Zazdrość. Czy może być twórcza?

766

 

Tą właśnie myślą chciałabym zacząć, a zarazem zakończyć ten post. Do poruszenia tego tematu – zainspirowało mnie samo życie. Przedwczoraj spotkałam się bowiem z serdeczną koleżanką – wspaniałą żoną oraz matką 6-letniego Patryka. Sporo rozmawiałyśmy. W pewnym momencie D. zaskoczyła mnie ogromnie informacją, że pewna osoba którą dobrze znam, jest o mnie zazdrosna…..Na chwilę odjęło mi mowę. Zazwyczaj to ja zazdrościłam czegoś innym, a teraz sytuacja jest zupełnie odwrotna. Czego tamta kobieta może mi zazdrościć? Zdrowiem nie grzeszę, na dolarach nie śpię, faceta/męża nie mam, praca owszem jest, ale mało dochodowa (choć zadowolona jestem, że ją mam w ogóle). A więc?

Zazdrość od zawsze kojarzyła mi się pejoratywnie. Jej korzeniem jest przede wszystkim poczucie bycia gorszym od reszty. Niestety, wielu z nas bardzo często porównuje się z innymi (wygląd, praca, stan cywilny, status społeczny etc). Po dogłębnej analizie najczęściej wypadamy blado. Postawa zazdrości „oznacza smutek doznawany z powodu dobra drugiego człowieka i nadmierne pragnienie przywłaszczenia go sobie” (KKK, 2539). Powody naszej zazdrości mogą być różne. Najczęstszym motywem ludzkiej zazdrości są dobra materialne. Ktoś ma lepszy samochód, bardziej dochodową pracę, co roku spędza urlop za granicą, podczas gdy my ledwo wiążemy koniec z końcem. Większość wojen ma podłoże walki o dobra materialne. Innym powodem czyjejś zazdrości może być czyjaś atrakcyjność (uroda, powodzenie u płci przeciwnej), młodość, zdrowie, zdolności. Pomijam tutaj aspekt zazdrości w związku, jako że chodzi tu o relację kobieta kontra kobieta. Zazdrość wyniszcza nas od środka, Sprawia, że widzimy to, co chcemy widzieć, wyzwala w nas najgorsze instynkty. Kto ulega zazdrości, ten jest w stanie dopuścić się największego nawet zła. Z zazdrości Kain zabija Abla (por. Rdz 4, 2-8), a bracia Józefa gotowi są go zabić i sprzedają go do niewoli (por. Rdz 37, 11). To zazdrość zaślepia Saula, który zaczyna nienawidzić Dawida (por. 1 Sm 18, 9).

Szczególną skłonność do zazdrości mają ci ludzie, którzy nie wierzą w siebie, nie cieszą się własnym życiem i są egoistami skupionymi na własnych potrzebach i przeżyciach. Zazdrość to paskudne uczucie, które zawsze skrywamy głęboko w sobie. Jednak odpowiednio ukierunkowana zazdrość –  może być twórcza i przyczynić się do naszego rozwoju i wzrostu poczucia naszej wartości. Sposób jest naprawdę prosty: zamiast ciągle patrzeć na innych – skupmy swoją uwagę na sobie !. Każdy z nas jest wyjątkowy, piękny, niepowtarzalny. Wszyscy bez wyjątku mamy w sobie ogromny potencjał do wykorzystania : zdolności, wiedzę, talenty, predyspozycje, zainteresowania. To, że mniej zarabiamy niż sąsiad mieszkający naprzeciwko – nie czyni nas wcale od niego gorszym. Wszystko to siedzi w naszej głowie. Wystarczy otworzyć oczy, dostrzec w sobie to bogactwo i uwierzyć w siebie. Nie marnuj się przez zazdrość, człowieku, bo jedynym twoim Konkurentem – jesteś Ty sam.

PS. PÓKI CO BĘDĘ WRZUCAĆ NOTKI TUTAJ, BO JESZCZE NIE OPANOWAŁAM DO KOŃCA USTAWIEŃ NA BLOX. (ZWŁASZCZA, GDY IDZIE O MOŻLIWOŚĆ KOMENTOWANIA.  Na blox też ten post już wrzucony.

Efekt Wertera, czyli kilka myśli o samobójstwie

samobojstwo

 

Co jakiś czas można w mediach usłyszeć, że ktoś targnął się na swoje życie. Samobójstwo – bo o tym będzie mowa – jest ogromną tragedią człowieka. Na dźwięk słowa „samobójstwo” zawsze zadaje sobie w duchu retoryczne pytanie: cóż takiego musiało się stać, że ktoś postanawia zadać gwałt swojemu życiu?  To trudne pytanie prawie zawsze pozostaje bez odpowiedzi. Jest to zjawisko wstrząsające i niestety częste. To nieraz podwójny dramat : tego, który odszedł, oraz tych, których pozostawił. Pewnie powiecie: a co tu roztrząsać , pytać dlaczego? Po prostu człowiek był słaby, nie potrafił sprostać problemom, jakie nieraz stawia przed nami życie. Łatwiej było się powiesić, niż wziąć odpowiedzialność za siebie i własne życie. Ma to, na co sam zapracował. Ot co!… Wydaje mi się, że jesteśmy w błędzie. Bardzo często mamy mylne wyobrażenie odnośnie samobójstwa. Zatrzymujemy się na powierzchni, nie wnikając w głąb. Widzimy człowieka, który wybrał śmierć, ale nie znamy jego historii. Nie wiemy jaki dramat przeżywał, jaką walkę toczył w samotności i ukryciu. Nie przyznam się przecież do tego, że cierpię na depresję, od wielu miesięcy robiąc przed światem dobrą minę do złej gry.Muszę uporać się z tym sam/a.(….).

Możemy mówić i myśleć co chcemy, ale ludzie mający  różnego rodzaju zaburzenia psychiczne, są często stygmatyzowani w społeczeństwie. Nawet, jeśli cierpiąca osoba zwróci się po pomoc do terapeuty, nic to nie zmieni. Co bowiem wniesie pseudonaukowy banał pt. „jutro też jest dzień, wszystko będzie dobrze” w życie człowieka który stracił pracę oraz żonę i dzieci w wypadku samochodowym?. (…) Bardzo często jesteśmy zaszokowani tym, że pan Iksiński -powszechnie lubiany, mający dobrą pracę – popełnił samobójstwo. Tymczasem bardzo często osoba cierpiąca na depresję – mniej lub bardziej dyskretnie przesyła otoczeniu znaki, będące cichą prośbą: „nie daję już rady, pomóż mi”. Powinno nas na przykład zaciekawić, dlaczego zawsze towarzyska, otwarta na innych osoba – staje się nagle wycofana: ogranicza relacje z innymi, a nawet całkowicie z tych relacji rezygnuje, izoluje się. Wpada w huśtawkę zmiennych nastrojów czy niekontrolowany gniew. Postępuje lekkomyślnie, pakuje się w ryzykowne sytuacje. Zaczyna sięgać po używki lub ich nadużywać. Myśli o sobie negatywnie, nie dostrzegając swoich osiągnięć. Często prowadzi „filozoficzne” rozważania na temat śmierci. Słucha „mrocznej” muzyki… To tylko kilka sygnałów wysyłanych przez osoby cierpiące na poważną depresję. Samobójstwo to już efekt końcowy cierpień człowieka, który uznał, że jedynie śmierć może te cierpienia ukrócić.  Jeśli samobójstwo cechuje ludzi tchórzliwych, słabych i egoistycznych, to żeby je popełnić trzeba być cholernie odważnym tchórzem.

 

samobjstwo-7-638

Powodów, dla których ludzie targają się na swoje życie jest naprawdę wiele. W obliczu skali tego zjawiska, alarmujących statystyk, narzuca się pytanie: czy można coś zrobić? Myślę, że tak. Być może często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale bardzo wiele może zdziałać zwyczajna ludzka empatia: wysłuchanie drugiego człowieka , wejście w jego sytuację. Bez pouczania, prawienia kazań czy krytyki, która jeszcze bardziej cierpiącego człowieka zamyka w swoim cierpieniu i izoluje od świata zewnętrznego. Depresja to choroba duszy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że obecność drugiego człowieka w sytuacji kryzysu (nawet, jeśli ta druga osoba nie potrafi mnie do końca zrozumieć) daje naprawdę wiele. W głowie potencjalnego samobójcy toczy się bowiem potężna walka: z jednej strony – człowiek chce popełnić samobójstwo,  z drugiej – ma ogromną wolę życia. Paradoksalnie popełnić samobójstwo jest więc naprawdę trudno. Wsparcie otoczenia, dostrzeżenie problemu – może pomóc zdesperowanemu człowiekowi rozważającemu samobójstwo wybrać życie. Bardzo dobrym rozwiązaniem była by wielka akcja edukacyjna w szkołach (także dla nauczycieli, pedagogów, rodziców), częste  kampanie społeczne poruszające ten problem, panele dyskusyjne itp., bowiem samobójstwa często popełnia także młodzież i dzieci. Potrzeba nam odczarować ten temat, wokół którego wyrosło wiele mitów i błędnych przekonań. Samobójstwo to nie problem jednostki będącej najsłabszym ogniwem. To problem społeczny , cywilizacyjny. Nie dotyczy tylko ludzi biednych, mało wykształconych, czy nieporadnych życiowo. Samobójstwa popełniają także ludzie sukcesu: medialni, sławni i bogaci, którym – wydawać by się mogło – niczego do szczęścia nie brakowało. I wreszcie po trzecie: kwestia psychoterapii, która wciąż dla wielu ludzi jest tematem wstydliwym. W tym temacie swoją inicjatywę i ogromne zaangażowanie powinien wykazać także rząd, ale na to raczej nie ma co liczyć. W końcu najważniejsze dla naszego rządu jest postawienie kolejnych pomników, zmiana nazw ulic, wręczenie kolejnych orderów, czy świętowanie kolejnych smoleńskich miesięcznic. Tragedie zwykłych ludzi nie mają większego znaczenia… Przykre(…).

 

 

 

 

 

Z Monaru do Iron Man-a, czyli krótka recenzja filmu „Najlepszy”

7802674.3

 

Dziś w ramach postu pragnę podzielić się z Wami moją opinią odnośnie filmu pt. „Najlepszy”, który aktualnie leci w  kinach. Jest to oparta na faktach (*1)  historia młodego człowieka, Jerzego , który z narkomana i złodzieja staje się człowiekiem sukcesu - mistrzem świata w podwójnym Ironmanie. (*2 ).  Dodam jedynie, że za sportem jako takim nie przepadam, a jednak film zrobił na mnie naprawdę mocne wrażenie. Już sam początek wbija w fotel, wprowadzając nas w brutalną rzeczywistość człowieka, którego światem są: narkotyki, przemoc fizyczna i psychiczna, agresja, chore relacje międzyludzkie, strach, poniżenie, pragnienie miłości, akceptacji, szacunku. Widzimy wraka człowieka, chodzącego trupa, będącego w nieustannym transie, dającego sobie w żyłę, który szczęśliwie wymyka się śmierci. Co jakiś czas trafia do szpitala lub na komisariat. W mojej głowie rodzi się współczucie oraz pytanie: dlaczego? coś ty zrobił ze swoim życiem człowieku? Klatka po klatce znajduję odpowiedzi na te pytania i jestem do głębi poruszona. W pewnym momencie całej tej historii Jerzy przeżywa ogromny wstrząs. Wskutek przedawkowania umiera jego dobry kumpel. Dziewczyna z którą chodził , zachodzi z nim w ciążę. To – jak mi się wydaje – okazuje się być przełomowym wydarzeniem, które nada sens jego życiu. Jerzy w końcu idzie na detoks. Chce być czysty. Pragnie być godnym i dobrym ojcem dla swojego dziecka. Z jednego więzienia jakim są narkotyki, trafia do miejsca o wiele gorszego, jakim jest MONAR. Tam chłopak przekonuje się na własnej skórze o brutalnych i rewolucyjnych, jak na tamte czasy, metodach leczenia narkomanów. Odbiera prawdziwą lekcję pokory, poznaje siebie, zaczyna naprawdę rozumieć, czym jest narkomania i jak trudno z niej wyjść. I to właśnie w Monarze zaczyna się jego wielka droga do prawdziwego sukcesu. A to wszystko za sprawą biegania. To właśnie ono dało mu siłę by zawalczyć o siebie, by się nie ugiąć, nie rezygnować. Podnieść  z tego całego bagna, w jakim dotąd żył. Z czasem do biegania dochodzą pływanie oraz kolarstwo. Z biegacza Jerzy przeobraża się więc w thriatlonistę. Film pięknie oddaje słowa:  słabość może stać się naszą siłą. Tak było w  przypadku naszego bohatera. Sport nadał sens jego życiu:  pomógł mu pokonać swoje uzależnienie,  wygrać życie. Krótko mówiąc: GORĄCO POLECAM! :)

 

*1),
http://www.przegladsportowy.pl/magazyn-przegladu-sportowego,jerzy-gorski-cale-zycie-w-transie-triathlon-stal-sie-narkotykiem-reportaz-,artykul,826031,1,13283.html

http://www.polskatimes.pl/artykul/51262,jerzy-gorski-jest-najlepszy-z-piekla-na-sam-szczyt,id,t.html
*2 ) Double Ironman to 7,6 km pływania, 360 km roweru i 84,4 km biegu!

Małżeństwo Spółka z o.o.

wedding-322034_960_720

 

„Niedojrzała miłość mówi: ‚Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję”
Dojrzała miłość mówi: ‚Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham.” (E. Fromm)

 

Tak, dziś postanowiłam zostawić Wam u siebie post specjalny, wyjątkowy, piękny i niezwykle trudny do wyrażenia. Będzie co nieco o miłości. Jej blaskach i cieniach. Jej wyjątkowości.

 

Miłość jest jak powietrze, bez którego nie możemy oddychać. 

Miłość jest jak piękny motyl, którego próbujemy złapać.

Miłość jest jak glina w ręku garncarza: wymaga nieustannego formowania, pracy, czasu ,wysiłku, kreatywności. 

Miłość jest niczym kwiat – nie podlewany, prędko usycha, więdnie.

Miłość uskrzydla, unosi nas wysoko, daje nam radość, siłę, poczucie sensu i spełnienia.(…)

Miłość to wierność wyborowi, to chęć dawania siebie tej drugiej osobie. Bezinteresownie. 

 

I można by tak naprawdę długo  miłością się zachwycać, mówić o niej. Lecz niestety, choć miłość jest dla wielu źródłem inspiracji (choćby w utworach muzycznych czy programach telewizyjnych różnego rodzaju) – miłość jest przez człowieka często nierozumiana i niechciana. Jak sugeruje sam tytuł posta – będzie o małżeństwie. Zawsze marzyłam o tym jedynym, księciu na białym koniu, białej sukni z welonem i wspólnym życiu na dobre i na złe. Podczas gdy ludzie wokół mnie dobierali się w pary i zawierali związek małżeński, ja nadal byłam sama. Księcia nie było. Jednak dzisiaj, po wielu latach , patrzę na ślub w zupełnie inny sposób. Czym więc dla mnie jest małżeństwo? Jest niezwykłą, intensywną, trwałą relacją dwojga dojrzałych emocjonalnie, świadomych ludzi, którzy decydują się żyć razem do końca życia. Ślub cywilny, jak i kościelny, jest dla nich wydarzeniem, które tę ich miłość przypieczętowuje, dodaje powagi. To także okazja, by podzielić się z innymi swoim szczęściem. Ale związek małżeński to coś o wiele głębszego, niż tylko złożenie podpisu w USC, zawarcie umowy z przyszłą żoną/ przyszłym mężem. To coś więcej niż spółka partnerska. To przede wszystkim Sakrament, przymierze między ochrzczonymi, mężczyzną i kobietą, którzy tworzą ze sobą wspólnotę życia i miłości, skierowaną na dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa (KPK, kan. 1055). W biblii można znaleźć wiele ważnych i pięknych słów, które odnoszą się do tematu małżeństwa, jego istoty i głębi. Ale nie będę ich póki co przytaczać  :)

Zawsze jestem głęboko poruszona, gdy wracam do słów PŚ traktujących o małżeństwie. Jednak dzisiaj z przykrością muszę stwierdzić, że małżeństwo przechodzi bardzo poważny kryzys. Także w Polsce. Widzę ten kryzys coraz częściej wokół siebie. Liczba zawieranych związków małżeńskich spada, wzrasta natomiast liczba rozwodów oraz spraw o unieważnienie małżeństwa. Odkąd papież Franciszek uprościł procedury związane ze stwierdzeniem nieważności małżeństwa, coraz więcej Polaków-katolików interesuje się możliwością uzyskania „rozwodu kościelnego”. Mam nawet dwoje przyjaciół , których małżeństwo zostało niedawno unieważnione. Ale czy tak naprawdę wiemy, jak rozumieć owo unieważnienie małżeństwa? Trzeba powiedzieć sobie jasno:  w Kościele katolickim nie funkcjonuje tego rodzaju rzeczywistość, jak unieważnienie ważnie zawartego związku małżeńskiego. Istnieje natomiast coś innego: ustalenie i stwierdzenie, że dane małżeństwo było zawarte nieważnie i dlatego zachodzi okoliczność orzeczenia, że jest ono nieważne od samego początku swojego istnienia. A to już różnica.  Małżeństwo jest święte i w oczach Boga – nierozerwalne. Nie będę Was zasypywać prawem kanonicznym, które określa, jakie muszą zajść przesłanki i okoliczności, by zawarte małżeństwo unieważnić. Mogę natomiast podać źródło (dla ciekawych):

http://www.kosciol.pl/article.php?story=20040505202622667

Pomijając kwestie prawa kanonicznego : czasem zwyczajnie zastanawiam się, dlaczego coraz więcej ludzi rozwodzi się czy składa wnioski o unieważnienie małżeństwa. Czy byli nieodpowiednio przygotowani do niego, mieli o nim wyidealizowany obraz? A może niedostatecznie się poznali? Zaślepieni gorącym uczuciem, które wybuchło w ich sercach jak gejzer – przejrzeli dopiero po jego szybkim zawarciu? Wątpię bowiem w to, by ktoś przykładał człowiekowi lufę do głowy i mówił : „jak jej nie poślubisz to…”. Nie wiem…być może się mylę…jednak wydaje mi się, że wiele ludzi po prostu nie dorosło do małżeństwa. Źle rozeznało swoją życiową drogę. Bardzo często ludzie oddalają się od siebie, bo pośród codziennej krzątaniny zapominają o drobiazgach. Okazywaniu sobie czułości. Przestają o siebie dbać, okazywać sobie uczucia. Traktują siebie jak swoją własność . Tymczasem o to, by było nam dobrze w relacjach z innymi , po prostu trzeba się starać. A to już wymaga zaangażowania i wysiłku z naszej strony. Tymczasem człowiekowi się zwyczajnie nie chce więc idzie po najmniejszej linii oporu. I tym sposobem małżeństwo będące w swej istocie świętym Sakramentem, coraz częściej degraduje się do Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – umowy dwojga ludzi, od której w każdej chwili można odstąpić.(…).

 

 

 

 

 

Tajlandia, czyli jak mężczyzna staje się kobietą. Raj dla transpłciowych.

8457806762_14ac597201_btaj

Świat nigdy nie przestaje mnie zadziwiać, a wzrok zawodzić. W niedzielę odbył się kolejny finał Konkursu Piękności Miss Polonia 2017. Wygrała 27-letnia Agata Biernat ze Zduńskiej Woli. Moje serdeczne gratulacje. Jeśli chodzi o mnie – nie oglądam tego typu show, ani nie biorę w nich udziału. Po pierwsze – nie zrobię raczej kariery w modelingu. Brak odpowiedniej figury i aspiracji. Po drugie – nie należę do próżnych kobiet, których życie skupia się i kręci wokół własnego wyglądu. To nie mój świat, nie moja broszka. Kobieta ze zdjęcia, tajka – także jest piękna. Przynajmniej w mojej ocenie. Jednak po przeczytaniu pewnego artykułu odnośnie Tajlandii jakiś czas temu – coraz bardziej doceniam fakt, że jestem Polką i stu procentową kobietą. Dlaczego tak mówię? Ponieważ uśmiechająca się do mnie ze zdjęcia kobieta, o której mowa w przeczytanym przeze mnie artykule –  okazała się być mężczyzną.!

Okazuje się, że w Tajlandii nigdy nie można mieć pewności, kogo spotyka się na ulicy. Pewność zyskasz zaglądając dopiero w dowód osobisty danej osoby. Kathoey - czyli trzecia płeć - staje się (jeśli już się nie stała) turystyczną wizytówką Tajlandii. Ubrani w kolorowe damskie stroje, przyozdobione błyszczącymi cekinami oraz piórami, w ostrym makijażu mężczyźni, wyglądają dokładnie jak kobiety. W Tajlandii na masową skalę przeprowadza się operacje zmieniające mężczyzn w kobiety. Nie ma chyba nikogo, kto wyjechałby z tego kraju nie spotykając na swojej drodze przynajmniej jednej takiej osoby. Co więcej, niejednokrotnie turyści nie zdają sobie sprawy z faktu, że w restauracji, w hotelu, w sklepie, właśnie obsłużył ich mężczyzna w damskiej skórze. Zjawisko trzeciej płci znane jest nie tyko w Tajlandii, ale w całej Azji – Wietnamie, Kambodży, Japonii, a nawet na chrześcijańskich Filipinach. Jednak właśnie w Tajlandii osoby trzeciej płci mają najbardziej komfortowe warunki do życia, co sprawia, że kraj ten nazywa się „rajem osób transpłciowych”. Kurczę…  Zawsze byłam przekonana, że operacje plastyczne to jednak domena kobiet, a tu proszę! :D

Czytam więc dalej, nieźle zakręcona: Historycznie Tajowie rozróżniali trzy rodzaje gramatyczne płci: męski (poo chai), żeński (poo y-ng) i kategorię pośrednią zwaną kathoey, czyli trzecia płeć. W ostatnim przypadku, zgodnie z definicją, to osoba, która posiadając konkretną płeć, przyswaja sobie cechy płci odmiennej.Czasem zastanawiam się, jak to właściwie jest z tą naszą tożsamością płci. Dlaczego tak trudno jest niektórym ludziom zaakceptować swoją płeć? Dlaczego decydują się ją zmienić? Ok, nie raz dopadał mnie jakiś kompleks. Patrzyłam w lustro i myślałam: zero biustu, piegi, słodka buzia. Pewnie dlatego mężczyźni mieli mnie za głupiutką, choć uroczą gąskę bez charakteru.. . Ale żeby zmiana płci?!. Ludzie, trzymajcie mnie :D.

Gdyby przestudiować historie wszystkich kathoey, większość chłopców odkrywa swoją trzecią płeć w wieku około 7 lat. Według religii buddyjskiej, która w ponad 95% wyznawana jest w Tajlandii, każdy człowiek przynajmniej raz w jednym ze swoich wielu wcieleń był, jest lub będzie kathoey. Osoba o podwójnym duchu, jak czasem nazywane są kathoey, nie mają jakiegokolwiek wpływu na swoją seksualność w życiu doczesnym. Nikt nie wybiera sobie preferencji seksualnych, a jedynie rodzi się z nimi na podstawie własnej karmy. Co warte odnotowania, większość z nich to osoby niezwykle religijne. Bez względu na to, jaka jest ich profesja – a tajemnicą nie jest, że prawie 100 % z nich w pewnym momencie życia para się prostytucją – chętnie i gorliwie odwiedzają świątynie oddając cześć Buddzie, swojemu Bogu, pracując na lepszą karmę.

Kobiece kathoey proces zmiany płci zaczynają w bardzo młodym wieku. Szczegółów tego procesu transformacji mężczyzny wam oszczędzę. Wierzcie mi, czasami lepiej wiedzieć mniej. Napiszę jedynie, że kathoey już jako kilkuletnie dzieci zaczynają brać leki hormonalne hamujące przyrost mięśni i powodujące powolną budowę piersi. Każda apteka w Tajlandii ma w swym obiegu specjalne tabletki sprzedawane bez recepty i bez ograniczeń. Do terapii hormonalnej dochodzą  też długie lata specjalnej diety , zestawy ćwiczeń fizycznych, szkoła umiejętnego makijażu i doboru ubrań. Również dzięki zabiegom chirurgii  plastycznej, która potrafi zdziałać cuda, wielu ladyboyów naprawdę trudno odróżnić od kobiet.. Implanty piersi są na porządku dziennym, do tego długie nogi, doskonała figura, delikatne rysy twarzy, zalotne spojrzenie. I można radośnie za Edytą Górniak zaśpiewać: „Jestem kobietą!”.  :D Puentę moich powyższych wypocin- niechaj zastąpi dobra rada: Jeśli będąc w Tajlandii spotkasz atrakcyjną kobietę z zalotnym spojrzeniem – nie bądź głąb i nie daj się zwieść: to na pewno mężczyzna. :D .

 

 

Intymnie, bo z duszy. (Nie) mocna Ja.

Na początku śpieszę donieść, że wróciłam w końcu do pracy! Zważywszy na to, jak długo na to czekałam – moja radość nie ma granic! Wstałam jak skowronek, pełna entuzjazmu i chęci do działania. Chwile szczęścia przeplatane są jednak wielką próbą wytrzymałości…Cierpieniem, które wydaje się być istną drogą przez mękę. Jeśli ktoś ma świadomość, co się dzieje we wnętrzu ludzkiego ciała, którym co chwile targają ataki padaczki – ten wie o czym mówię. Brak kontroli nad ciałem, przyspieszony puls, zaburzenie układu ruchu, paniczny strach i totalne wyczerpanie. Obraz nędzy i rozpaczy.To ja dzisiaj. I kiedy to w myślach pochylałam się nad swoim żałosnym stanem – jedyne co mogłam zrobić to położyć się, wziąć do ręki książkę Jezus żyje Sary Young (zamiennie z Pismem Świętym) i różaniec. To nie będzie zwykły post. To odrobina mojej prywaty , dźwiganego krzyża i przemyśleń nad tym, co tak naprawdę jest moją siłą. Cóż to takiego w ogóle  ta siła?. Słowo siła na początku kojarzy się z fizycznością człowieka. Arni ze zdjęcia z pewnością jest uosobieniem siły. Ja jestem słabego zdrowia, krucha i totalnie bezradna. Tak właśnie o sobie myślę, tak mówi o mnie mój wewnętrzny krytyk: SŁABA!…I z tej słabości wyrasta moja siła. Ponad miarę, bo łaską Boga. Wszak Jego cierpienie było nie do wyobrażenia. Z jakiegoś powodu, Wszechmogący daje mi swoją siłę. Dzieli się swoją miłością oraz doświadczeniem swojego Bólu. Absurd? Dlaczego? Kiedy kochamy kogoś naprawdę i na sto procent – chcemy z nim dzielić wszystko. Radości i smutki. Sukcesy i porażki. W prawdziwej miłości nie ma miejsca na egoizm. Nie ma Ty i Ja. Jesteśmy MY (…) Niesamowity jest ten bilans wspólnego przeżywania, dzielenia sobą: radość pomnaża się, gdy ją z kimś dzielimy, zaś cierpienie  przeciwnie – staje się mniejsze.

 

 

1367593054_zfgzbm_600

Tysiące myśli – pomimo zmęczenia – przelatuje mi przez głowę. Wiele pytań. Co twoim zdaniem kryje się za wyrażeniem „jestem silny/a”? Co jest prawdziwą siłą człowieka? Dla mnie z pewnością największą siłą jest Miłość. Ta konkretna, osobowa, skierowana do mnie przez Tego, który Jest Miłością. Bóg stał się dla mnie słaby i wzgardzony, bym ja mogła czerpać od niego siłę, mądrość i miłość niewyczerpaną i trwającą zawsze. Chcesz kochać prawdziwie i być kochany? Ucz się od Mistrza. Ja próbuję. Moje wyczerpane siły regeneruje skutecznie modlitwa i sen. Dlaczego? Bo Modlitwa przemienia moją słabość w niewiarygodną siłę. Wiara, nadzieja i miłość- oto prawdziwa siła, nasza moc. Powiem więcej: modlitwa dokonała tego, czego nie był w stanie dokonać żaden specjalista. Kozetka i tabletki przeciw depresyjne  dawno i na zawsze poszły w odstawkę. Wiara (w siebie, marzenia, odmianę losu Boga itd)- pozwala trwać. Nadzieja – chroni przed zgorzknieniem i rozpaczą. Miłość ożywia. Jeśli tak nie jest, czemu ludzie są jej spragnieni, jak spękana pustynna ziemia odrobiny wody?(..). Czemu w telewizji powstają na tony kolejne seriale i telenowele, a wielu piosenkach jest właśnie miłość (ta wzajemna bądź utracona, niespełniona) ? Zbyt mało na świecie miłości.

Moją siłą na pewno nie jest ciało, które i tak kiedyś w popiół się zmieni, ale hart ducha, wiara na przekór, życiowe doświadczenia i temperament. Zwłaszcza ośli upór. Nie udało mi się tysiąc razy , spróbuje kolejny tysiąc, aż dopnę swego.(…). Choruje 33 l? Spokojnie, do 80-tki jeszcze daleko.(…). Może zbyt intymnie, zbyt osobiście, odważnie i patetycznie…ale to wszystko we mnie siedzi i czuję, że pora w końcu docenić terapeutyczną funkcję blogowania. Czuje się naga, ale prawdziwa do bólu. A prawda wyzwala, oczyszcza, daje wewnętrzny pokój. (….). Jestem słaba  i niedoskonała, a zarazem silna, bo akceptuje siebie właśnie taką. Skoro On akceptuje taką mnie – nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się tym i taką pozostać. Trudno nam nieraz pozbyć się tym wszystkich masek, które zakładamy na przeróżne okazje , by poprzestać na jednej. Tej prawdziwej. Byciu sobą. Zawsze. Ja zostałam właśnie przy tej, która jest moim odbiciem w lustrze. Choć z rana wolę na siebie nie patrzeć :D.

 

prawdziwa-sile-czlowieka-poznaje-sie-po-sposobie-w-jaki-sie-zmaga-z-cierpieniem

Ludzka siła wyrasta ze słabości. Brzmi paradoksalnie, a jednak muszę się pod tym podpisać. Kiedy pomnażają się nasze  cierpienia – pomnaża się też siła do ich niesienia. Ja noszę swoje 36,5 lat. Zatem z upływem lat będę jak Terminator. Nie do zdarcia. :D. Wystarczy spojrzeć na przyrodę. Choćby drzewo. Jeśli jest małe , niedawno zasadzone w glebę – to w momencie przyjścia ogromnej wichury zostanie wyrwane z ziemi, powalone, zniszczone. Co innego ogromny, stary Dąb o mocnym korzeniu. Życiowe przeciwności – choć nie są mile widziane – czynią nas silniejszymi. Nie bez powodu mówi się, że co nas nie zabije to nas wzmocni. (…).

No proszę! Pisząc post uroniłam kilka łez smutku, a teraz mam na twarzy banana :D. Nie ma to jak terapeutyczna moc blogowania i łez :D. A tak podsumowując.. każdy ma czasem gorszy czas. Życie , choć piękne – kładzie nam czasami kłody pod nogi. Porażki, choroby, bolesne rozczarowania, samotność, obawy o jutro, inne trudne przeżycia – to część naszej codzienności.  Jednak silni stajemy się właśnie dzięki trudnym doświadczeniom. W słabości kryje się nasza siła. Nie wstydź się jej. W końcu jesteśmy ludźmi, nie robotami. Mamy swoje emocje, myśli, pragnienia, pomysły na życie. Ale możemy przejąć nad nimi kontrolę! Masz tę moc. Siła jest w TOBIE!. I Pamiętaj, o tym że….?

 

 

1384951325_eutsne_600

Ps. Siłą rzeczy post okazał się ewangelizacyjny. Jestem w szoku że zdobyłam się na taką odwagę i otwartość! Ale potrzebowałam tego katharsis – przelania swego stanu tutaj. Taka mała sesja terapeutyczna :D. Spełniła swoje zadanie :D.

 

Czy Harry Potter to satanista?

O Harrym Potterze – małym, niezwykle odważnym chłopcu z Privet Drive , uczącym się w szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie- słyszał niemal każdy. Seria książek okazała się takim hitem, że rozeszła się w ogromnej ilości egzemplarzy i doczekała adaptacji filmowej. Do moich rąk trafiła dzięki mojej siostrze, znacznie młodszej ode mnie, która nie lubiła czytać. Tymczasem Harrego Pottera czytała z zapartym tchem – wręcz trudno było jej przerwać. Zainteresowana nietypowym jak na moją siostrę zjawiskiem- sięgnęłam po HP zaraz po tym, kiedy N. przeszła do lektury kolejnego tomu. I tak wsiąkłam….Tak się złożyło, że na krótko po przeczytaniu przeze mnie danego tomu – wchodziła do kin naszego miasta ekranizacja  na podstawie powieści. Miałam wiec możliwość konfrontacji moich wyobrażeń, które wzbudziła we mnie książka- z wizją reżysera. Muszę przyznać- w znacznej części obie się pokrywały.

Choć „Harry Potter i…” to tylko świat fikcji literackiej i filmowej rozrywki – w niektórych środowiskach nadal wzbudza wiele emocji, sensacji, obaw. Mówi się, że od tego typu filmów / książek- każdy chrześcijan z krwi i kości, traktujący swoją wiarę serio – powinien trzymać się z daleka. Powód? Magia, czary, rzucanie zaklęć, fantastyczne stwory, duchy, atmosfera grozy, przemocy i śmierci, odwołania do satanizmu, okultyzm …. Krótko mówiąc- samo zło, pięknie i ciekawie podane, w formie niewinnej rozrywki….

Egzorcyści biją na alarm, straszą, ostrzegają, mówiąc o złych skutkach, które są owocem czytania bądź oglądania przygód małego chłopca.( mowa o dręczeniach i/ lub opętaniu człowieka przez złego ducha). Jako osoba wierząca, która trochę otarła się o duchową, realną obecność złego ducha ( mam tu na myśli posługę modlitwy wystawienniczej ) – wiem, że to nie żarty i nie wymysł ludzki. Sporo widziałam i słyszałam. Zatem sprawy nie bagatelizuje. Jestem jednak zdania, że nie należy popadać w paranoje, we wszystkim doszukując się obecności demona. Zakazując lektury Hp powinniśmy do lamusa odesłać także Smurfy, Muminki, Opowieści z Narnii i wiele innych… skończyło by się na tym, że nie mielibyśmy co czytać i oglądać. Poza tym – w życiu ludzkim tak jakoś jest, że zakazany owoc smakuje najlepiej… Tak było w Raju i tak jest dzisiaj…

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie – jestem w Bieszczadach na rekonwalescencji i łykam PIGUŁKI. Jedna z nich nazywa się właśnie Harry Potter. (tytuł oryginalny : satanista Harry Potter).Temat był prze ze mnie poruszony na moim dawnym blogu, jednak dziś ubogace go o „pigułkę Szymona H., którego nawiasem mówiąc bardzo lubię i cenię. Każdy medal ma dwie strony. Złe zostały już wyciągnięte na światło dzienne, zatem pora na te dobre.

Pomijając kwestie dogmatów wiary – Kościół , wbrew temu co myśli wielu – jest otwarty na dyskusję i dialog. I tak-aby nie być gołosłownym – Szymon H. powołuje się w swoich przemyśleniach na osobę Artura Sporniaka, który w swoim tekście zamieszczonym na łamach ” Tygodnika Powszechnego” – stawał w obronie małego czarodzieja, wymieniając wszelkie argumenty, które są zarazem dowodem na to, że  :

książki autorki przygód o Harrym – pokazują wartość przyjaźni, wierności dobru nawet za cenę cierpienia ( Harry i profesor Dumbledore) , odwagi, poświęcenia, narażania życia dla ochrony innych, pomocy niesłusznie oskarżonym, prześladowanym czy słabszym ( chłopiec Nevill Longbottom, istna ciamajda ) , uczciwej rywalizacji ( pięknie to widać w tomie HP i czara ognia), to, że nikogo nie wolno przedwcześnie skreślić czy osądzać ( np. Lupin, czy Snape, który jak się okazuje – bardzo kochał matkę Harrego ). W książkach znajdziemy też przesłanie: każdy zasługuje na drugą szansę- dobrze jest wybaczyć ( obrona Glizdogona przez Harrego ). Znajdziemy też potępienie wykorzystywania stanowiska siły, protekcji – dla egoistycznych , złych celów ( rodzina Malfoy ), manipulacje kłamstw prasowych – niszczenie ludzi dla sensacji ( Rita Skeeter ). Przykładów można by wymieniać w nieskończoność. Trzeba też przyznać, że w każdej z części Historii chłopca z Privet – Drive – dobro zawsze zwycięża zło. Zgadzam się z  tymi argumentami w stu procentach.

Skoro Harry Potter wciąga młode umysły w odmety magii, duchów i innych złych stworów, przyjrzyjmy się kilku innym Historiom. Henryk Sienkiewicz kreśląc postać Zagloby  – promuje alkoholizm. Papcio Chmiel  w przygodach Tytusa, Romka i Atomka – zachęca dzieci by spróbowały przelecieć się wannolotem. Gumisie warzą sok z gumi -jagód, eliksir, po którym maja niezłe Adhd. Kto wie, co oprócz jagód wchodzi w skład owego trunku? ☺ Strach się bać! Tego typu absurdów- można by szukać wszędzie. W każdej książce, która istnieje. Są nawet osoby, wcale nie jest ich tak mało- wg których kilka chłopów umówilo się na imprezę i tak odleciało, że w pijanym widzie postanowili napisać bestseller i dać mu tytuł: Biblia. ☺

Zmierzając do puenty….

Każdy czyta i ogląda to, co lubi, co go fascynuje, interesuje, wzbudza wiele emocji. I dobrze, że tak jest. Kto szuka, ten znajduje – Tak w życiu, jak w kinie, sztuce czy literaturze. Życie nie jest tylko czarne i białe – ma wiele odcieni. Może i rzeczywiście wiele książek czy adaptacji filmowych – promuje treści dalekie od dobrych ( np. horrory , filmy pełne przemocy, seksu, itp). Moim zdaniem Harry Potter w wersji filmowej- powinien mieć  ograniczenie wiekowe z racji, że każda kolejna część jest mroczniejsza, a zło coraz bardziej krzyczy. Jednak wrzucanie dziel typu Harry Potter do szuflady o nazwie ZAKAZANE- nie jest dobrym pomysłem. Człowiek ma umysł i własną wolę, ma prawo wyboru – nawet jeśli ten wybór okaże się zły. Mamy prawo do błędu. Nie wiedzieć czemu, Kościół mający tak ogromne bogactwo świętych – zwykłych prostych ludzi jak my- nie potrafi się z ta skarbnicą i mądrością przebić, zaintrygować, zaciekawić tak, jak czynią to bajarze typu Brown – autor Kodu da Vinci, czy autorka przygód Harrego Pottera. Zamiast zazdrościc wyobraźni, popularności i talentu ludzi światowych, może warto by przejść do ofensywy i pokazać, że Kościół w całej historii swojego istnienia -  ma równie sympatycznych, odważnych, godnych podziwu i naśladowania bohaterów? (….).