Małżeństwo Spółka z o.o.

wedding-322034_960_720

 

„Niedojrzała miłość mówi: ‚Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję”
Dojrzała miłość mówi: ‚Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham.” (E. Fromm)

 

Tak, dziś postanowiłam zostawić Wam u siebie post specjalny, wyjątkowy, piękny i niezwykle trudny do wyrażenia. Będzie co nieco o miłości. Jej blaskach i cieniach. Jej wyjątkowości.

 

Miłość jest jak powietrze, bez którego nie możemy oddychać. 

Miłość jest jak piękny motyl, którego próbujemy złapać.

Miłość jest jak glina w ręku garncarza: wymaga nieustannego formowania, pracy, czasu ,wysiłku, kreatywności. 

Miłość jest niczym kwiat – nie podlewany, prędko usycha, więdnie.

Miłość uskrzydla, unosi nas wysoko, daje nam radość, siłę, poczucie sensu i spełnienia.(…)

Miłość to wierność wyborowi, to chęć dawania siebie tej drugiej osobie. Bezinteresownie. 

 

I można by tak naprawdę długo  miłością się zachwycać, mówić o niej. Lecz niestety, choć miłość jest dla wielu źródłem inspiracji (choćby w utworach muzycznych czy programach telewizyjnych różnego rodzaju) – miłość jest przez człowieka często nierozumiana i niechciana. Jak sugeruje sam tytuł posta – będzie o małżeństwie. Zawsze marzyłam o tym jedynym, księciu na białym koniu, białej sukni z welonem i wspólnym życiu na dobre i na złe. Podczas gdy ludzie wokół mnie dobierali się w pary i zawierali związek małżeński, ja nadal byłam sama. Księcia nie było. Jednak dzisiaj, po wielu latach , patrzę na ślub w zupełnie inny sposób. Czym więc dla mnie jest małżeństwo? Jest niezwykłą, intensywną, trwałą relacją dwojga dojrzałych emocjonalnie, świadomych ludzi, którzy decydują się żyć razem do końca życia. Ślub cywilny, jak i kościelny, jest dla nich wydarzeniem, które tę ich miłość przypieczętowuje, dodaje powagi. To także okazja, by podzielić się z innymi swoim szczęściem. Ale związek małżeński to coś o wiele głębszego, niż tylko złożenie podpisu w USC, zawarcie umowy z przyszłą żoną/ przyszłym mężem. To coś więcej niż spółka partnerska. To przede wszystkim Sakrament, przymierze między ochrzczonymi, mężczyzną i kobietą, którzy tworzą ze sobą wspólnotę życia i miłości, skierowaną na dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa (KPK, kan. 1055). W biblii można znaleźć wiele ważnych i pięknych słów, które odnoszą się do tematu małżeństwa, jego istoty i głębi. Ale nie będę ich póki co przytaczać  :)

Zawsze jestem głęboko poruszona, gdy wracam do słów PŚ traktujących o małżeństwie. Jednak dzisiaj z przykrością muszę stwierdzić, że małżeństwo przechodzi bardzo poważny kryzys. Także w Polsce. Widzę ten kryzys coraz częściej wokół siebie. Liczba zawieranych związków małżeńskich spada, wzrasta natomiast liczba rozwodów oraz spraw o unieważnienie małżeństwa. Odkąd papież Franciszek uprościł procedury związane ze stwierdzeniem nieważności małżeństwa, coraz więcej Polaków-katolików interesuje się możliwością uzyskania „rozwodu kościelnego”. Mam nawet dwoje przyjaciół , których małżeństwo zostało niedawno unieważnione. Ale czy tak naprawdę wiemy, jak rozumieć owo unieważnienie małżeństwa? Trzeba powiedzieć sobie jasno:  w Kościele katolickim nie funkcjonuje tego rodzaju rzeczywistość, jak unieważnienie ważnie zawartego związku małżeńskiego. Istnieje natomiast coś innego: ustalenie i stwierdzenie, że dane małżeństwo było zawarte nieważnie i dlatego zachodzi okoliczność orzeczenia, że jest ono nieważne od samego początku swojego istnienia. A to już różnica.  Małżeństwo jest święte i w oczach Boga – nierozerwalne. Nie będę Was zasypywać prawem kanonicznym, które określa, jakie muszą zajść przesłanki i okoliczności, by zawarte małżeństwo unieważnić. Mogę natomiast podać źródło (dla ciekawych):

http://www.kosciol.pl/article.php?story=20040505202622667

Pomijając kwestie prawa kanonicznego : czasem zwyczajnie zastanawiam się, dlaczego coraz więcej ludzi rozwodzi się czy składa wnioski o unieważnienie małżeństwa. Czy byli nieodpowiednio przygotowani do niego, mieli o nim wyidealizowany obraz? A może niedostatecznie się poznali? Zaślepieni gorącym uczuciem, które wybuchło w ich sercach jak gejzer – przejrzeli dopiero po jego szybkim zawarciu? Wątpię bowiem w to, by ktoś przykładał człowiekowi lufę do głowy i mówił : „jak jej nie poślubisz to…”. Nie wiem…być może się mylę…jednak wydaje mi się, że wiele ludzi po prostu nie dorosło do małżeństwa. Źle rozeznało swoją życiową drogę. Bardzo często ludzie oddalają się od siebie, bo pośród codziennej krzątaniny zapominają o drobiazgach. Okazywaniu sobie czułości. Przestają o siebie dbać, okazywać sobie uczucia. Traktują siebie jak swoją własność . Tymczasem o to, by było nam dobrze w relacjach z innymi , po prostu trzeba się starać. A to już wymaga zaangażowania i wysiłku z naszej strony. Tymczasem człowiekowi się zwyczajnie nie chce więc idzie po najmniejszej linii oporu. I tym sposobem małżeństwo będące w swej istocie świętym Sakramentem, coraz częściej degraduje się do Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – umowy dwojga ludzi, od której w każdej chwili można odstąpić.(…).

 

 

 

 

 

Paradoksy ludzkiego życia

Człowiek to korona stworzenia. Istota rozumna, cielesno – duchowa, społeczna. Odmienna od pozostałych stworzeń. Od zwierząt różni się specyficzną budową ciała, oraz rozwiniętymi funkcjami mózgu, dzięki którym myśli, przeżywa, wyraża swoje uczucia. Różne czynniki wewnętrzne i zewnętrzne tworzą go, kształtują. Narodowość, kultura, wychowanie, rasa, religia, wykształcenie, umiejętności, światopogląd, temperament…. Cudowna jest ta różnorodność ludzka, indywidualność i piękno każdego z nas. Zostaliśmy wywyższeni , postawieni ponad wszelkie inne istoty żyjące, a więc obdarzeni błogosławieństwem, uprzywilejowani. Jesteśmy powołani do wielkości, do chwały! Jesteśmy zaprogramowani na rozwój, szczęście , sukces i spełnienie. Zostaliśmy w pełni uposażeni we wszystko co potrzebne, by takie właśnie nasze życie było. Ale – niestety… Człowiek, choć bez wątpienia wspaniały – nie jest wolny od skaz, słabości, błędu. Daleko mu do ideału. Miał być doskonałym arcydziełem, odblaskiem samego Boga, lecz nie jest. Zawdzięcza to samemu sobie. Ale tym razem wątek biblijny pominę , lub ewentualnie zostawię nań więcej miejsca w komentarzach. Póki co – skupię się jedynie tylko i wyłącznie na moich własnych , ograniczonych przemyśleniach.

Tak jakoś naszło mnie dzisiaj na małą refleksję, którą można by zamknąć określeniem ludzkie paradoksy. Mam na myśli takie postawy i zachowania, które przeczą naszemu człowieczeństwu, czyniąc zeń karykaturę. Nie da się ukryć: żyjemy w świecie pełnym sprzeczności. Dzieci chcą szybko dorosnąć. Dziewczynki bawią się w dom, stroją w damskie ciuchy (nierzadko podkradając mamie szminkę z torebki), próbują chodzić w szpilkach. Ale kiedy dzieci podrosną i wiedzą już, o co w tej dorosłości właściwie chodzi – chciały być młodsze, gdyż wtedy byłyby wolne od zobowiązań, odpowiedzialności za własne życie. Młodzież uczy się, zdaje egzaminy, a mimo dwóch fakultetów i dyplomu magistra – ma status bezrobotny . Alternatywą , by nie pierdzieć w stołek w domu i nie umrzeć z nudów – jest rozdawanie na ulicach ulotek informujących choćby o kursach językowych lub szybkich pożyczkach.  Sama od tego zaczynałam. Jestem po ekonomiku: rachunkowość, kadry, płace, zarządzanie kadrami, niemiecki średnio-zaawansowany. Wykształcona zatem nie najgorzej. Cóż z tego, kiedy pracy w zawodzie nie ma. Dlaczego?. Bo pracodawca oczekuje od młodego człowieka SZUKAJĄCEGO PRACY minimum 3-letniej pracy w zawodzie, doświadczenia i dwóch języków obcych perfect. Urząd ofert dla mnie nie ma, zatem szukam na własną rękę. Pukam od jednej firmy do drugiej błagając o nieodpłatną możliwość odbycia u nich stażu, a ci na to: nie, dziękujemy. To przykład z mojego życia. Wy z pewnością moglibyście przytoczyć bez liku swoich. Ostatecznie pracuję, co uznaję za prawdziwy cud. Za pracą uganiałam się bowiem 7 lat.

Żyjemy w kraju katolickim, wyznaniowym. Jednak tylko z nazwy. Dla wielu deklarujących się jako wierzący – wiara w Boga, Jezusa – nie przeszkadza uprawiać jogę , czy stawiać sobie tarota. To przecież niewinna rozrywka. Bardziej niż Bogu – ufamy  wróżce. Urodziłam się 13 – go i w dodatku w piątek. Zatem już dawno powinnam palnąć sobie w łeb, bo to przecież taka pechowa data. Zapewne dlatego mam w życiu pod górkę. Są tacy, co uchodzić mogą w naszych oczach za niezwykle pobożnych i bogobojnych ludzi. Chodzą do Kościoła w niedzielę, a nawet i w dni powszedni. Jednak w zaciszu ich czterech ścian toczą się prawdziwe dramaty: alkohol, przemoc fizyczna i psychiczna, zastraszanie, więzienie. Sąsiedzi słyszą, a udają głuchych. Ich zdaniem to okropnie złe, ale nie zareagują. W końcu to nie ich sprawa. Bywa, że dopada nas miłość przez wielkie M, bierzemy ślub. Pierwszy większy kryzys i staramy się o unieważnienie małżeństwa. To teraz takie modne u młodych…A skoro już o modzie mowa…dlaczego by nie wspomnieć o paradoksach i w tej dziedzinie życia? Ja muszę się wam przyznać, że jestem bardzo nie modną kobietą. Jak większość kobiet lubię zakupy. Jestem estetką, więc szukam pięknych rzeczy. Uwzględniam podczas wyboru także jakość i cenę. I tak przykładowo – wchodzę do galerii handlowej i rzuca mi się w oczy kawał czegoś jakby szmaty, która kosztuje nawet 250 zł. :). Prawdziwa okazja! W ogóle a propos mody – ubolewam nad losem modeli. To, co z nich się robi, woła o pomstę. Sami zobaczcie:

 

 

najgorsze stylizacje 2012 3 knqktkqTURBXy84N2NmMjQwOTllOWVjY2UzMDZlMWNiYjViMzAyOTQ1NC5qcGVnkpUDAQDNAzDNAcuTBc0DIM0Bwg

 

 

Żeby nie było: lubię pana Szpaka. Jednak męskie przebieranki w kobiece łachy (nawet, jeśli jest to tylko look artystyczny) są dla mnie nie do przyjęcia! Jestem kobietą? Pokażę to strojem. Teraz często baba chcę być facetem, a facet kobietą. Feministki dawniej – walczyły o wiele słusznych rzeczy. O społeczne i polityczne równouprawnienie. Ich sposób działania okazał się skuteczny. Obecne feministki robią z siebie (i kobiet w ogóle) idiotki, kompromitując się totalnie, a co gorsza – nawet nie zdają sobie z tego sprawy! Przykład? Choćby osoba Magdaleny Środy, której nie trawię. Co jakiś czas w sieci przetacza się fala oburzenia odnośnie jej wypowiedzi. W otoczeniu znana jest jako etyk, co nie przeszkadzało jej w rozważaniach dotyczących zabijania ciężko chorych, narodzonych dzieci. Środa ma także ogromną wiedzę na temat wojska, którą rzecz jasna się podzieliła:

- Pokraczne czołgi, falliczne karabiny, sztywni chłopcy w sztywnych mundurach, kretyński krok defiladowy… Budzi to z jednej strony moją odrazę, tak jak budzi ją każda przemoc, śmierć i zniszczenie, z drugiej strony ma to w sobie wiele komizmu: dorośli faceci na trybunach prężą pierś, zachwyceni swymi chłopczykami i bronią do zabijania – napisała na Facebooku Magdalena Środa.

 

Nie wiem, czy to bardziej żałosne, czy śmieszne. A co tam panie słychać w polityce? Ha! tam to dopiero paradoksów znajdziemy. Największym z nich jest chyba fakt, że pchają się do polityki głównie ci, co mają siano zamiast mózgu. Każde działania, wypowiedzi medialne, czy wreszcie ustanawiane prawa – zdają się to potwierdzać. Niestety. Politycy raz po raz fundują nam kolejne buble prawne. I tak – jak dzieliłam się już na pewnym blogu – choćby kwestia Sprawiedliwości – Temidy. Prosty przykład. Osoba, która ukradła z braku środków do życia zostanie bardziej surowo ukarana, niż fałszerze, wyłudzacze czy ktoś kto regularnie nas okrada (choćby piramidy finansowe i trefne oferty pożyczek/ kredytów). Stawianie pomników upamiętniających ofiary katyńskie, czy wybór wykonawcy Pomnika  p. Prezesa jest o wiele ważniejsze, niż chociażby służba zdrowia, komunikacja miejska, miejsca pracy dla młodych, system emerytalny itp. To, co w normalnym państwie powinno być priorytetem – u nas jest na szarym końcu. Teoretycznie – mamy prawo do prywatności, tj. brak cenzury. W praktyce – inwigilacja totalna. Także w sieci. Jakieś małżeństwo nie może się stać rodziną adopcyjną dla jakiegoś dziecka (gdyż kobieta zajść nie może). Tymczasem inna kobieta albo swoje maltretuje, wyrzuca na śmietnik, albo podrzuca do OKNA ŻYCIA. Lekarz…taki szlachetny zawód, z misją: Leczyć, ratować życie. Można by rzec – prawdziwy bohater. Szkoda tylko, że nierzadko to ratowanie zamienia się w mordowanie (aborcje, eutanazje). To lepszy biznes. Przysięgę Hipokratesa (przeczytajcie ją w necie, proszę!) można wywalić z pamięci. W końcu to tylko słowo, aborcję zaś zawsze można pokazać światu jako akt miłosierdzia wobec cierpiącego, czyn jak najbardziej na miejscu….Taka Dulskiej moralność. Paradoks? Jeszcze jaki! I jeden drugi goni.

W kulturze , świecie mediów, prasie – też ich sporo. Ja podam jedynie jeden – bo post i tak już urósł do rozmiarów niebotycznych. Ostatnio głośno o Andżelinie i Bradzie. Nie, tym razem nie o rozwodzie, a o problemach z dziećmi. Siloh, jedna z ich córek – chce być chłopakiem. (info z lipca). Noszz Boże, widzisz to wszystko i nie grzmisz. Nie pozwala  sobie zapuścić długich włosów, wybiera dla siebie chłopięce ubrania – takie, jakie noszą jej starsi adoptowani bracia, Maddox  i Pax . Rodzice zgodzili się, by Siloh przeszła kurację zmiany płci. Dziewczynka ma niebawem rozpocząć procedurę hormonalną… Dla mnie osobiście – tragedia. Pomieszanie z poplątaniem. Jak ten świat by wyglądał, gdyby wszyscy decydowali się na zmianę swojej płci? Nasz gatunek jest naprawdę mocno zagrożony. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że idziemy ku upadkowi. Proces odczłowieczania człowieka – postępuje.

Czy jest dla nas ratunek? Czy mamy szansę powstać z resztek naszego człowieczeństwa, odzyskać naszą godność i piękno?  Mam nadzieję, że tak. W każdym razie – powinniśmy o to walczyć każdego dnia. Nie dajmy się zwariować, ogłupić jakąś nową modą, której ukryty przekaz brzmi: „jesteś normalny, jesteś sobą? jesteś nikim!”. Nieprawda! Jestem człowiekiem, kobietą, istotą rozumną, wolną. Jestem koroną stworzenia. Jestem stworzona idealnie. Jestem kobietą idealną w swej niedoskonałości. Kocham siebie. Uwielbiam swoją kobiecość, swoje życie, które każdego dnia przynosi coś nowego. Nie muszę i nie chcę dopasowywać się do jakiś głupich trendów. To ja będę przecierać szlaki, wyznaczać nowe trendy, lansować tylko to, co naprawdę wartościowe i dobre. Nie pozwolę z siebie zrobić karykatury człowieka! Bo człowiek – brzmi dumnie!

PS. Notka powstała pod wpływem chwili. Źródłem inspiracji – Wasze notki :D

 

 

 

Kiedy gaśnie ludzkie życie – czyli historia oparta na faktach.

Śmierć…. rzadko o niej myślimy, choć prędzej czy później staniemy z nią twarzą w twarz. Kiedy przyjdzie? W jakiej sytuacji życia nas zastanie?. Czy będzie bolało? Czy będę się bać?. Czy ujrzę owe tajemnicze światło- tunel, świetliste postaci Aniołów, zmarłych krewnych?… Pewnie każdy z nas ma o niej jakieś wyobrażenia. Ale jedno słowo – jak myślę – najlepiej ją określa: TAJEMNICA. Dziś opowiem Wam pewną historię, opartą na faktach. Imiona rzecz jasna – przypadkowe.

Tadeusz był wspaniałym, wrażliwym, bardzo pracowitym chłopcem. Nie był szczególnie wykształcony, jednak otrzymał w domu bardzo dobre wychowanie. Najstarszy spośród trójki swoich braci. Wychował się na wsi, jednak po ukończeniu szkoły postanowił poszukać szczęścia w świecie. To były trudne czasy. Nie zdążył nawet zacząć pracy, gdyż nastała wojna – został zwerbowany do wojska. Po powrocie z wojny, która zostawiła w jego duszy niezatarte piętno – postanowił ułożyć sobie życie, zająć czymś swoje myśli, podjąć pracę. Inaczej zwariuje. I Kiedy już myślał, że skazany jest na samotne życie – pojawiła się Ona…Piękna filigranowa kobieta o kruczoczarnych, gęstych, kręconych do ramion włosach i tajemniczym, głębokim spojrzeniu. Pracowała w masarni. Było w niej coś, co go ujęło. Każdego dnia  wyruszając w miasto – odwiedzał to miejsce, by móc choć przez chwilę z nią porozmawiać. Okazało się, że ma ona na imię Jadwiga i bardzo szybko musiała się usamodzielnić – straciła bowiem rodziców mając pięć lat. Rodzeństwa nie miała. Z każdą rozmową Jadwiga stała się coraz bliższa Tadeuszowi. W końcu przyszedł czas, kiedy postanowił się oświadczyć. Jadwiga powiedziała TAK…(…).

Pobrali się. Na świat przyszły dzieci : trzy córki i jeden chłopiec. Żyli skromnie, ale byli szczęśliwi. Uchodzili za wspaniałą, kochającą się rodzinę. Wzór do naśladowania. Przeżyli wspólnie wiele wzlotów i upadków – jak to bywa w każdym małżeństwie. Z każdego wychodzili zwycięsko. Dzieci dobrze się uczyły, nie sprawiały większych problemów. Ada – najstarsza córka – była nauczycielką, Monika – trzy lata młodsza – kasjerką, Teresa – poszła na medycynę i została lekarzem rodzinnym, zaś Paweł – najmłodszy z całej czwórki – podjął pracę w firmie budowlanej. Wszyscy  odnaleźli swoją drugą połowę, założyli rodzinę, mieli dzieci. Pozostali w rodzinnym mieście, blisko rodziców – za wyjątkiem Ady i jej męża, Karola , którzy postanowili się przeprowadzić to większego miasta, gdzie Karol od razu podjął pracę na kopalni….

Czas mijał nieubłaganie. Do domu Tadeusza i Jadwigi zapukała starość, a wraz z nią – choroby. Jakoś sobie radzili – wszystko jednak do czasu. Jadwiga miała problemy z nadwagą, nadciśnieniem tętniczym, żylakami. Do tego doszła cukrzyca. Potem dwa zawały serca. Wszystko jedno za drugim, niczym lawina. U Tadeusza było inaczej. Był człowiekiem, który zdrowo się odżywiał, uprawiał sport. Biegał, chodził do lasu na grzyby (znał się na tym bardzo dobrze ), łowił ryby nad okolicznym stawem, spacerował. Rozpierała go energia. Jednak i na niego przyszła pora. Pani Śmierć postanowiła najpierw jego odwiedzić. Zaczęło się niewinnie, niepozornie. Nieprzyjemny zapach z ust, chrypka, częsty i bardzo uporczywy kaszel, plucie krwią, jednostronny ból gardła promieniujący do ucha, powiększenie węzłów chłonnych szyi….I trudna do przyjęcia diagnoza: rak krtani. I zaczęło się: naświetlania,  a w końcu zabieg – tzw. chordektomia endoskopowo-laserowa… Terapia przyniosła efekty… Jednak problemy Tadeusza wcale się nie skończyły. Wzorowe małżeństwo z wieloletnim stażem – musiało zmierzyć się z kolejną próbą, która stała się poważnym kryzysem. Jej imię to Alzheimer. Zarówno dla Jadwigi jak i dzieci i wnuków – był to ciężki cios. Jak to? Taki aktywny, pełen życia, dobry człowiek i Alzheimer? Tak jakby rak to za mało. (…)

Alzheimer, określany jest także jako otępienie starcze. Zaczęły się problemy z prawidłowym funkcjonowaniem pamięci krótkotrwałej –Tadeusz posłany przez Jadwigę do sklepu po zakupy – zapominał coraz więcej rzeczy. W końcu zaczął chodzić z listą zakupów, ale i to nic nie dawało. Jadwiga coraz częściej się złościła i reagowała agresywnie: obrażała, krytykowała, wymyślała. Któregoś dnia Tadeusz oświadczył żonie, że wychodzi na spacer. Mija godzina, dwie trzy… Wybija godzina 21:00 a męża nadal nie ma. Jadwiga niepokoi się nie na żarty, wyobraźnia podsuwa jej najgorsze scenariusze, kiedy ktoś puka do drzwi. To sąsiad z naprzeciwka, który spotkał Tadeusza wracając do domu. Był ogromnie zdziwiony widząc Tadeusza tak późną porą na mieście, samego. Zagadnięty Tadeusz w ogóle sąsiada nie poznał, a na propozycję towarzyszenia mu w powrocie do domu chętnie przystał. Okazało się bowiem, że Tadeusz już od kilku godzin snuje się po mieście, chce wrócić do domu, ale….zapomniał gdzie mieszka.! Niecały miesiąc od tego zdarzenia – przestawał rozpoznawać swoją żonę i dzieci , do wszystkich mówiąc per pan/ pani. Zapominał coraz więcej i więcej. Nie wiedział jak jeść zupę, jak się ubrać czy umyć. Stał się bezbronny i bezradny niczym dziecko, które dopiero poznaje świat. Rodzina miała nie lada dylemat. tata wymaga 24-godzinnej opieki, ale dzieci nie mogą porzucić pracy by poświęcić się całkowicie ojcu (przecież trzeba jakoś żyć. Mieć co jeść, w co się ubrać, dokonać wszelkich opłat, zadbać o przyszłość dzieci, gdy ich zabraknie). Jadwiga zaś także była bardzo schorowana, niezdolna do opieki nad mężem. Zatem co robić?…

Rodzina zebrała się w końcu w komplecie i przy stole zaczęła się dyskusja. Niektórzy mówili: rodzina powinna być razem, wspierać i troszczyć się o siebie do samego końca. Monika i Paweł proponowali „pozbyć się problemu”…Oczywiście nie wprost…zasugerowali jednak, że po pierwsze nie wiedzą, jak troszczyć się o ludzi z taką chorobą, po drugie mają własne życie i problemy. Nie potrzebują sobie dokładać nowych. Zatem albo zatrudnijmy kogoś do opieki – co najgorszym pomysłem nie było – albo załatwmy Tadeuszowi pobyt w hospicjum. Jemu to bez różnicy – przecież już niczego nie jest świadom i nic ani nikogo nie pamięta, a tu chodzi o jego dobro… Po kilku dniach namysłu zaczęto załatwiać formalności i miejsce w hospicjum. (…).

Klamka zapadła. Nadszedł czas, aby przewieźć Tadeusza do hospicjum. Zadanie to przypadło w udziale Karolowi. Ten wziął zatem teścia, sprowadził ostrożnie ze schodów, posadził w swoim passacie i wyruszył w drogę. Karol był zamyślony i bardzo zły na rodzinę. Był zdania, że źle robią. Odsyłają go tam, do obcych, bo stał się balastem w ich życiu , do czego nie mają odwagi się przyznać. Cholerni egoiści. Nabuzowany wcisnął pedał gazu. Nie zauważył, że to teraz piesi mają zielone światło. Milczący i otępiały dotąd Tadeusz, wykrzyknął szybko: „Karol, czerwone”. Karol zatrzymał się, spojrzał na światła i zdumiony wykrztusił: „rzeczywiście. Przepraszam”. Dalej jechali już w całkowitej ciszy. Karol pomyślał: „teść uratował nam obojgu życie”.. To był dla niego wstrząs. W końcu dojechali do hospicjum. Oprowadzili po miejscu, pokazali pokój, w którym Tadeusz zamieszka, udzielili wszelkich informacji, zapewnili o dobrej opiece….Karol podziękował i wrócił z powrotem(…). Na drugi dzień, rano – dzwoni telefon. To z hospicjum. Bardzo nam przykro, ale pan Tadeusz umarł.,… Przyszłam do niego z poranną dawką lekarstw i śniadaniem. Leżał spokojnie w swoim łóżku. Nie mogłam go dobudzić. Okazało się, że umarł. Wyglądał na spokojnego i szczęśliwego. Chyba nie cierpiał. Jeszcze raz – najszczersze wyrazy współczucia…

Tadeusz – odszedł więc na drugą stronę w zupełnie obcym miejscu, w całkowitej samotności, „porzucony” przez rodzinę. Mówi się: jakie życie – taka śmierć. Kto wie? może to prawda? Jeśli tak jest istotnie, to Tadeusz musiał być bardzo dobrym człowiekiem… Nie zamierzam potępiać postawy jego rodziny. Osądzi ich własne sumienie. Sytuacja, w jakiej została postawiona ta rodzina – była beznadziejna. Wiem jednak, że Karol, który zawoził Teścia do hospicjum – nie zapomni tego, jak ostatni przebłysk świadomości Tadeusza – uratował mu życie….Jeśli o mnie chodzi, to nie ważne jak, byle bym nie musiała odchodzić z tego świata całkowicie sama….

I na koniec i tak długiego posta – zachęta i apel do Każdego:

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.