko kilka sygnałów wysyłanych przez osoby cierpiące na poważną depresję. Samobójstwo to już efekt końcowy cierpień człowieka, który uznał, że jedynie śmierć może te cierpienia ukrócić.  Jeśli samobójstwo cechuje ludzi tchórzliwych, słabych i egoistycznych, to żeby je popełnić trzeba być cholernie odważnym tchórzem.

 

samobjstwo-7-638

Powodów, dla których ludzie targają się na swoje życie jest naprawdę wiele. W obliczu skali tego zjawiska, alarmujących statystyk, narzuca się pytanie: czy można coś zrobić? Myślę, że tak. Być może często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale bardzo wiele może zdziałać zwyczajna ludzka empatia: wysłuchanie drugiego człowieka , wejście w jego sytuację. Bez pouczania, prawienia kazań czy krytyki, która jeszcze bardziej cierpiącego człowieka zamyka w swoim cierpieniu i izoluje od świata zewnętrznego. Depresja to choroba duszy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że obecność drugiego człowieka w sytuacji kryzysu (nawet, jeśli ta druga osoba nie potrafi mnie do końca zrozumieć) daje naprawdę wiele. W głowie potencjalnego samobójcy toczy się bowiem potężna walka: z jednej strony – człowiek chce popełnić samobójstwo,  z drugiej – ma ogromną wolę życia. Paradoksalnie popełnić samobójstwo jest więc naprawdę trudno. Wsparcie otoczenia, dostrzeżenie problemu – może pomóc zdesperowanemu człowiekowi rozważającemu samobójstwo wybrać życie. Bardzo dobrym rozwiązaniem była by wielka akcja edukacyjna w szkołach (także dla nauczycieli, pedagogów, rodziców), częste  kampanie społeczne poruszające ten problem, panele dyskusyjne itp., bowiem samobójstwa często popełnia także młodzież i dzieci. Potrzeba nam odczarować ten temat, wokół którego wyrosło wiele mitów i błędnych przekonań. Samobójstwo to nie problem jednostki będącej najsłabszym ogniwem. To problem społeczny , cywilizacyjny. Nie dotyczy tylko ludzi biednych, mało wykształconych, czy nieporadnych życiowo. Samobójstwa popełniają także ludzie sukcesu: medialni, sławni i bogaci, którym – wydawać by się mogło – niczego do szczęścia nie brakowało. I wreszcie po trzecie: kwestia psychoterapii, która wciąż dla wielu ludzi jest tematem wstydliwym. W tym temacie swoją inicjatywę i ogromne zaangażowanie powinien wykazać także rząd, ale na to raczej nie ma co liczyć. W końcu najważniejsze dla naszego rządu jest postawienie kolejnych pomników, zmiana nazw ulic, wręczenie kolejnych orderów, czy świętowanie kolejnych smoleńskich miesięcznic. Tragedie zwykłych ludzi nie mają większego znaczenia… Przykre(…).

 

 

 

 

 

Z Monaru do Iron Man-a, czyli krótka recenzja filmu „Najlepszy”

7802674.3

 

Dziś w ramach postu pragnę podzielić się z Wami moją opinią odnośnie filmu pt. „Najlepszy”, który aktualnie leci w  kinach. Jest to oparta na faktach (*1)  historia młodego człowieka, Jerzego , który z narkomana i złodzieja staje się człowiekiem sukcesu - mistrzem świata w podwójnym Ironmanie. (*2 ).  Dodam jedynie, że za sportem jako takim nie przepadam, a jednak film zrobił na mnie naprawdę mocne wrażenie. Już sam początek wbija w fotel, wprowadzając nas w brutalną rzeczywistość człowieka, którego światem są: narkotyki, przemoc fizyczna i psychiczna, agresja, chore relacje międzyludzkie, strach, poniżenie, pragnienie miłości, akceptacji, szacunku. Widzimy wraka człowieka, chodzącego trupa, będącego w nieustannym transie, dającego sobie w żyłę, który szczęśliwie wymyka się śmierci. Co jakiś czas trafia do szpitala lub na komisariat. W mojej głowie rodzi się współczucie oraz pytanie: dlaczego? coś ty zrobił ze swoim życiem człowieku? Klatka po klatce znajduję odpowiedzi na te pytania i jestem do głębi poruszona. W pewnym momencie całej tej historii Jerzy przeżywa ogromny wstrząs. Wskutek przedawkowania umiera jego dobry kumpel. Dziewczyna z którą chodził , zachodzi z nim w ciążę. To – jak mi się wydaje – okazuje się być przełomowym wydarzeniem, które nada sens jego życiu. Jerzy w końcu idzie na detoks. Chce być czysty. Pragnie być godnym i dobrym ojcem dla swojego dziecka. Z jednego więzienia jakim są narkotyki, trafia do miejsca o wiele gorszego, jakim jest MONAR. Tam chłopak przekonuje się na własnej skórze o brutalnych i rewolucyjnych, jak na tamte czasy, metodach leczenia narkomanów. Odbiera prawdziwą lekcję pokory, poznaje siebie, zaczyna naprawdę rozumieć, czym jest narkomania i jak trudno z niej wyjść. I to właśnie w Monarze zaczyna się jego wielka droga do prawdziwego sukcesu. A to wszystko za sprawą biegania. To właśnie ono dało mu siłę by zawalczyć o siebie, by się nie ugiąć, nie rezygnować. Podnieść  z tego całego bagna, w jakim dotąd żył. Z czasem do biegania dochodzą pływanie oraz kolarstwo. Z biegacza Jerzy przeobraża się więc w thriatlonistę. Film pięknie oddaje słowa:  słabość może stać się naszą siłą. Tak było w  przypadku naszego bohatera. Sport nadał sens jego życiu:  pomógł mu pokonać swoje uzależnienie,  wygrać życie. Krótko mówiąc: GORĄCO POLECAM! :)

 

*1),
http://www.przegladsportowy.pl/magazyn-przegladu-sportowego,jerzy-gorski-cale-zycie-w-transie-triathlon-stal-sie-narkotykiem-reportaz-,artykul,826031,1,13283.html

http://www.polskatimes.pl/artykul/51262,jerzy-gorski-jest-najlepszy-z-piekla-na-sam-szczyt,id,t.html
*2 ) Double Ironman to 7,6 km pływania, 360 km roweru i 84,4 km biegu!

Małżeństwo Spółka z o.o.

wedding-322034_960_720

 

„Niedojrzała miłość mówi: ‚Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję”
Dojrzała miłość mówi: ‚Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham.” (E. Fromm)

 

Tak, dziś postanowiłam zostawić Wam u siebie post specjalny, wyjątkowy, piękny i niezwykle trudny do wyrażenia. Będzie co nieco o miłości. Jej blaskach i cieniach. Jej wyjątkowości.

 

Miłość jest jak powietrze, bez którego nie możemy oddychać. 

Miłość jest jak piękny motyl, którego próbujemy złapać.

Miłość jest jak glina w ręku garncarza: wymaga nieustannego formowania, pracy, czasu ,wysiłku, kreatywności. 

Miłość jest niczym kwiat – nie podlewany, prędko usycha, więdnie.

Miłość uskrzydla, unosi nas wysoko, daje nam radość, siłę, poczucie sensu i spełnienia.(…)

Miłość to wierność wyborowi, to chęć dawania siebie tej drugiej osobie. Bezinteresownie. 

 

I można by tak naprawdę długo  miłością się zachwycać, mówić o niej. Lecz niestety, choć miłość jest dla wielu źródłem inspiracji (choćby w utworach muzycznych czy programach telewizyjnych różnego rodzaju) – miłość jest przez człowieka często nierozumiana i niechciana. Jak sugeruje sam tytuł posta – będzie o małżeństwie. Zawsze marzyłam o tym jedynym, księciu na białym koniu, białej sukni z welonem i wspólnym życiu na dobre i na złe. Podczas gdy ludzie wokół mnie dobierali się w pary i zawierali związek małżeński, ja nadal byłam sama. Księcia nie było. Jednak dzisiaj, po wielu latach , patrzę na ślub w zupełnie inny sposób. Czym więc dla mnie jest małżeństwo? Jest niezwykłą, intensywną, trwałą relacją dwojga dojrzałych emocjonalnie, świadomych ludzi, którzy decydują się żyć razem do końca życia. Ślub cywilny, jak i kościelny, jest dla nich wydarzeniem, które tę ich miłość przypieczętowuje, dodaje powagi. To także okazja, by podzielić się z innymi swoim szczęściem. Ale związek małżeński to coś o wiele głębszego, niż tylko złożenie podpisu w USC, zawarcie umowy z przyszłą żoną/ przyszłym mężem. To coś więcej niż spółka partnerska. To przede wszystkim Sakrament, przymierze między ochrzczonymi, mężczyzną i kobietą, którzy tworzą ze sobą wspólnotę życia i miłości, skierowaną na dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa (KPK, kan. 1055). W biblii można znaleźć wiele ważnych i pięknych słów, które odnoszą się do tematu małżeństwa, jego istoty i głębi. Ale nie będę ich póki co przytaczać  :)

Zawsze jestem głęboko poruszona, gdy wracam do słów PŚ traktujących o małżeństwie. Jednak dzisiaj z przykrością muszę stwierdzić, że małżeństwo przechodzi bardzo poważny kryzys. Także w Polsce. Widzę ten kryzys coraz częściej wokół siebie. Liczba zawieranych związków małżeńskich spada, wzrasta natomiast liczba rozwodów oraz spraw o unieważnienie małżeństwa. Odkąd papież Franciszek uprościł procedury związane ze stwierdzeniem nieważności małżeństwa, coraz więcej Polaków-katolików interesuje się możliwością uzyskania „rozwodu kościelnego”. Mam nawet dwoje przyjaciół , których małżeństwo zostało niedawno unieważnione. Ale czy tak naprawdę wiemy, jak rozumieć owo unieważnienie małżeństwa? Trzeba powiedzieć sobie jasno:  w Kościele katolickim nie funkcjonuje tego rodzaju rzeczywistość, jak unieważnienie ważnie zawartego związku małżeńskiego. Istnieje natomiast coś innego: ustalenie i stwierdzenie, że dane małżeństwo było zawarte nieważnie i dlatego zachodzi okoliczność orzeczenia, że jest ono nieważne od samego początku swojego istnienia. A to już różnica.  Małżeństwo jest święte i w oczach Boga – nierozerwalne. Nie będę Was zasypywać prawem kanonicznym, które określa, jakie muszą zajść przesłanki i okoliczności, by zawarte małżeństwo unieważnić. Mogę natomiast podać źródło (dla ciekawych):

http://www.kosciol.pl/article.php?story=20040505202622667

Pomijając kwestie prawa kanonicznego : czasem zwyczajnie zastanawiam się, dlaczego coraz więcej ludzi rozwodzi się czy składa wnioski o unieważnienie małżeństwa. Czy byli nieodpowiednio przygotowani do niego, mieli o nim wyidealizowany obraz? A może niedostatecznie się poznali? Zaślepieni gorącym uczuciem, które wybuchło w ich sercach jak gejzer – przejrzeli dopiero po jego szybkim zawarciu? Wątpię bowiem w to, by ktoś przykładał człowiekowi lufę do głowy i mówił : „jak jej nie poślubisz to…”. Nie wiem…być może się mylę…jednak wydaje mi się, że wiele ludzi po prostu nie dorosło do małżeństwa. Źle rozeznało swoją życiową drogę. Bardzo często ludzie oddalają się od siebie, bo pośród codziennej krzątaniny zapominają o drobiazgach. Okazywaniu sobie czułości. Przestają o siebie dbać, okazywać sobie uczucia. Traktują siebie jak swoją własność . Tymczasem o to, by było nam dobrze w relacjach z innymi , po prostu trzeba się starać. A to już wymaga zaangażowania i wysiłku z naszej strony. Tymczasem człowiekowi się zwyczajnie nie chce więc idzie po najmniejszej linii oporu. I tym sposobem małżeństwo będące w swej istocie świętym Sakramentem, coraz częściej degraduje się do Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – umowy dwojga ludzi, od której w każdej chwili można odstąpić.(…).

 

 

 

 

 

Tajlandia, czyli jak mężczyzna staje się kobietą. Raj dla transpłciowych.

8457806762_14ac597201_btaj

Świat nigdy nie przestaje mnie zadziwiać, a wzrok zawodzić. W niedzielę odbył się kolejny finał Konkursu Piękności Miss Polonia 2017. Wygrała 27-letnia Agata Biernat ze Zduńskiej Woli. Moje serdeczne gratulacje. Jeśli chodzi o mnie – nie oglądam tego typu show, ani nie biorę w nich udziału. Po pierwsze – nie zrobię raczej kariery w modelingu. Brak odpowiedniej figury i aspiracji. Po drugie – nie należę do próżnych kobiet, których życie skupia się i kręci wokół własnego wyglądu. To nie mój świat, nie moja broszka. Kobieta ze zdjęcia, tajka – także jest piękna. Przynajmniej w mojej ocenie. Jednak po przeczytaniu pewnego artykułu odnośnie Tajlandii jakiś czas temu – coraz bardziej doceniam fakt, że jestem Polką i stu procentową kobietą. Dlaczego tak mówię? Ponieważ uśmiechająca się do mnie ze zdjęcia kobieta, o której mowa w przeczytanym przeze mnie artykule –  okazała się być mężczyzną.!

Okazuje się, że w Tajlandii nigdy nie można mieć pewności, kogo spotyka się na ulicy. Pewność zyskasz zaglądając dopiero w dowód osobisty danej osoby. Kathoey - czyli trzecia płeć - staje się (jeśli już się nie stała) turystyczną wizytówką Tajlandii. Ubrani w kolorowe damskie stroje, przyozdobione błyszczącymi cekinami oraz piórami, w ostrym makijażu mężczyźni, wyglądają dokładnie jak kobiety. W Tajlandii na masową skalę przeprowadza się operacje zmieniające mężczyzn w kobiety. Nie ma chyba nikogo, kto wyjechałby z tego kraju nie spotykając na swojej drodze przynajmniej jednej takiej osoby. Co więcej, niejednokrotnie turyści nie zdają sobie sprawy z faktu, że w restauracji, w hotelu, w sklepie, właśnie obsłużył ich mężczyzna w damskiej skórze. Zjawisko trzeciej płci znane jest nie tyko w Tajlandii, ale w całej Azji – Wietnamie, Kambodży, Japonii, a nawet na chrześcijańskich Filipinach. Jednak właśnie w Tajlandii osoby trzeciej płci mają najbardziej komfortowe warunki do życia, co sprawia, że kraj ten nazywa się „rajem osób transpłciowych”. Kurczę…  Zawsze byłam przekonana, że operacje plastyczne to jednak domena kobiet, a tu proszę! :D

Czytam więc dalej, nieźle zakręcona: Historycznie Tajowie rozróżniali trzy rodzaje gramatyczne płci: męski (poo chai), żeński (poo y-ng) i kategorię pośrednią zwaną kathoey, czyli trzecia płeć. W ostatnim przypadku, zgodnie z definicją, to osoba, która posiadając konkretną płeć, przyswaja sobie cechy płci odmiennej.Czasem zastanawiam się, jak to właściwie jest z tą naszą tożsamością płci. Dlaczego tak trudno jest niektórym ludziom zaakceptować swoją płeć? Dlaczego decydują się ją zmienić? Ok, nie raz dopadał mnie jakiś kompleks. Patrzyłam w lustro i myślałam: zero biustu, piegi, słodka buzia. Pewnie dlatego mężczyźni mieli mnie za głupiutką, choć uroczą gąskę bez charakteru.. . Ale żeby zmiana płci?!. Ludzie, trzymajcie mnie :D.

Gdyby przestudiować historie wszystkich kathoey, większość chłopców odkrywa swoją trzecią płeć w wieku około 7 lat. Według religii buddyjskiej, która w ponad 95% wyznawana jest w Tajlandii, każdy człowiek przynajmniej raz w jednym ze swoich wielu wcieleń był, jest lub będzie kathoey. Osoba o podwójnym duchu, jak czasem nazywane są kathoey, nie mają jakiegokolwiek wpływu na swoją seksualność w życiu doczesnym. Nikt nie wybiera sobie preferencji seksualnych, a jedynie rodzi się z nimi na podstawie własnej karmy. Co warte odnotowania, większość z nich to osoby niezwykle religijne. Bez względu na to, jaka jest ich profesja – a tajemnicą nie jest, że prawie 100 % z nich w pewnym momencie życia para się prostytucją – chętnie i gorliwie odwiedzają świątynie oddając cześć Buddzie, swojemu Bogu, pracując na lepszą karmę.

Kobiece kathoey proces zmiany płci zaczynają w bardzo młodym wieku. Szczegółów tego procesu transformacji mężczyzny wam oszczędzę. Wierzcie mi, czasami lepiej wiedzieć mniej. Napiszę jedynie, że kathoey już jako kilkuletnie dzieci zaczynają brać leki hormonalne hamujące przyrost mięśni i powodujące powolną budowę piersi. Każda apteka w Tajlandii ma w swym obiegu specjalne tabletki sprzedawane bez recepty i bez ograniczeń. Do terapii hormonalnej dochodzą  też długie lata specjalnej diety , zestawy ćwiczeń fizycznych, szkoła umiejętnego makijażu i doboru ubrań. Również dzięki zabiegom chirurgii  plastycznej, która potrafi zdziałać cuda, wielu ladyboyów naprawdę trudno odróżnić od kobiet.. Implanty piersi są na porządku dziennym, do tego długie nogi, doskonała figura, delikatne rysy twarzy, zalotne spojrzenie. I można radośnie za Edytą Górniak zaśpiewać: „Jestem kobietą!”.  :D Puentę moich powyższych wypocin- niechaj zastąpi dobra rada: Jeśli będąc w Tajlandii spotkasz atrakcyjną kobietę z zalotnym spojrzeniem – nie bądź głąb i nie daj się zwieść: to na pewno mężczyzna. :D .

 

 

Be happy, czyli krótko o radości życia

 

smilies-1731863_960_720

Dziś od samego rana nie czuję się najlepiej. Niestety, bardzo źle znoszę upały (chociaż lato uwielbiam). Okoliczności zmusiły mnie zatem do pozostania w domu, co nie znaczy wcale, że zamierzam się uskarżać i biadolić, jakiego to ja mam pecha. Przeciwnie; te drobne przeciwności (i odrobina wolnego czasu) skłoniły mnie do tej notki, bardzo spontanicznej, w której postaram się pochylić nieco nad ludzką RADOŚCIĄ, której jest  coraz mniej na świecie. Muszę z przykrością stwierdzić, że coraz mniej ludzi potrafi się cieszyć. Myślę, że w jakiejś mierze  powodem takiego stanu rzeczy jest niezwykłe tempo życia. Żyjemy ciągle w biegu, ciągle jesteśmy czymś zajęci, zestresowani. Ciężko pracujemy, kosztem naszych relacji z bliskimi. Żyjemy w kulturze instant, czyli mówiąc prościej – TU I TERAZ. Oczekujemy, że wszystko musi być atrakcyjne i natychmiastowe – żądamy tego od tabletek przeciwbólowych i wycieczek last minute. Wszystko, co pozwala oszczędzić czas, jest pożądane. Chcemy natychmiast  zaspokoić nasze potrzeby. Pędzimy do pracy i często nie mamy czasu przygotować  sobie śniadania . Na ratunek śpieszą nam restauracje typu fast food –  z prędkością światła podany hamburger, którego można zamówić na wynos i zjeść gdzieś na przejściu dla pieszych, pomiędzy światłem czerwonym a zielonym. – załatwia sprawę. Kawę kupujemy w automacie lub stacji Bp.(na śniadanie akurat zawsze znajduję czas). Naszą codzienność można porównać do niekończącego się maratonu: miotamy się między domem, a pracą, zawsze mamy mnóstwo spraw do załatwienia. Nigdy za to nie mamy czasu: DLA DZIECI, by przyrządzić im śniadanie, dopilnować by odrobiły lekcje, porozmawiać o tym jak minął dzień. Nie mamy czasu dla męża, by przykładowo pójść razem na spacer, czy na romantyczną kolację przy świecach (od czasu do czasu). Nie mamy też czasu dla naszych przyjaciół, znajomych. Kontakt face to face (dla mnie bezcenny) – coraz częściej zastępujemy przez narzędzia komunikacji typu messenger….Może u was wygląda to nieco inaczej, jednak ja z wieloma znajomymi próbuję się już umówić na spotkanie przy kawie miesiącami i nadal nic z tego nie wynika. Niezmiennie słyszę : „bardzo chętnie, zdzwonimy się jakoś”. Nasze wzajemne relacje są coraz bardziej powierzchowne, płytkie. Coraz mniej się rozumiemy, coraz rzadziej dogadujemy, coraz mniej kochamy. Żyjemy niby razem, ale każde w swoim własnym świecie. Znacie to? Ja tak. Powodów do narzekań i krytyki zawsze mamy wiele. Ale do radości? A z czego tu się cieszyć?! Z pracy za minimalną stawkę? z żony która wiecznie gdera, dzieci które wiecznie psocą, forda, którego znowu trzeba odstawić do warsztatu? Kredytu, który trzeba spłacić? zdrowia, które pozostawia wiele do życzenia?. Zachęcam was do tego, aby samemu sobie (niekoniecznie w komentarzu, chyba że ktoś chce) odpowiedzieć na jedno pytanie: kiedy ostatnio byłem naprawdę radosny, szczęśliwy, zadowolony, wdzięczny za wszystko co mam?.. Tempo, jakie narzuca nam życie, jest naszym zabójcą (i to dosłownie). Ten owczy pęd zabija w nas miłość, radość, szczęście, relacje, poczucie samorealizacji, zdrowie. Coraz bardziej zwiększa się nasza zachorowalność na zaburzenia psychiczne, takie jak: depresja, napady lęku, bezsenność i uzależnienie od alkoholu, a także chorób neurologicznych, głównie demencji. Potrzebujemy radości. Trzeba nam odkryć na nowo radość w swoim życiu. Jak to zrobić? Nie bój się być jak dziecko! (tak, pisze do osoba dorosła , która „pielęgnuje w sobie dziecko”). Jeśli masz dzieci, wiesz o czym mówię. Jeśli nie – spójrz na jakieś. Jak się bawi, jak zachowuje, jak patrzy na wszystko wokół z ZACHWYTEM! Dla niego wszystko jest cudowne i niezwykłe,  takie nowe. Ty też spróbuj spojrzeć na siebie w NOWY SPOSÓB! Dziecko jest autentyczne w swojej postawie, niczego nie udaje. Spontanicznie wyraża siebie , niejednokrotnie zadziwiając swoją reakcją dorosłych.Wcale nie przejmuje się tym, co dorośli o nim myślą, jak go widzą. My za to – bardzo wiele myślimy o sobie. By wypaść w oczach innych jak najlepiej. By zarabiać jak najlepiej. Wyglądać jak najatrakcyjniej. Mieć mnóstwo znajomych wokół siebie.. Ile masek w ciągu swojego dotychczasowego życia założyłeś/ założyłaś dotąd, by ten cel osiągnąć? Ile razy zawiodłaś/ zawiodłeś się na ludziach tylko dlatego, że ZABRAKŁO CI ODWAGI BYCIA SOBĄ? Czy było warto?. Dziecko jest uparte. Zanim nauczy się dobrze chodzić – wiele razy upadnie, ale nie da za wygraną. Będzie tak długo próbować, aż mu się uda! A my, dorośli? Ilu z nas jeszcze wierzy, że spełnią się jego marzenia? Ilu z nas idzie w życiu na łatwiznę, zamiast – pomimo trudu – starać się o taką pracę, o której marzy, która da mu poczucie spełnienia ?! Naprawdę wiele możemy nauczyć się od dzieci. :) . Ja przez bardzo wiele lat nie widziałam w swoim życiu najmniejszego powodu do radości. Zakrywał ją obłok samotności, choroby, cierpienia, krzywdy, różnego rodzaju zła dostrzegalnego przeze mnie  w świecie. Radość przyszła z czasem – dzięki konkretnym osobom, obecnym w moim życiu (większość tych osób to byli ludzie wierzący w Boga, co też jest warte zastanowienia.). Dziś raduje mnie wiele: to, że widzę piękno otaczającego mnie świata, słyszę śpiew ptaków (zwłaszcza rozczula mnie widok gruchających mi za oknem gołębi), Cieszę się, że żyję. Mogę pisać tego posta. Mam rodzinę. Wierzę. Cieszy mnie smak gorącej kawy o poranku i lekki powiew w upalny dzień. Chwyta mnie za serce moja Ruda Kocica, która czasem u mnie poleguje. Cieszę się z moich gaf, drobnych potknięć – śmieję się wtedy z tymi, którzy są ich świadkami. To ich totalnie rozwala. :) Błogosławieni, którzy umieją śmiać z samych siebie: nie przestaną nigdy się bawić.Radość , jak kiedyś usłyszałam –  ma trzy poziomy. Pierwszym jest to, co nazywamy przyjemnością. Przyjemność jest cielesna. Drugim jest szczęście. Szczęście jest umysłowe. Trzecim jest błogość. Błogość jest duchowa. Ale wszystkie należą do jednej rzeczywistości, a tą rzeczywistością jest radość. Radość zamieniona na język ciała staje się przyjemnością. Radość uzyskiwana poprzez cało staje się przyjemnością. Radość uzyskiwana poprzez umysł staje się szczęściem. Radość nie uzyskiwana ani poprzez ciało, ani poprzez umysł –  staje się błogością…A ty? na którym z poziomów radości się zatrzymałeś? :) I tak króciutko podsumowując ten temat rzeka…czym według mnie jest RADOŚĆ?  Jest potrzebą, siłą i wartością życia, jest źródłem zdrowia, przedłuża nasze życie. Radością zjednujemy sobie ludzi. Radością zdobywamy świat! Radość sprawia, że świat staje się lepszy, piękniejszy! Bądźmy więc radośni! Tego Wam i sobie życzę. :)

Ps. uznałam, że taka skrócona forma będzie najbardziej optymalna dla czytelnika :) Na Wasze przemyślenia nt. Radości – zostawiam miejsce w komentarzach :)