Zazdrość. Czy może być twórcza?

766

 

Tą właśnie myślą chciałabym zacząć, a zarazem zakończyć ten post. Do poruszenia tego tematu – zainspirowało mnie samo życie. Przedwczoraj spotkałam się bowiem z serdeczną koleżanką – wspaniałą żoną oraz matką 6-letniego Patryka. Sporo rozmawiałyśmy. W pewnym momencie D. zaskoczyła mnie ogromnie informacją, że pewna osoba którą dobrze znam, jest o mnie zazdrosna…..Na chwilę odjęło mi mowę. Zazwyczaj to ja zazdrościłam czegoś innym, a teraz sytuacja jest zupełnie odwrotna. Czego tamta kobieta może mi zazdrościć? Zdrowiem nie grzeszę, na dolarach nie śpię, faceta/męża nie mam, praca owszem jest, ale mało dochodowa (choć zadowolona jestem, że ją mam w ogóle). A więc?

Zazdrość od zawsze kojarzyła mi się pejoratywnie. Jej korzeniem jest przede wszystkim poczucie bycia gorszym od reszty. Niestety, wielu z nas bardzo często porównuje się z innymi (wygląd, praca, stan cywilny, status społeczny etc). Po dogłębnej analizie najczęściej wypadamy blado. Postawa zazdrości „oznacza smutek doznawany z powodu dobra drugiego człowieka i nadmierne pragnienie przywłaszczenia go sobie” (KKK, 2539). Powody naszej zazdrości mogą być różne. Najczęstszym motywem ludzkiej zazdrości są dobra materialne. Ktoś ma lepszy samochód, bardziej dochodową pracę, co roku spędza urlop za granicą, podczas gdy my ledwo wiążemy koniec z końcem. Większość wojen ma podłoże walki o dobra materialne. Innym powodem czyjejś zazdrości może być czyjaś atrakcyjność (uroda, powodzenie u płci przeciwnej), młodość, zdrowie, zdolności. Pomijam tutaj aspekt zazdrości w związku, jako że chodzi tu o relację kobieta kontra kobieta. Zazdrość wyniszcza nas od środka, Sprawia, że widzimy to, co chcemy widzieć, wyzwala w nas najgorsze instynkty. Kto ulega zazdrości, ten jest w stanie dopuścić się największego nawet zła. Z zazdrości Kain zabija Abla (por. Rdz 4, 2-8), a bracia Józefa gotowi są go zabić i sprzedają go do niewoli (por. Rdz 37, 11). To zazdrość zaślepia Saula, który zaczyna nienawidzić Dawida (por. 1 Sm 18, 9).

Szczególną skłonność do zazdrości mają ci ludzie, którzy nie wierzą w siebie, nie cieszą się własnym życiem i są egoistami skupionymi na własnych potrzebach i przeżyciach. Zazdrość to paskudne uczucie, które zawsze skrywamy głęboko w sobie. Jednak odpowiednio ukierunkowana zazdrość –  może być twórcza i przyczynić się do naszego rozwoju i wzrostu poczucia naszej wartości. Sposób jest naprawdę prosty: zamiast ciągle patrzeć na innych – skupmy swoją uwagę na sobie !. Każdy z nas jest wyjątkowy, piękny, niepowtarzalny. Wszyscy bez wyjątku mamy w sobie ogromny potencjał do wykorzystania : zdolności, wiedzę, talenty, predyspozycje, zainteresowania. To, że mniej zarabiamy niż sąsiad mieszkający naprzeciwko – nie czyni nas wcale od niego gorszym. Wszystko to siedzi w naszej głowie. Wystarczy otworzyć oczy, dostrzec w sobie to bogactwo i uwierzyć w siebie. Nie marnuj się przez zazdrość, człowieku, bo jedynym twoim Konkurentem – jesteś Ty sam.

PS. PÓKI CO BĘDĘ WRZUCAĆ NOTKI TUTAJ, BO JESZCZE NIE OPANOWAŁAM DO KOŃCA USTAWIEŃ NA BLOX. (ZWŁASZCZA, GDY IDZIE O MOŻLIWOŚĆ KOMENTOWANIA.  Na blox też ten post już wrzucony.

Efekt Wertera, czyli kilka myśli o samobójstwie

samobojstwo

 

Co jakiś czas można w mediach usłyszeć, że ktoś targnął się na swoje życie. Samobójstwo – bo o tym będzie mowa – jest ogromną tragedią człowieka. Na dźwięk słowa „samobójstwo” zawsze zadaje sobie w duchu retoryczne pytanie: cóż takiego musiało się stać, że ktoś postanawia zadać gwałt swojemu życiu?  To trudne pytanie prawie zawsze pozostaje bez odpowiedzi. Jest to zjawisko wstrząsające i niestety częste. To nieraz podwójny dramat : tego, który odszedł, oraz tych, których pozostawił. Pewnie powiecie: a co tu roztrząsać , pytać dlaczego? Po prostu człowiek był słaby, nie potrafił sprostać problemom, jakie nieraz stawia przed nami życie. Łatwiej było się powiesić, niż wziąć odpowiedzialność za siebie i własne życie. Ma to, na co sam zapracował. Ot co!… Wydaje mi się, że jesteśmy w błędzie. Bardzo często mamy mylne wyobrażenie odnośnie samobójstwa. Zatrzymujemy się na powierzchni, nie wnikając w głąb. Widzimy człowieka, który wybrał śmierć, ale nie znamy jego historii. Nie wiemy jaki dramat przeżywał, jaką walkę toczył w samotności i ukryciu. Nie przyznam się przecież do tego, że cierpię na depresję, od wielu miesięcy robiąc przed światem dobrą minę do złej gry.Muszę uporać się z tym sam/a.(….).

Możemy mówić i myśleć co chcemy, ale ludzie mający  różnego rodzaju zaburzenia psychiczne, są często stygmatyzowani w społeczeństwie. Nawet, jeśli cierpiąca osoba zwróci się po pomoc do terapeuty, nic to nie zmieni. Co bowiem wniesie pseudonaukowy banał pt. „jutro też jest dzień, wszystko będzie dobrze” w życie człowieka który stracił pracę oraz żonę i dzieci w wypadku samochodowym?. (…) Bardzo często jesteśmy zaszokowani tym, że pan Iksiński -powszechnie lubiany, mający dobrą pracę – popełnił samobójstwo. Tymczasem bardzo często osoba cierpiąca na depresję – mniej lub bardziej dyskretnie przesyła otoczeniu znaki, będące cichą prośbą: „nie daję już rady, pomóż mi”. Powinno nas na przykład zaciekawić, dlaczego zawsze towarzyska, otwarta na innych osoba – staje się nagle wycofana: ogranicza relacje z innymi, a nawet całkowicie z tych relacji rezygnuje, izoluje się. Wpada w huśtawkę zmiennych nastrojów czy niekontrolowany gniew. Postępuje lekkomyślnie, pakuje się w ryzykowne sytuacje. Zaczyna sięgać po używki lub ich nadużywać. Myśli o sobie negatywnie, nie dostrzegając swoich osiągnięć. Często prowadzi „filozoficzne” rozważania na temat śmierci. Słucha „mrocznej” muzyki… To tylko kilka sygnałów wysyłanych przez osoby cierpiące na poważną depresję. Samobójstwo to już efekt końcowy cierpień człowieka, który uznał, że jedynie śmierć może te cierpienia ukrócić.  Jeśli samobójstwo cechuje ludzi tchórzliwych, słabych i egoistycznych, to żeby je popełnić trzeba być cholernie odważnym tchórzem.

 

samobjstwo-7-638

Powodów, dla których ludzie targają się na swoje życie jest naprawdę wiele. W obliczu skali tego zjawiska, alarmujących statystyk, narzuca się pytanie: czy można coś zrobić? Myślę, że tak. Być może często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale bardzo wiele może zdziałać zwyczajna ludzka empatia: wysłuchanie drugiego człowieka , wejście w jego sytuację. Bez pouczania, prawienia kazań czy krytyki, która jeszcze bardziej cierpiącego człowieka zamyka w swoim cierpieniu i izoluje od świata zewnętrznego. Depresja to choroba duszy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że obecność drugiego człowieka w sytuacji kryzysu (nawet, jeśli ta druga osoba nie potrafi mnie do końca zrozumieć) daje naprawdę wiele. W głowie potencjalnego samobójcy toczy się bowiem potężna walka: z jednej strony – człowiek chce popełnić samobójstwo,  z drugiej – ma ogromną wolę życia. Paradoksalnie popełnić samobójstwo jest więc naprawdę trudno. Wsparcie otoczenia, dostrzeżenie problemu – może pomóc zdesperowanemu człowiekowi rozważającemu samobójstwo wybrać życie. Bardzo dobrym rozwiązaniem była by wielka akcja edukacyjna w szkołach (także dla nauczycieli, pedagogów, rodziców), częste  kampanie społeczne poruszające ten problem, panele dyskusyjne itp., bowiem samobójstwa często popełnia także młodzież i dzieci. Potrzeba nam odczarować ten temat, wokół którego wyrosło wiele mitów i błędnych przekonań. Samobójstwo to nie problem jednostki będącej najsłabszym ogniwem. To problem społeczny , cywilizacyjny. Nie dotyczy tylko ludzi biednych, mało wykształconych, czy nieporadnych życiowo. Samobójstwa popełniają także ludzie sukcesu: medialni, sławni i bogaci, którym – wydawać by się mogło – niczego do szczęścia nie brakowało. I wreszcie po trzecie: kwestia psychoterapii, która wciąż dla wielu ludzi jest tematem wstydliwym. W tym temacie swoją inicjatywę i ogromne zaangażowanie powinien wykazać także rząd, ale na to raczej nie ma co liczyć. W końcu najważniejsze dla naszego rządu jest postawienie kolejnych pomników, zmiana nazw ulic, wręczenie kolejnych orderów, czy świętowanie kolejnych smoleńskich miesięcznic. Tragedie zwykłych ludzi nie mają większego znaczenia… Przykre(…).

 

 

 

 

 

Cuda, cuda, dla nas niepojęte!

78-cuda-jezusa-3-638

Do dzisiejszej notki zainspirowało mnie kilka wypowiedzi pod notką na jednym z zaprzyjaźnionych blogów , a konkretnie:

http://szczur-z-loch-ness.blog.onet.pl .

Jak sugeruje tytuł posta – będzie o CUDACH. W sumie już jakiś czas temu nosiłam się z zamiarem, by coś na ten temat naskrobać, jednak wstrzymywałam się. Dogodny moment nadszedł dzisiaj. Ufam, że bez względu na nasze podejście do wiary, temat zainteresuje każdego. Czytając biblię, natkniemy się na wiele cudów, które uczynił Jezus: pierwsze rozmnożenie chleba, obfity połów ryb, uzdrowienie paralityka, wskrzeszenie Łazarza,  przemiana wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej, czy wypędzenie z człowieka ducha nieczystego, któremu na imię Legion. To tylko kilka z bardzo wielu cudów Jezusa. :)

 

Czym właściwie jest CUD? 

” Cud definiowany jest przez Kościół katolicki jako zjawisko, wydarzenie, którego nie można wytłumaczyć za pomocą racjonalnych argumentów. Są to niewyjaśnione i niezbadane zjawiska, nie do pojęcia dla rozumu ludzkiego. Oznacza wydarzenie nieprawdopodobne, wywołane z intencji Boga i zakładające Jego zaangażowanie.”

 

Ludzie niewierzący bądź religijni sceptycy mogą pomyśleć sobie po lekturze biblii : ” całkiem dobra powieść science fiction. Ten, kto ją napisał  naprawdę ma wyobraźnię. „. Tymczasem także w obecnych czasach Cuda Jezusa nadal mają miejsce. Wierzę w to, kilka widziałam, kilka dane mi było przeżyć osobiście. Ale nie na swoim doświadczeniu będę się opierać, lecz na opiniach ludzi sceptycznych, którzy potrzebują żelaznych dowodów, by móc z niezachwianą pewnością przyznać: tak, to był prawdziwy cud”. Ten post adresowany jest do nich w pierwszej kolejności… A zatem pora na kilka przykładów (wybór spontaniczny) :

 

1. CAŁUN TURYŃSKI

 

calun-turynski-badania

 

Być może pamiętamy tę scenę, kiedy do niosącego krzyż Jezusa podchodzi pewna kobieta, która widząc ogrom Jego cierpienia i zakrwawione oblicze, bez względu żołnierzy i liczny tłum, postanawia podejść do Jezusa i otrzeć mu twarz swoją chustą. Piękny, odważny gest współczującej kobiety. Na owej chuście Jezus pozostawił kobiecie odbicie swojego oblicza.  Całun to jedna z najcenniejszych relikwii chrześcijańskich, która przyczyniła się  już do nawrócenia wielu sceptycznie nastawionych naukowców. Jego właściwości zbijają sen z powiek najbardziej zagorzałym ateistom. Pomimo wielu niezbitych dowodów potwierdzających autentyczność Całunu, nie brakuje ludzi, którzy wciąż próbują te argumenty podważyć. To temat rzeka, więc podam tylko kilka owoców dokładnej analizy Całunu i jego autentyczności.:

  • Prof. Pierre Barbet udowodnił, że płótno odzwierciedla wszelkie cechy anatomiczne i fizjologiczne umierającego człowieka, które nie były znane ludziom w minionych stuleciach. Ustalił on, jeszcze przed II wojną światową, że Jezus został ukrzyżowany przez przybicie gwoździami do belki nie dłoni, lecz nadgarstków. Potwierdzili to później inni lekarze, między innymi Pierluigi Baima Bollone, Lamberto Coppini, Frederick Zugibe. Rany po gwoździach na całunie widoczne są na nadgarstkach, a nie na dłoniach. Gdyby całun był średniowiecznym falsyfikatem – stwierdzili lekarze – to fałszerze musieliby umieścić rany od gwoździ na dłoniach, a nie na przegubach skazańca. Tak bowiem wyobrażano sobie wówczas ukrzyżowanie.
  • Pyłki roślin i ślady DNAW 1973 i 1978 Max Frei-Sulzer, szwajcarski biolog i kryminolog, badał Całun Turyński. Zdołał zidentyfikować 58 różnych gatunków roślin, których pyłki zostały na całunie. Spośród nich tylko 17 stanowiły rośliny rosnące w Europie, pozostałe 41 charakterystycznych było natomiast dla flory Azji i Afryki. Frei odkrył, że istnieje tylko jeden obszar geograficzny, w którym spotyka się aż 38 z tych 41 rodzajów pyłków: Judea.  Autentyczność Całunu Turyńskiego badał też Avinoam Danin. Potwierdził wnioski Maxa Freia, że całun prawdopodobnie musiał pochodzić z Judei. Odkrył też na nim pyłki endemiczne dla obszaru Ziemi Świętej: czystka kreteńskiego, parolistu krzaczastego (gatunek kapara) oraz Gundelia tournefortii (gatunek krzewu ciernistego). Wszystkie one kwitną na wiosnę i nie występują razem nigdzie poza Judeą.
  • Ślady aktu zgonu Jezusa. W 1979 zostały odkryte greckie i łacińskie litery w okolicach twarzy człowieka z Całunu. Zostały głębiej zbadane w 1997 przez André Marion, profesora Instytutu Optyki w Orsay. Dzięki analizie komputerowej zostały odkryte następujące napisy: INNECEM (od łac. „in necem ibis” - „na śmierć”)IHSOY (Jezus), NNAZAPE(N)NUS (Nazareńczyk), IC (Iesus Chrestus) i kilka innych. Dla mnie to naprawdę mocny argument. Bo jakże po tak długim czasie można odczytać napisy na płótnie? I dokonać tak rzetelnej analizy? I ostatni z dowodów na potrzeby posta
  • Krew Jezusa. Prof. Baima-Bollone z wydziału medycyny kryminalnej uniwersytetu w Turynie orzekł po analizie włókien Całunu, że zawierają ludzką krew z rzadkiej grupy AB.
  • Na ciele zmarłego widoczne są rany, jakie według opisów ewangelicznych zostały zadane Jezusowi w czasie Jego męki, ukrzyżowania oraz po śmierci, kiedy ciało było jeszcze przybite do krzyża. Ciało widoczne na Całunie Turyńskim zostało uwiecznione w stanie rigor mortis, a więc śmiertelnego skostnienia, kiedy mięśnie sztywnieją, utrzymując ciało w pozycji zajmowanej w momencie śmierci lub tuż po niej, w tym przypadku w pozycji ukrzyżowanego. Skrupulatne badania przeprowadzone przez lekarzy, fizyków i chemików dokumentują, że Całun ukazuje człowieka, który zmarł na krzyżu. Rigor mortis utrzymuje się zwykle 12-24 godziny od śmierci i zanika 36-40 godzin po niej. Wynika z tego, że wizerunek na Całunie powstał w 24-36 godzin po śmierci. Zgadza się to z relacją Ewangelii, które sprawozdają, że Jezus zmarł w piątek pod wieczór, a zmartwychwstał wczesnym rankiem w niedzielę.

 

2. Paralityczka wróciła do zdrowia w trakcie modlitwy

Pochodząca z Kanady Delia Knox, która 23 lata spędziła na wózku inwalidzkim, nagle zaczęła chodzić. W 1987 r. kobieta uczestniczyła w wypadku samochodowym, w wyniku którego straciła władzę w nogach. Ale w sierpniu 2010 r. roku, 46-latka przyszła na spotkanie modlitewne i podczas modlitwy stanęła na nogi. Co ciekawe, Knox nie wierzyła wcześniej w cuda.

 

3. FATIMA

1917 rok. Troje dzieci zauważyło nad polem – świetlistą kobiecą postać zawieszoną w powietrzu. Zjawa powiedziała im, że przybywa z nieba i że będzie się pojawiała trzynastego dnia każdego miesiąca. W październiku na miejscu cudu zjawiło się około 70 tysięcy osób. Wiele z nich potwierdziło potem, że widziało Objawienie na własne oczy. W 1951r. ekshumikowano ciało jednego z trójki dzieci, którym objawiła się w Fatimie Matka Boża. Ku zdumieniu osób obecnych przy ekshumacji, ciało było doskonale zachowane, zupełnie jakby została zabalsamowana. Zjawisko samoistnej mumifikacji zwłok, chociaż niezwykle rzadkie, zostało jednak naukowo potwierdzone.

 

4. Sokółka, Legnica  - czyli Cud Eucharystyczny (nie pierwszy i nie ostatni). Patrz: link poniżej. Słuchałam, przemyślałam. Cud i basta. :)

 

5. Dedykowane Seeker – powinno cię zaciekawić :)

 

Alexis_Carrel.363160656_std

Mężczyzna na zdjęciu to Dr Alexis Carrel, wybitny naukowiec, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, nie wierzył w możliwość istnienia rzeczywistości ponad naturalnej i cudów dokonywanych przez Boga. Był agnostykiem. Wierzył natomiast w to, co pewne koła naukowe promowały, a mianowicie samowystarczalność natury i ślepy przypadek w powstaniu tego, co obserwujemy w przyrodzie. Bóg według tej teorii nie był potrzebny komukolwiek, do czegokolwiek. Często też słyszał on o rozgłaszanych objawieniach Maryjnych w Lourd i wielu cudownych, nagłych oraz niewytłumaczalnych uzdrowieniach z ciężkich i nieuleczalnych chorób, które miały tam miejsce za sprawą modlitwy do Boga i wody z cudownego źródełka. Carrel uważał zaś, że są to jakieś bzdury. Śmiał się z tego do czasu, kiedy do Lourdes przybył jako lekarz i naukowiec, aby raz na zawsze skompromitować, ośmieszyć i udowodnić tą całą nieprawdę. Jak można się domyśleć – nie udało mu się swego celu osiągnąć. Wszystko to za sprawą Marii Ferrand, młodej dziewczyny z zaawansowaną gruźlicą otrzewnej. Dziewczyna już od lat nie podnosiła się z łóżka, była żywym szkieletem i stan jej w momencie przybycia Doktora do Lourdes był agonalny. Medycyna była bezradna, zatem chora szukała wsparcia i ratunku u Boga i Maryi. Rezultat? Dziewczyna wyzdrowiała!. Carrel musiał skapitulować i uznać całe to zdarzenie za cud. Umierająca już Maria Ferrand, po wielu latach cierpień i ciężkiej wyniszczającej ją choroby doświadczyła nagłego i spontanicznego uzdrowienia pozbawiającego ją śladów tej wieloletniej choroby ze zmianami organicznymi i to nawet bez żadnego okresu rekonwalescencji!. Tego po prostu nie dało się wyjaśnić. Dzięki temu zajściu Dr Alexis Carrel się nawrócił, w końcu uwierzył…

 

6. XX w.- MARTA ROBIN 

KPJktkpTURBXy84MTc1MjFmNmExNGNmZmQ3ZDkxNzgzYzYzYTUzMGVkZi5qcGeSlQMAWs0CNs0BPpMFzQMUzQG8

 

Kobieta, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Francuska mistyczka i stygmatyczka. W 1918 roku, gdy miała 16 lat, zaczęła chorować, prawdopodobnie na wirusowe zapalenie mózgu, które w 1929 roku doprowadziło do całkowitego paraliżu. Od tej pory aż do śmierci w 1981 roku kobieta leżała w łóżku w swym domu. Paraliż objął także jej przełyk. Nie mogła jeść ani pić. Przez ponad pół wieku odżywiała się tylko komunią św. (podczas, gdy mój apetyt i poczucie smaków są jak na kobietę spore).

 

To tylko kilka przykładów…Takich cudów , niewytłumaczalnych zjawisk, uzdrowień – jest naprawdę wiele. Cuda duże i małe zdarzają się także w moim życiu. Według lekarzy – miałam być roślinką. Całkowicie pod aparaturą i nieustanną opieką. Miałam być jedynie ciężarem.  Niedorozwiniętą istotką, wybrykiem natury. Miałam nie chodzić, o funkcjonowaniu w społeczeństwie nie wspominając. Lekarze przekreślili więc moje życie na starcie. Wbrew ich prognozom- stało się inaczej. Chodzić nauczyłam się późno, jako czterolatka. Funkcjonuje nie najgorzej. Może niektórych rzeczy nie ogarniam, nie wszystko potrafię zrobić samodzielnie, ale myślę, czuję, rozumiem, jak umiem wyrażam siebie, a nawet bywam inspiracją i prawdziwą radością w życiu niektórych otaczających mnie osób. Miałam też w życiu kilka poważnych kryzysów, w tym dwa podejścia do samobójstwa. Z a pierwszym razem – przeszkodził mi telefon. Za drugim – wzięłam, zbyt  małą dawkę leków. Zostałam uratowana przed samą sobą. Trzeciego podejścia nie będzie. :). Takich „cudów” mniejszych bądź większych – doświadczyłam znacznie więcej. Podsumowując: Cuda naprawdę się zdarzają. Wystarczy tylko mieć nadzieję i otwarte oczy (…). A co do cudownego rozmnażania (nie tylko chlebów i ryb) : jak jesteś wdzięczny i hojny w dzieleniu się z innymi, zawsze ci będzie dobra przybywać. Taka jest właśnie Boża matematyka :).

Małpi rozum, czyli jak promocja oddziaływuje na człowieka

 

Zaniedbałam się….rozleniwiłam…przysnęłam…. Ale pamiętam o Was, wpadam, podczytuję. Na wielu blogach czuć już przedświąteczne klimaty. Ja jeszcze o świętach nie myślę. Zacznę od 6.12 zapewne :). Z racji wczorajszego szaleństwa zwanego Black Friday oraz nadchodzących Świąt – postanowiłam skrobnąć myśli kilka o Reklamie -  nieodzownym elemencie naszego życia. Jest obecna dosłownie wszędzie:  w sklepie, w gazetach, w radiu i  telewizji, na bilboardach, w skrzynce na listy, a nawet w internecie… Jesteśmy nią bombardowani z każdej strony. Ich nachalność sprawiła, że jak tylko zobaczę reklamę w TV czy usłyszę w Radio – natychmiast wyłączam jedno i drugie. Reaguję na nią alergicznie, tak samo jak mój Tata.

Promocja… na dźwięk tego słowa – ludzie dostają małpiego rozumu. Ogarnia ich jakieś szaleństwo. Rzucają wszystko, czym dotychczas się zajmowali, zabierają portfele , wsiadają w samochody (ewentualnie tramwaje czy autobusy) i zaczynają się wyścigi. Bo każdy chce zdążyć kupić towar, póki jeszcze jest dostępny. Skutek jest taki, że drogi są sparaliżowane, a w marketach czy galeriach handlowych kolejki porównywalne z tymi w czasach PRL.

 

605

 

Moje oczy co prawda tego nie oglądały, gdyż dopiero co przyszłam na świat. Ale rodzice i dziadkowie sporo opowiadali mi jak to wtedy było: o wszystko trzeba się było bić . Nie było takiego zaopatrzenia jak dzisiaj, więc po wiele towarów (jak choćby chleb, papier toaletowy czy mięso) stało się godzinami. W związku z tym na deficytowe produkty każdy „polował”. Nawet realizacja bonów i kartek była niepewna. Obecnie mamy tak wielką możliwość wyboru , że nieraz trudno nam się zdecydować się co kupić. Herbata czarna czy owocowa, zielona, z pigwą, ziołowa…Musztarda stołowa, sarepska, kremska. Masło czy margaryna? itd. itd.  Tak wielki wybór towarów na sklepowych półkach to pole do działania dla producentów reklam oraz  firm, które chcą pozyskać klienta, osiągnąć większe zyski.

Idą Święta. Niedługo sklepowe wystawy zostaną pięknie wystrojone. Pojawią się girlandy, przystrojone choinki, moc kolorowych świateł i inne cudeńka tak cieszące nasze oczy i pozwalające nam poczuć ten świąteczny klimat. Na ulicach rozbiją swe drewniane stragany Świąteczne Jarmarki. Usłyszymy dźwięk pięknych, dobrze nam znanych kolęd. To kwestia dosłownie kilku dni. Zobaczymy też coraz więcej obniżek cenowych, zestawów upominkowych itd. To, co myślę o takim promowaniu Świąt – napisałam już pokrótce u Aisab (
http://ocalic-od–zapomnienia.blog.pl/?p=4515
)  więc dublować nie będę. Napiszę jedynie, co dla mnie jest dobrą reklamą. Jestem osobą bardzo praktyczną. Czyli jeśli potrzebuję , to kupuję. Nie lecę na promocje, jeśli w danym czasie danej rzeczy nie potrzebuję. Raczej nie kupuję hurtowo. Powody są dwa : promocyjne towary nieraz są wadliwe, co człowiek nie zawsze zauważy w porę. Jeśli sprzedawca obniży cenę danego produktu ze względu to, że jest on wybrakowany – nie ma wtedy podstawy do złożenia reklamacji na tą konkretną usterkę. A o tym sprzedawca raczej nas nie poinformuje :). Na promocjach zwyczajnie wystawione jest to, co najmniej schodziło dotychczas :). Prosty mechanizm, który dobry obserwator zauważy :). Nie było by ofert promocyjnych, gdyby sprzedawcom miało się to nie zwrócić. A zwróci się, i to szybko. Po drugie:  jestem zdania, że naprawdę dobry produkt zareklamuje się sam. Niepotrzebna mu do tego telewizja, prasa czy radio. Wystarczy jeden zadowolony klient, który będzie zachwalał sąsiadce czy koledze z pracy. Ten wypróbuje i jeśli będzie zadowolony , poleci go innym. Powstanie w ten sposób naprawę spory łańcuch zadowolonych klientów, stanowiących żywą reklamę danego produktu. :). Moim zdaniem taka poczta pantoflowa odniesie o wiele lepsze efekty ,niż bombardowanie nas spotami reklamowymi w TV (…).

Smutne życie bogacza

Jaka_recepta_bogactwo_6636229

 

Co jakiś czas dzwoni do mnie nieznany numer z kuszącą i pobudzającą wyobraźnię wiadomością: „Dzień dobry, z tej strony Hubert Urbański z Milionerów…”. Bogactwo to wielka pokusa, pragnienie wielu z nas. Czasem  może i Tobie zdarza Ci się w duchu westchnąć, jak ubogi żyd Tewje : „Gdybym był bogaty…”. Wtedy wszystko było by inaczej.

Gdybym była bogata…ach! co to było by za życie! Raj na ziemi! Tyle moich codziennych trosk rozpłynęło by się jak we mgle, zniknęło bezpowrotnie! Opłaty za czynsz podnieśli? W sklepach drożyzna? Choroba? To już nie zabiera mi snu z powiek. Jestem materialnie bezpieczna. Stać mnie nie tylko na podstawowe potrzeby, zapewniające mi przeżycie od pierwszego do pierwszego, ale i na przyjemności, zaspokajanie swoich fanaberii, najróżniejszych zachcianek. Mogłabym w końcu spełnić to wszystko, o czym od dawna marzę: wycieczka do Dubaju, Ziemi Świętej, Meksyku, Japonii, Australii, Kanady…Lot balonem. Kurs nurkowania.Skakanie z bungee. Jazda konna. Dłuuugi urlop na Karaibach. Własna willa: Ogromny dom z jackuzzi, kątem do gry w bilard, piękną mahoniową biblioteką, ogromną sypialnią, pięknym ogrodem, gdzie spędzałabym popołudnia. …Ależ się rozmarzyłam! (…). To tylko kilka moich pragnień, wszystkich nie wyliczę, bo trochę ich jest. :). Ty, drogi czytelniku , zapewne też masz wiele swoich, równie ciekawych marzeń, które wciąż czekają na możliwość ich realizacji. :). I dziś właśnie będzie co nieco o bogactwie. A w zasadzie nie tyle o nim, co o jego wysokiej cenie, jaką często człowiek płaci w życiu…

Bogactwo bez wątpienia ma swoje plusy. Życie człowieka bogatego na pewno jest łatwiejsze, ciekawsze. Bogaty nie martwi się kolejką do lekarza. Uda się do prywatnej kliniki, a w razie czego wsiądzie w swój wypasiony samochód lub prywatny samolot , aby leczyć się za granicą. W innych krajach medycyna jest bardziej rozwinięta niż u nas. Być może lekarze w innym kraju znaleźli by sposób na moje całkowite wyleczenie? Tutaj, w Polsce, zmagam się z chorobą 36 lat, a lekarze po prostu bezradnie rozkładają ręce. Dalej: Bogaty ma lepszy kontakt z kulturą oraz rozrywką. Pokazy mody, różnego rodzaju towarzyskie imprezy, kluby, wernisaże , muzea, teatry, czy kina – stoją przed nim otworem. Człowiek biedny na takie przyjemności pozwolić sobie nie może. Zwykły Kowalski, z najniższą krajową – co najwyżej będzie korzystać z „okazji” , polować na ciekawe seanse z korzystną ceną. Ja dawno zrezygnowałam z sieciówek. Ale to, w jaki sposób zarabiają kina, to już zupełnie oddzielny temat… Bogacz jest wypoczęty. Z racji, iż śpi na pieniądzach – może urlopować się cały rok.To on decyduje dokąd, kiedy i czym pojedzie na wakacje. Nie liczy się z kosztami. Jedyne co może go ograniczać, to fantazja i ciekawość. Wspaniale!. Brzmi naprawdę super. Jednak każdy medal ma dwie strony. Bogactwo również. Czy bogacz może być nieszczęśliwy? Myślę, że nie tylko może, ale często jest. Pieniądze mają to do siebie, że łatwo jest stracić. Po drugie – nie wszystko da się kupić za pieniądze….

 

WADY BYCIA BOGATYM 

1# LUDZKA ZAZDROŚĆ/ZAWIŚĆ

Tacy już jesteśmy: zazdrościmy tym, którym powodzi się lepiej niż nam. Bardzo często taką osobę obgadujemy, oczerniamy, wydajemy sądy. Linczujemy. Wieszamy przysłowiowe psy. Przykładów jest wiele, można je niejednokrotnie znaleźć na portalach plotkarskich typu pudelek, gdzie co jakiś czas pod obstrzałem ludzkiego hejtu pada jakaś gwiazda. Niektórzy nawet posuwają się do robienia większych świństw. A wszystko to przez zazdrość…Niestety, taki jest jeden z ciężkostrawnych skutków ubocznych bogactwa. Trzeba mieć naprawdę silną psychikę, by się nie dać złamać przez takich wrednych krwiopijców, zazdrośników, czy hejterów.

2# Fałszywi przyjaciele

Nie bez powodu zwykło się mawiać, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Bogatego człowieka otacza zazwyczaj wielu ludzi. Któż nie skorzystałby z bliższej znajomości z bogatą osobą? Będąc bogatym nigdy do końca nie wiadomo, kto faktycznie jest twoim przyjacielem, a kto kręci się wokół ciebie przez wzgląd na twój stan posiadania. Dopiero czas i traumatyczne wydarzenia weryfikują, kto zasługuje na miano przyjaciela….

3# Inne traktowanie

Ludzie bogaci są traktowani inaczej, niż reszta, która: nadskakuje im , traktuje  jak kogoś o wyższym statusie społecznym, komu trzeba się przypodobać, podlizać . Ale gdy się tylko się z bogaczem pożegna, nierzadko miesza go z błotem. Bardzo często ludzie ubożsi kopią dołki pod tym, którym wiedzie się lepiej. Są niezwykle obłudni. Często dobrze się przy tym kamuflują.

4# Samotność

Patrz punkt 2#. Jeśli w końcu bogaty przejrzy na oczy i pozna naprawdę, komu zależy na nim, a nie jego majątku , często zostaje sam. Milionerzy dochodzą do swoich majątków przez lata. Kosztem życia osobistego, znajomych, rodziny. Ich celem był finansowy sukces, dobrostan. Po latach, kiedy cel został osiągnięty, okazuje się, że prawdziwi przyjaciele których kiedyś mieliśmy opuścili nas, gdyż nie mieliśmy dla nich czasu…

5# Uzależnienie

Tak, od pieniędzy także można się uzależnić!. A nawet nie tyle od samych pieniędzy, co od doznań, które one dają. Drogi, dobry samochód,  którym po jakimś czasie się znudzi – można łatwo zastąpić  nowszym, droższym, lepszym.  Podobnie z ubraniami, biżuterią, rozrywkami. Pomimo zaspokojonej, drogiej  zachcianki –  człowiek bogaty nie potrafi się tym cieszyć jak dawniej. Uczucie radości zostaje wyparte przez frustrację. O wiele cenniejsza i zdrowsza jest umiejętność czerpania radości z tego, co ma się tu i teraz.

6# DEPRESJA I/ORAZ SAMOBÓJSTWA 

Ludzi sukcesu także dotyka depresja. Bogatym wcale nie jest tak łatwo, jak uważamy.  Wydaje się, że taki człowiek ma wszystko, a tak naprawdę nie ma niczego. Rodziny, prawdziwych wiernych przyjaciół, sensu życia. Przez lata odgradzał się od innych murem, owładnięty żądzą pieniądza. Presja sukcesu, trudności finansowe, stres wywołany pracą, obawy o utrzymanie godnego poziomu życia, lęk przed bankructwem, czy wreszcie strach przed odrzuceniem – to tylko kilka przyczyn, mogących wywołać depresję u takiej osoby. W Polsce dopiero od niedawna gwiazdy zaczęły otwarcie mówić o swoich problemach i bardzo się z tego cieszę. Może w końcu depresja przestanie być dla nas tematem Tabu, powodem naszego nieuzasadnionego wstydu. Może dzięki odwadze ludzi show – biznesu , w końcu przestaniemy udawać, że wszystko jest w porządku , podczas gdy w rzeczywistości nie chce nam się żyć?…

To tylko kilka przykładów  ciemnych stron bogactwa. Na nich poprzestanę, gdyż post przeradza się ku mojemu zdziwieniu w felieton. :D A zatem pora najwyższa na krótką puentę :

1488320977_2or0eh_600monwey

Seks-robot w sypialni

geisha-884684_960_720

Japonia -  ”Kraj Wschodzącego Słońca”. Moim zdaniem : jedno z najciekawszych i najpiękniejszych miejsc na świecie. Fascynująca kultura , nieszablonowy styl życia,  tradycja, piękno przyrody i achitektury, różnorodność i bogactwo religii – to znaki rozpoznawcze Japonii.  Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze bardzo chciałam zobaczyć na żywo to urocze miejsce. Kulturowo jest to naprawdę bogaty, fantastyczny kraj. Jest tam co oglądać: Pałac Potala- warowny pałac Dalajlamy, duchownego przywódcy Tybetu, Zamek Himeji – wspaniała średniowieczna budowla, Sanktuarium sinto - święte miejsce sintoizmu na wyspie Itsukushima, Fudżi-wulkan , będący najwyższym szczytem Japonii i wiele wiele innych. Japonia jest także kolebką większości nowinek technicznych.  I dziś właśnie o tym będzie: o nowinkach technicznych, które mówiąc szczerze – nie za bardzo mi się podobają. Ale o tym dalej….

Parę dni temu , przeglądając Internety – wpadł mi w oko artykuł,  który delikatnie rzecz ujmując – wprawił mnie w osłupienie. Okazuje się bowiem, że światowy rynek erotyczny od dłuższego czasu podbijają roboty świadczące usługi seksualne. (Bosheeee!). 

sekslalka-realdoll_27697373

Przedstawiam wam Harmony 2.0. (na zdjęciu powyżej). Na pierwszy rzut oka – najprawdziwsza, bardzo seksowna kobieta, ciesząca niejedne męskie oko. W rzeczywistości – lalka, kobieta- robot, do złudzenia przypominająca prawdziwą kobietę. Oprócz walorów fizycznych, posiada pewną niezwykłą umiejętność: potrafi mówić. Za pomocą zainstalowanej w telefonie aplikacji użytkownik może sobie wybrać na jaką kobietę ma dzisiaj ochotę: nieśmiałą, uległą, wyuzdaną, zazdrosną, towarzyską, otwartą na przygody?. Wszystko zależy od męskich preferencji. Jeden klik, potem bzyk. Biedne prostytutki – mają konkurentki, które mogą niedługo pozbawić je pracy. Bardzo dochodowej.

Wielką furorę robi w Wielkiej Brytanii inteligentny kobiecy sex-robot o imieniu Samantha. Jest ona zaprogramowana w ten sposób, że można z nią nie tylko iść do łóżka, ale także porozmawiać o pogodzie, pożartować i pooglądać telewizję. Jej wartość rynkowa wynosi (uwaga)  3-3,5 tys. funtów.` Na rynku robotycznych towarzyszy człowieka dzieje się coraz więcej, także w segmencie zarezerwowanym dla sypialni. Jest kilka firm, które już sprzedają prototypy lub zamierzają to zrobić. Ich roboty są różne, mniej lub bardziej zaawansowane, ceny wahają się od kilku tysięcy do kilkunastu tysięcy dol. Jedne da się personalizować mniej, inne bardziej – z kształtem sutków i kolorem włosów łonowych włącznie.(odpadłam czytając to). Pół biedy, jeśli mężczyzna korzysta z usług sex- kobiety – robota , by zaspokoić swoje erotyczne fantazje, których żona/kochanka/partnerka zaspokoić nie potrafi. Dla mężczyzny sfera seksualna jest bardzo ważna (jeśli nie najważniejsza) i nie ma się co oszukiwać drogie Panie. Ale nie do pomyślenia jest dla mnie takową kobietę-robota traktować jak członka rodziny, kiedy ma się żonę i dzieci! Jeszcze trudniej jest mi sobie wyobrazić (tym bardziej zaakceptować) uprawianie seksu w trójkącie mąż+żona+robot (a to się już zdarza). 

Można się dziwić i oburzać, pukać palcem w czoło. Jednak skoro takie sex- roboty powstają i cieszą się tak dużym zainteresowaniem – widać jest na to zapotrzebowanie. Moim zdaniem wiąże się to bardzo mocno z nieprzepracowanymi męskimi problemami w sferze seksualnej, a także dojmującym poczuciem pustki, problemem samotności, brakiem bliskiej osoby, niemożnością osiągnięcia orgazmu,  trudnością w zaspokojeniu potrzeb seksualnych partnerki itp. Dlaczego mężczyźni zamiast fachowej pomocy , terapii psychologicznej – wolą masturbację, czy usługi kobiety-robota, które do tanich nie należą? Nie wiem. Widzę tu również inny powód popularności sex-robotów:  Dla sex-lalki nie trzeba się starać: kupować kwiaty, zapraszać na drinka, romantyczną kolację, uwodzić, zdobywać. Ją się po prostu ma. Ona  jest gotowa do „zabawy” w każdej chwili dnia i nocy. Spełni każdą naszą erotyczną fantazję. Czy niedługo dojdzie do tego, że roboty całkiem zastąpią nam relacje z żywymi ludźmi? Oby nie….

A jak pod tym względem wygląda  sytuacja w Polsce? Z przeprowadzonej przez metro.co.uk ankiety, w które wzięło udział ponad 35 tys. osób wynika, że 39 proc. z nich uważa seks roboty za nieodłączny element naszej przyszłości, który zdominuje ludzkie życie. Nie wygląda to zbyt optymistycznie.  Jednak dla mnie żaden, nawet najdoskonalszy robot – nie jest w stanie zastąpić człowieka. Nic nie jest w stanie zastąpić zbliżenia dwóch kochających się osób: czułego dotyku, od którego przechodzą dreszcze. Zapachu skóry. Naszej reakcji na pieszczoty partnera. Spojrzeń w oczy. Nawet, jeżeli trudno nam w pełni zaspokoić nasze potrzeby i fantazje seksualne – wystarczy szczera rozmowa i wspólne, radosne, otwarte eksperymentowanie, odkrywanie swojego ciała na nowo. To znacznie lepsze, przyjemniejsze i zdrowsze, niż sex z jakimś robotem. Ja w każdym razie Robotom mówię zdecydowane NIE!!! . 

Marihuana. Zalegalizować czy nie?

 

Marihuana. Słowo, które elektryzuje i nieustannie budzi wiele kontrowersji.Najbardziej znana i uproszczona definicja mówi, że są to wysuszone i czasem sfermentowane kwiatostany żeńskich roślin konopi, zawierające substancje psychoaktywne. W naszym kraju traktowana jest jako narkotyk miękki - jeden z najbardziej popularnych.  O tym , jak narkotyki działają na organizm człowieka , dość szybko dowiedziałam się z zagadkowej dla mnie książki pt.” My, DZIECI Z DWORCA ZOO” leżącej na półce u mojej babci. To jedna z tych książek, które nie tylko uważam za pozycję wartą przeczytania. To moim zdaniem – lektura obowiązkowa dla każdego (zwłaszcza dla młodzieży). Miałam naście lat, kiedy wzięłam ją z ciekawości do ręki. Okazała się niezwykle ciekawą, szokującą, opartą na faktach historią młodej dziewczyny Christiane, która pod wpływem chłopaka  w którym się zakochała – zaczyna palić, ćpać, wciągać, zdobywać kolejne działki za sex. Słowem – spada na dno. Po więcej – odsyłam tutaj:


http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,15915874,Zycie_po_dworcu_Zoo__Jak_sie_ma_najslynniejsza_niemiecka.html

Marihuana to narkotyk. Zatem mówiąc krótko: Szkodzi. A tego, co szkodzi po prostu unikam. Tak właśnie postrzegałam „Marysię”. Wielkie było więc moje zdziwienie, kiedy padło po raz pierwszy na naszym polskim podwórku hasło: sadźmy, palmy, legalizujmy!. Myślę sobie: „ludziom padło na mózg. Chcą legalizować to świństwo wiedząc, jak to działa, jak łatwo się uzależnić… a może jednak nie wiedzą?”. Jakiś czas później w tvn 24 trafiam na konferencję prasową pewnego klubu. Przy głosie  - kobieta, matka dwójki dzieci chorujących na padaczkę . Opowiada, jak jeszcze do niedawna wyglądała codzienność jej chłopców. Bardzo częste i silne napady drgawkowe, które czasami kończą się utratą przytomności. Płacz, smutek, poczucie bezradności rodziców, leczenie nie odnoszące  najmniejszych rezultatów. Słowem – klęska. I nagle przychodzi ratunek. Okazuje się bowiem, że marihuana tak źle się kojarząca, wykazuje także właściwości lecznicze. Synom tej kobiety zaproponowano leczenie tzw. marihuaną medyczną. Kobieta wyraziła zgodę na taką formę terapii, dzięki czemu ich pociechy z upływem czasu – zamiast 100-200 napadów miesięcznie, mają góra 20-30 miesięcznie. Łagodniejszy jest także sam ich przebieg. Długo nie mogłam przyjąć tego do wiadomości, że to co zabija – może także leczyć. A jednak….

Poszperałam w Internetach. Lecznicze właściwości marihuany, znane były ludziom już w Starożytności. Pierwsze zapiski o jej pozytywnym wpływie na organizm pochodzą z około 1000 r. p.n.e.. W Egipcie rośliną leczono przewlekłe bóle, choroby oczu, a także hemoroidy. W Indiach służyła do uśmierzania różnych bólów, w tym kobiecych porodów. Konopie stosowano również w starożytnej Grecji i w krajach muzułmańskich. Istnieje  ponoć szereg badań, które pokazują, że stosowanie marihuany, może pomóc leczyć choroby cywilizacyjne, uśmierzać bóle, czy też inne objawy dysfunkcji organizmu.

Pora na kilka głosów samych pacjentów:

#Gabriella: „Zaszłam w ciążę dzięki globulkom z marihuany”

Gabriella jest naturoterapeutką. W wieku 23 lat zdiagnozowano u niej bardzo poważną chorobę, w wyniku której miała nigdy nie mieć dzieci. Tak przynajmniej twierdzili lekarze. Włoszka jednak nie poddała się i dzięki stosowanym dopochwowo globulkom z marihuany własnego pomysłu udało jej się nie tylko zwalczyć chorobę, ale także zajść w ciążę i urodzić dziecko. Swoim niezwykłym doświadczeniem i metodą dzieli się obecnie z kobietami na całym świecie.

# Mykayla - 7-latka, którą leczono marihuaną

U Mykayli Comstock, gdy miała 7 lat,  zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną. Chemioterapia nie pomagała i choroba postępowała. Zrozpaczeni rodzice zdecydowali się rozpocząć terapię w postaci tabletek wypełnionych olejkiem z konopi (podaje portal Onet pl). W amerykańskich mediach zrobił się szum. Krytykowano rodziców, którzy zdecydowali się leczyć 7-latkę w taki sposób (nic dziwnego: mnie także to wciąż szokuje). Efekt jest taki, że Mykayla  czuje się coraz lepiej. Wyniki krwi i badania wykazują, że liczba komórek białaczkowych zmniejszała się w trakcie trwania terapii.  30 lipca ubiegłego roku po raz ostatni znaleziono komórki białaczkowe w krwi dziewczynki. Obecnie 9- letnia dziewczynka czuje się dobrze. (…).

# Lynn Cameron ze Szkocji – rak mózgu

W 2013 roku u Lynn zdiagnozowano raka mózgu 4 stopnia. Nieuleczalnego. Wtedy rozpoczęto tradycyjną formę leczenia – chemioterapię i radioterapię. Żadna z tych metod nie przyniosła rezultatów, a lekarze dawali jej od 6 do 18 miesięcy życia. Zaczęła poszukiwać informacji na temat alterantywnych form leczenia, wyeliminowała z diety cukier i przetworzoną żywność. Następnie odkryła, że marihuana ma uzdrawiającą moc i przeczytała wiele historii dotyczących leczenia raka olejem RSO. Była do niego sceptycznie nastawiona, ponieważ jest on nielegalny. Nie miała jednak nic do stracenia i postanowiła ratować swoje życie kosztem więzienia. Lynn postanowiła, że rozpocznie kurację olejem RSO. Każde kolejne badanie przynosiło poprawę. Podczas szóstego rezonansu okazało się, że nowotwór zniknął!”

# Stephen:  Pokonałem depresję.

Stephen przez wiele lat cierpiał na depresję i nie potrafił odnaleźć się w społeczeństwie. Marihuana zmieniła jego życie o 180 stopni – teraz Stephen jest odnoszącym sukcesy mężczyzną, który aktywnie działa na rzecz legalizacji. Jego historia została opublikowana w książce ,,Cannabis saved my life: stories of hope and healing’’ napisanej przez Elisabeth Limbach.

# Robert Randall - pionier stosowania medycznej marihuany w USA. Chory na zaawansowaną jaskrę próbował różnych terapii, ale żadna nie przyniosła rezultatu. Lekarze stwierdzili, że ok. 30. roku życia bezpowrotnie straci wzrok. Randall zauważył, że stan jego oczu poprawia się po wypaleniu marihuany. Oskarżony o nielegalne jej uprawianie, na drodze sądowej wywalczył sobie prawo do zażywania lekarstwa. Zmarł w wieku 53 lat i do końca życia zachował sprawny wzrok.(…)

Niewiarygodne…Świadectwa tych ludzi, którzy wygrali walkę z chorobą, są naprawdę imponujące. Takich przykładów (także polskich) jest cała masa. Mimo to, wciąż jestem rozdarta między za i przeciw legalizacji. Owszem, dla wielu chorych to nowa nadzieja i nowa szansa na poprawę jakości życia a nawet odzyskanie zdrowia. Ale! Nie zapominajmy o drugiej stronie medalu. Jest to substancja narkotyczna i jak każdy narkotyk, może prowadzić do uzależnienia a co za tym idzie - do poważnego uszkodzenia układu nerwowego. Palenie marihuany może także prowadzić do depresji. Wg badań – młode osoby, które palą marihuanę – są w znacznym stopniu narażone są na próby samobójcze. W niektórych przypadkach mogą pojawić się zaburzenia psychotyczne, m.in. urojenia, prześladowania, omamy, depersonalizacja itp. W chwili, gdy osoba sięgająca po marihuanę, ma problemy o podłożu nerwicowym (np. lęki, natręctwa itp), objawy te mogą być silniejsze i utrzymywać się stale. Wówczas zostaje leczenie psychiatryczne i odwykowe. Marihuana nie jest zatem zupełnie bez powodu  środkiem niedozwolonym w Polsce. Faktem jest jednak , że brak jej legalizacji też na nic się tu zda. Tacy już jesteśmy, że zakazany owoc lepiej smakuje. Dla wielu osób, rzeczy niedozwolone są najbardziej atrakcyjne. Nawet, jeśli nie dojdzie do jej PEŁNEJ legalizacji,  ludzie i tak będą ją brać, zdobywać w nielegalny sposób. Legalizacja z kolei – odebrałaby Marihuanie atrakcyjność zakazanego owocu. Zyskałaby na tym sporo nasza gospodarka. Uniemożliwiono by biznes przemytnikom narkotyków, sprzedając towar po dużo niższych cenach niż na czarnym rynku. Bez względu na to, czy dziś jesteśmy za czy przeciw legalizacji, ten temat będzie co jakiś czas powracał do nas jak bumerang. Nie uciekniemy od dyskusji na temat marihuany. Ma ona grono wielu zwolenników. Miłośnicy konopi stworzyli wokół niej kult. Niektórzy polscy artyści, wybili się poprzez utwory, związane z legalizacją marihuany. Znane marki odzieżowe, wprowadziły motyw marihuany na swoich produktach. Wyprodukowano także sporą ilość gadżetów z motywem konopi. W mojej okolicy  istnieje nawet (legalnie – potwierdzone przez policję)  „KONOPNA FARMACJA”, pierwsza w Polsce! – patrz link poniżej:


http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/slask/w-katowicach-jest-konopna-apteka/dtttrk9

Fanów do zakupu powyższych rzeczy nie brakuje. Odnośnie gospodarki, mały przykład w ramach refleksji : Stan Kolorado od stycznia 2013r., prowadzi sprzedaż marihuany w celach rozrywkowych. Legalnie mogą ją kupić osoby powyżej 21 roku życia. Z wyliczeń „USA Today”, wynika że sprzedaż marihuany w celach rozrywkowych, w ciągu miesiąca, wzbogaciła budżet o 2 mln dolarów. Tyle dała prosta legalizacja. I w końcu inna rzecz , którą warto wziąć pod uwagę: Papierosy czy alkohol  też uzależniają (kto wie, czy nie bardziej ?). Mimo to są u nas legalnie sprzedawane i wszędzie dostępne… A ty, drogi czytaczu, jak myślisz? Czy PEŁNA, CAŁKOWITA legalizacja marihuany jest nam potrzebna, czy też nie ?

 P.S. KRÓTKI DOPISEK (INFO Z KOŃCÓWKI CZERWCA 2017):

Medyczna marihuana jest już w Polsce legalna. Sejm przyjął ustawę, która umożliwia chorym dostęp do preparatów z konopi indyjskich. Preparaty będą mogły być wytwarzane w aptekach po otrzymaniu recepty od lekarza, a medyczna marihuana będzie sprowadzana zza granicy. Chociaż ustawa ma niewiele wspólnego z jej pierwotną wersją,  jest to milowy krok w kierunku pełnego dostępu do medycznej marihuany. Pierwotna wersja zakładała między innymi narodową uprawę medycznej marihuany, a także możliwość własnej uprawy konopi w celu sporządzania z niej odpowiednich preparatów. Aktualny projekt ustawy przewiduje, że importowane konopie będą wykorzystywane do wytwarzania preparatów, które będą wytwarzane, kiedy lekarze zaordynują sporządzenie leku recepturowego w aptece. 

Jednak sporo lekarzy polskich – wciąż nie jest przygotowanych na medyczną marihuanę. Większość z nich zasłania się kompletną nieznajomością tematu, a ci, którzy mieli styczność z marihuaną (pacjenci, których prowadzili, leczyli się nią na własną rękę) obawiali się konsekwencji prawnych i zawodowych. Najbardziej na takim podejściu ucierpią osoby chore, które próbują leczyć się na własną rękę (jak wspomniana w poście szkotka Lynn). A człowiek zdesperowany  jest gotowy na wszystko.(…).

Paradoksy ludzkiego życia

Człowiek to korona stworzenia. Istota rozumna, cielesno – duchowa, społeczna. Odmienna od pozostałych stworzeń. Od zwierząt różni się specyficzną budową ciała, oraz rozwiniętymi funkcjami mózgu, dzięki którym myśli, przeżywa, wyraża swoje uczucia. Różne czynniki wewnętrzne i zewnętrzne tworzą go, kształtują. Narodowość, kultura, wychowanie, rasa, religia, wykształcenie, umiejętności, światopogląd, temperament…. Cudowna jest ta różnorodność ludzka, indywidualność i piękno każdego z nas. Zostaliśmy wywyższeni , postawieni ponad wszelkie inne istoty żyjące, a więc obdarzeni błogosławieństwem, uprzywilejowani. Jesteśmy powołani do wielkości, do chwały! Jesteśmy zaprogramowani na rozwój, szczęście , sukces i spełnienie. Zostaliśmy w pełni uposażeni we wszystko co potrzebne, by takie właśnie nasze życie było. Ale – niestety… Człowiek, choć bez wątpienia wspaniały – nie jest wolny od skaz, słabości, błędu. Daleko mu do ideału. Miał być doskonałym arcydziełem, odblaskiem samego Boga, lecz nie jest. Zawdzięcza to samemu sobie. Ale tym razem wątek biblijny pominę , lub ewentualnie zostawię nań więcej miejsca w komentarzach. Póki co – skupię się jedynie tylko i wyłącznie na moich własnych , ograniczonych przemyśleniach.

Tak jakoś naszło mnie dzisiaj na małą refleksję, którą można by zamknąć określeniem ludzkie paradoksy. Mam na myśli takie postawy i zachowania, które przeczą naszemu człowieczeństwu, czyniąc zeń karykaturę. Nie da się ukryć: żyjemy w świecie pełnym sprzeczności. Dzieci chcą szybko dorosnąć. Dziewczynki bawią się w dom, stroją w damskie ciuchy (nierzadko podkradając mamie szminkę z torebki), próbują chodzić w szpilkach. Ale kiedy dzieci podrosną i wiedzą już, o co w tej dorosłości właściwie chodzi – chciały być młodsze, gdyż wtedy byłyby wolne od zobowiązań, odpowiedzialności za własne życie. Młodzież uczy się, zdaje egzaminy, a mimo dwóch fakultetów i dyplomu magistra – ma status bezrobotny . Alternatywą , by nie pierdzieć w stołek w domu i nie umrzeć z nudów – jest rozdawanie na ulicach ulotek informujących choćby o kursach językowych lub szybkich pożyczkach.  Sama od tego zaczynałam. Jestem po ekonomiku: rachunkowość, kadry, płace, zarządzanie kadrami, niemiecki średnio-zaawansowany. Wykształcona zatem nie najgorzej. Cóż z tego, kiedy pracy w zawodzie nie ma. Dlaczego?. Bo pracodawca oczekuje od młodego człowieka SZUKAJĄCEGO PRACY minimum 3-letniej pracy w zawodzie, doświadczenia i dwóch języków obcych perfect. Urząd ofert dla mnie nie ma, zatem szukam na własną rękę. Pukam od jednej firmy do drugiej błagając o nieodpłatną możliwość odbycia u nich stażu, a ci na to: nie, dziękujemy. To przykład z mojego życia. Wy z pewnością moglibyście przytoczyć bez liku swoich. Ostatecznie pracuję, co uznaję za prawdziwy cud. Za pracą uganiałam się bowiem 7 lat.

Żyjemy w kraju katolickim, wyznaniowym. Jednak tylko z nazwy. Dla wielu deklarujących się jako wierzący – wiara w Boga, Jezusa – nie przeszkadza uprawiać jogę , czy stawiać sobie tarota. To przecież niewinna rozrywka. Bardziej niż Bogu – ufamy  wróżce. Urodziłam się 13 – go i w dodatku w piątek. Zatem już dawno powinnam palnąć sobie w łeb, bo to przecież taka pechowa data. Zapewne dlatego mam w życiu pod górkę. Są tacy, co uchodzić mogą w naszych oczach za niezwykle pobożnych i bogobojnych ludzi. Chodzą do Kościoła w niedzielę, a nawet i w dni powszedni. Jednak w zaciszu ich czterech ścian toczą się prawdziwe dramaty: alkohol, przemoc fizyczna i psychiczna, zastraszanie, więzienie. Sąsiedzi słyszą, a udają głuchych. Ich zdaniem to okropnie złe, ale nie zareagują. W końcu to nie ich sprawa. Bywa, że dopada nas miłość przez wielkie M, bierzemy ślub. Pierwszy większy kryzys i staramy się o unieważnienie małżeństwa. To teraz takie modne u młodych…A skoro już o modzie mowa…dlaczego by nie wspomnieć o paradoksach i w tej dziedzinie życia? Ja muszę się wam przyznać, że jestem bardzo nie modną kobietą. Jak większość kobiet lubię zakupy. Jestem estetką, więc szukam pięknych rzeczy. Uwzględniam podczas wyboru także jakość i cenę. I tak przykładowo – wchodzę do galerii handlowej i rzuca mi się w oczy kawał czegoś jakby szmaty, która kosztuje nawet 250 zł. :). Prawdziwa okazja! W ogóle a propos mody – ubolewam nad losem modeli. To, co z nich się robi, woła o pomstę. Sami zobaczcie:

 

 

najgorsze stylizacje 2012 3 knqktkqTURBXy84N2NmMjQwOTllOWVjY2UzMDZlMWNiYjViMzAyOTQ1NC5qcGVnkpUDAQDNAzDNAcuTBc0DIM0Bwg

 

 

Żeby nie było: lubię pana Szpaka. Jednak męskie przebieranki w kobiece łachy (nawet, jeśli jest to tylko look artystyczny) są dla mnie nie do przyjęcia! Jestem kobietą? Pokażę to strojem. Teraz często baba chcę być facetem, a facet kobietą. Feministki dawniej – walczyły o wiele słusznych rzeczy. O społeczne i polityczne równouprawnienie. Ich sposób działania okazał się skuteczny. Obecne feministki robią z siebie (i kobiet w ogóle) idiotki, kompromitując się totalnie, a co gorsza – nawet nie zdają sobie z tego sprawy! Przykład? Choćby osoba Magdaleny Środy, której nie trawię. Co jakiś czas w sieci przetacza się fala oburzenia odnośnie jej wypowiedzi. W otoczeniu znana jest jako etyk, co nie przeszkadzało jej w rozważaniach dotyczących zabijania ciężko chorych, narodzonych dzieci. Środa ma także ogromną wiedzę na temat wojska, którą rzecz jasna się podzieliła:

- Pokraczne czołgi, falliczne karabiny, sztywni chłopcy w sztywnych mundurach, kretyński krok defiladowy… Budzi to z jednej strony moją odrazę, tak jak budzi ją każda przemoc, śmierć i zniszczenie, z drugiej strony ma to w sobie wiele komizmu: dorośli faceci na trybunach prężą pierś, zachwyceni swymi chłopczykami i bronią do zabijania – napisała na Facebooku Magdalena Środa.

 

Nie wiem, czy to bardziej żałosne, czy śmieszne. A co tam panie słychać w polityce? Ha! tam to dopiero paradoksów znajdziemy. Największym z nich jest chyba fakt, że pchają się do polityki głównie ci, co mają siano zamiast mózgu. Każde działania, wypowiedzi medialne, czy wreszcie ustanawiane prawa – zdają się to potwierdzać. Niestety. Politycy raz po raz fundują nam kolejne buble prawne. I tak – jak dzieliłam się już na pewnym blogu – choćby kwestia Sprawiedliwości – Temidy. Prosty przykład. Osoba, która ukradła z braku środków do życia zostanie bardziej surowo ukarana, niż fałszerze, wyłudzacze czy ktoś kto regularnie nas okrada (choćby piramidy finansowe i trefne oferty pożyczek/ kredytów). Stawianie pomników upamiętniających ofiary katyńskie, czy wybór wykonawcy Pomnika  p. Prezesa jest o wiele ważniejsze, niż chociażby służba zdrowia, komunikacja miejska, miejsca pracy dla młodych, system emerytalny itp. To, co w normalnym państwie powinno być priorytetem – u nas jest na szarym końcu. Teoretycznie – mamy prawo do prywatności, tj. brak cenzury. W praktyce – inwigilacja totalna. Także w sieci. Jakieś małżeństwo nie może się stać rodziną adopcyjną dla jakiegoś dziecka (gdyż kobieta zajść nie może). Tymczasem inna kobieta albo swoje maltretuje, wyrzuca na śmietnik, albo podrzuca do OKNA ŻYCIA. Lekarz…taki szlachetny zawód, z misją: Leczyć, ratować życie. Można by rzec – prawdziwy bohater. Szkoda tylko, że nierzadko to ratowanie zamienia się w mordowanie (aborcje, eutanazje). To lepszy biznes. Przysięgę Hipokratesa (przeczytajcie ją w necie, proszę!) można wywalić z pamięci. W końcu to tylko słowo, aborcję zaś zawsze można pokazać światu jako akt miłosierdzia wobec cierpiącego, czyn jak najbardziej na miejscu….Taka Dulskiej moralność. Paradoks? Jeszcze jaki! I jeden drugi goni.

W kulturze , świecie mediów, prasie – też ich sporo. Ja podam jedynie jeden – bo post i tak już urósł do rozmiarów niebotycznych. Ostatnio głośno o Andżelinie i Bradzie. Nie, tym razem nie o rozwodzie, a o problemach z dziećmi. Siloh, jedna z ich córek – chce być chłopakiem. (info z lipca). Noszz Boże, widzisz to wszystko i nie grzmisz. Nie pozwala  sobie zapuścić długich włosów, wybiera dla siebie chłopięce ubrania – takie, jakie noszą jej starsi adoptowani bracia, Maddox  i Pax . Rodzice zgodzili się, by Siloh przeszła kurację zmiany płci. Dziewczynka ma niebawem rozpocząć procedurę hormonalną… Dla mnie osobiście – tragedia. Pomieszanie z poplątaniem. Jak ten świat by wyglądał, gdyby wszyscy decydowali się na zmianę swojej płci? Nasz gatunek jest naprawdę mocno zagrożony. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że idziemy ku upadkowi. Proces odczłowieczania człowieka – postępuje.

Czy jest dla nas ratunek? Czy mamy szansę powstać z resztek naszego człowieczeństwa, odzyskać naszą godność i piękno?  Mam nadzieję, że tak. W każdym razie – powinniśmy o to walczyć każdego dnia. Nie dajmy się zwariować, ogłupić jakąś nową modą, której ukryty przekaz brzmi: „jesteś normalny, jesteś sobą? jesteś nikim!”. Nieprawda! Jestem człowiekiem, kobietą, istotą rozumną, wolną. Jestem koroną stworzenia. Jestem stworzona idealnie. Jestem kobietą idealną w swej niedoskonałości. Kocham siebie. Uwielbiam swoją kobiecość, swoje życie, które każdego dnia przynosi coś nowego. Nie muszę i nie chcę dopasowywać się do jakiś głupich trendów. To ja będę przecierać szlaki, wyznaczać nowe trendy, lansować tylko to, co naprawdę wartościowe i dobre. Nie pozwolę z siebie zrobić karykatury człowieka! Bo człowiek – brzmi dumnie!

PS. Notka powstała pod wpływem chwili. Źródłem inspiracji – Wasze notki :D

 

 

 

Na krowim kacu

Tak, moim drodzy, dobrze czytacie: jestem na moralnym kacu.A zaczęło się niewinnie. Wychodząc z wieczornej mszy świętej, dopadł mnie lekki głód. Idąc przez siebie dotarły do mnie z ulicy fast-foodowe zapachy, którym czasem ciężko mi się oprzeć. Więc weszłam do niedawno otwartej u nas knajpy. Pomyślałam: tyle razy przechodzę tędy, a jakoś nigdy nie weszłam do środka. Z zewnątrz wygląda ciekawie. Raz się żyje! Co tam!. Przecież niczego nie muszę zamawiać. Rozejrzę się tylko, zorientuję co i jak. Przecież mnie nie wyrzucą. Po dokonanej obserwacji postanowiłam jednak zamówić dwa burgery. Oczywiście – na wynos.  Jeden dla siebie, a drugi dla Tatka. Bo razem smakuje lepiej. Nic tak dobrze nie integruje ludzi, jak wspólny posiłek. Miałam trochę problemów z zamówieniem. Jaka bułka, jakie dodatki, jakie mięso etc. Przez chwilę rozważałam podwójną porcję wołowiny, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie. Boska opatrzność.

Burgery dostałam do ręki po ok. 10 minutach. Zadowolona pruję do domu. To się tatko zdziwi!. Faktycznie – był zaskoczony. Właśnie zasiadał przy sajgonkach, a ja mu z tą krową zdrową na stół wjeżdżam. OK, zatem sajgonki trochę poczekają… Ja wydałam wyrok na pana Soprano, więc Tatkowi dostał się Gentelman. Ukradkiem obserwowałam jego reakcję na pałaszowanego burgera. „Bardzo dobry „- stwierdził z zadowoleniem. Mój też okazał się dobry w smaku. I w tym momencie dzieje się ze mną coś dziwnego: Każdy kolejny kęs pochłanianego przeze mnie burgera sprawia, że coraz bardziej odczuwam wyrzuty sumienia.No bo co ja też robię? Wcinam tę biedną krowę, jak gdyby nigdy nic! Zero wdzięczności! Przecież to właśnie dzięki krowie – mogę cieszyć się w domu z posiadania mleka, które tak bardzo dodaje smaku mojej rozpuszczalnej kawie! Znalazłam się w sytuacji totalnie bezsensownej. Komiczno – tragicznej. Miałam mieć z tego spontanu niezłą frajdę, a zamiast tego –  roztkliwiam się nad losem krowy?. Ludzie jedzą kurczaka, indyka, gęsi, królika, kaczkę…dlaczego więc nie krowę??? W czym problem ????? Krowi kac.

Po zjedzeniu burgera – przyszła refleksja. Dokonałam czegoś absolutnie niedopuszczalnego, haniebnego, nieludzkiego, zasługującego na surową karę. Dopuściłam się aktu profanacji.Dla Hindusów ze wszystkich sekt i wszystkich czterech kast cokolwiek ma związek z krową, nawet jej kał i mocz, jest święte!.Wierzą oni, że krowy i bramini zostali stworzeni w tym samym dniu, a co za tym idzie, są jednakowo święci.W hinduizmie zabicie krowy to ohydny grzech,a jedzenie wołowiny jest bardziej odrażające niż kanibalizm!.Krowa jest emblematem Bogini Ziemi,matki,która karmi do syta,przygarnia i ochrania swoje dzieci!.Spokój krowy i jej cierpliwy rytm życia spowodowały, że stała się ona wizerunkiem pełni świętości.Krowy są zatem nie tyle czczone,co szanowane i po prostu nietykalne. Można je przegnać kijem,ale nie wolno pod żadnym pozorem ich zjadać! Aja co??? Kanibal jeden…

 

Dziwnie to zabrzmi, ale jedząc tego burgera – w sercu czułam dziwny, nieznany mi dotąd niepokój. Zupełnie jakbym robiła coś bardzo, ale to bardzo niewłaściwego. Dziwne uczucie. Dlatego też postanowiłam dokładniej przyjrzeć się owej krowie. Spojrzałam na nią okiem religii takiej jak choćby wspomniany wyżej hinduizm. Pora zatem na chrześcijaństwo.

W symbolice biblijnej i tematyce chrześcijańskiej – jak przeczytałam – krowa jest symbolem płodności i siły.Chrześcijanie wychodzą z założenia, że pokarm jest darem od Stwórcy (św. Paweł miał widzenie, w którym Bóg pokazał mu chustę spadającą z nieba, a na niej pojawiły się wizerunki wszelkich zwierzą i roślin). Byki, krowy, jałówki i cielęta – były zwierzętami ofiarnymi. Prorok Amos wspomina o ofiarach biesiadnych z tuczonych wołów (5,22). Księga Liczb (19,1-10) zawiera nakaz zabicia młodej, czerwonej krowy i spalenia jej razem z drewnem cedrowym, hizopem i nitkami karmazynowymi oraz zmieszania jej popiołu z wodą oczyszczoną, która służyła do obmyć rytualnych . W Biblii zostały wymienione zwierzęta odpowiednie do konsumpcji przez człowieka i te nieodpowiednie (tj. odpowiednio: czyste i nieczyste). Bóg w Starym Testamencie powiedział, że zwierzęta,które przeżuwają pokarm i mają rozszczepione racice, można konsumować (Kpł. 11,3; Pwt. 14,6).Należy do tego: bydło,owce, kozły, jelenie i rodzina gazeli,antylop (Pwt. 14,4-5). Jako nieodpowiednie wymienione zostały takie zwierzęta jak: wielbłądy, zające, świnie. Wyliczone zostały też małe zwierzęta, które „biegają po ziemi”, a są nieczyste: krety, myszy, łasice, żółwie czy jaszczurki (Kpł. 11,29-31). Nieczyste dla Izraela były także czworonogi (np. koty, psy, zwierzęta, lwy, tygrysy itd. – ucg.org). Bóg  powiedział też, że ryby słono- i słodkowodne z płetwami i łuskami mogą być jedzone, ale te stworzenia, które nie mają tych cech (np. sumy, homary, kraby, krewetki, omułki, małże, ostrygi, kałamarnice, ośmiornice itd. – ucg.org) nie powinny być spożywane. Wymienione zostały także ptaki i inne latające stworzenia nieczyste (Kpł. 11,13-19). Ptaki żywiące się padliną i drapieżne, a także nietoperze. Na liście nieczystych nie ma ptaków takich jak kurczaki, indyki czy bażanty. Wynika z tego, że Bóg przyzwolił na ich jedzenie. Owady za wyjątkiem szarańczy i koników polnych, są nieczyste. To tak w ramach ciekawostki….W końcu nie darmo mawia się: jesteś tym, czym jesz. 

Wychodzi więc na to, że krowy – jako chrześcijanin z krwi i kości – mogę jeść z czystym sumieniem, bez żadnego skrępowania, z przyjemnością. A zatem skąd to dziwne uczucie? Choć jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe i bezzasadne, to wydaje mi się, że więcej na krowę się nie skuszę. Spróbowałam nowości i proszę, co mi z tego przyszło?. Krowi kac!. Jestem totalnym abstynentem (mam na myśli alkohol). Jednak dzięki krowie w jakimś sensie rozumiem już, co znaczy określenie „mieć kaca”. Jedzenie powinno zaspokajać głód, sprawiać przyjemność – nie wywoływać wyrzuty sumienia i przyprawiać mnie o ból głowy. Od krów – Świętych czy też nie – od dzisiaj trzymam się z daleka (…) Na wiedzy, że w smaku dobre są – poprzestanę. Jestem bogatsza o nowe doświadczenie kulinarne. Mało przyjemne, ale cóż poradzę, że taki ze mnie wrażliwiec i miłośnik zwierząt.  Rzecz zaskakująca: Codziennie je pałaszujemy (no, może prawie codziennie), a mnie dopiero ta krowa ruszyć musiała. Żal mi zwierząt, naprawdę. Ale albo one, albo my!. Coś przecież jeść musimy! Na razie jednak muszę się otrząsnąć z doznanego za sprawą „świętej” krowy wstrząsu. Do tego czasu – przerzucam się na wegetarianizm….

 

 

 

 

Śmierć – najlepszy pedagog życia

 

Listopadowy miesiąc jest specyficzny. Pełen nostalgii, melancholii, refleksji…. To właśnie wtedy odwiedzamy cmentarze, będące miejscem spoczynku naszych najbliższych: rodziny, przyjaciół… Widzimy ich postaci, całe ich życie, wszelkie dobro, jakie nam ofiarowali. I w duchu pytamy siebie: dlaczego odeszli, pozostawiwszy nas tutaj, na tym łez padole? Przynosimy im kwiaty, wieńce, piękne znicze, modlitwę. Oraz to, czego nie zdążyliśmy ofiarować im za życia: Swoją miłość,  którą  tak trudno nam było okazać. Podziękowania . Wspomnienia. Przeprosiny oraz wybaczenie wszystkich zadanych nam ran. To, co skrywaliśmy głęboko w sercu. SIEBIE… Wierzymy , że gdziekolwiek są – już nie cierpią, lecz cieszą się radością i pokojem. I tylko płonące znicze są dla nas symbolem ich obecności pośród nas. Bo chociaż ciało zostało pochowane (bądź skremowane)  - oni naprawdę są z nami. Są bliżej, niż nam się wydaje: w naszym sercu.

   *******************

Rzadko myślimy o śmierci, choć jest ona nieunikniona. Prędzej czy później zapuka do naszych drzwi. Jest ona dla nas tajemnicą, misterium. Nie wiemy, kiedy się jej spodziewać, jak na nią przygotować siebie i naszych bliskich. To trudna dla nas rzeczywistość.  Śmierć kojarzy nam się tylko i wyłącznie z bólem, cierpieniem, strachem, samotnością, utratą. Śmierć to gwałt zadany życiu, to jego kres. I chociaż boje się śmierci – jak większość ludzi – wierzę, że to nie koniec. Że jest coś więcej. Wierzę mocno, że śmierć jest dopiero początkiem prawdziwego życia. Jest jakby przedsionkiem wprowadzającym nas w nową rzeczywistość. Tą rzeczywistością jest zbawienie, nowy Dom, którym jest Niebo.  To na pewno niezwykle cudowne miejsce, które czeka na każdego. Wybór należy do nas.

                *************************

Mimo, że spotykamy się ze Śmiercią co dzień – wciąż się Jej boimy.  Ma ona wiele twarzy. Umiera wieloletnia przyjaźń (u mnie tak się zdarzyło). Wypalamy się zawodowo. Niekiedy wygasa miłość we wzorowych małżeństwach z naprawdę długim stażem. Miewamy myśli samobójcze, tracimy sens życia. To także pewien rodzaj obumierania. Zdarza się, że niektórzy ludzie przeżywają śmierć kliniczną i wracają do nas. Niewiele wiemy o tego rodzaju śmierci, ale słyszymy opisy przeżyć z nią związanej: tunel, światło itp. Największy lęk budzi w nas śmierć cielesna oraz poczucie osamotnienia i wewnętrznej pustki. Tymczasem istnieje o wiele gorszy rodzaj śmierci, której powinniśmy się obawiać: śmierć duchowa. A mówiąc prościej – odłączenie od Bożej miłości . Wieczna samotność. Potępienie. Piekło.

                                                                       ************************

Moja Ś.p. babcia – bardzo często opowiadała mi o śmierci. O tym, że kiedyś odejdzie. Denerwowało mnie to , bo ileż o tej śmierci można? To w końcu taki dołujący temat. Wiem, że kiedyś umrze każdy z nas, ale po co to rozstrząsać?  Raczej nie mamy na to wpływu, więc żyjmy tu i teraz: Carpe diem!. Co ma być – to będzie! Ale dziś wdzięczna jej jestem za to oswajanie mnie ze śmiercią. Pomogły mi te nasze trudne i szczere do bólu rozmowy, pomogła także wiara. Dzięki temu – kiedy babcia faktycznie umarła – na pogrzebie mogłam dotrzymać danej jej obietnicy: nie uroniłam ani jednej łzy, kiedy spuszczano trumnę. Było tak, gdyż patrzyłam już na tę drugą rzeczywistość – dla nas nieznaną, zakrytą. Wystarczyło mi to, że już nie cierpi. Że jest tam. Z NIM. Z Bogiem.(….)

 *********************

Może zaskoczę Was tą myślą, która zmierza do puenty – ale powiem to:  śmierć w kontekście czasu i ziemskiej egzystencji jest czymś cudownym, wręcz zbawiennym. Dlaczego? Ponieważ pomaga nam to życie szanować, wartościować. Gdyby nie było perspektywy śmierci, to nie szanowalibyśmy życia, nie potrafilibyśmy docenić tego, co życie daje nam każdego dnia. Gdyby nie było perspektywy śmierci w naszym życiu, to nie stanowiłoby ono żadnej wartości!. Zatem Śmierć jest dla nas pewnego ro­dzaju  ”szkołą” , która uczy nas  jak ŻYĆ. Jest błogosławieństwem. Często nami wstrząsa, porusza , kruszy nasze serca. Ale przede wszystkim – pomaga nam –  tak bardzo zabieganym  - zwolnić, zatrzymać się i zadać sobie czasami pytanie: QUO VADIS?

Sprawni inaczej – czyli moje spojrzenie na niepełnosprawność

Są wśród nas ludzie niezwykli, choć często mijani niezauważeni przez nas  na co dzień. Ich życie to nieustanna walka. Z chorobą, własną słabością, ograniczeniami, stereotypami, brakiem akceptacji , barierami społecznymi, niechęcią, pogardą , odrzuceniem… To  niepełnosprawni. Choć trudno mi się porównywać z osobą poruszającą się na wózku inwalidzkim lub taką, która nie ma jednej kończyny (bywa, że obu), doświadczyłam tego wszystkiego ze strony innych. Nie jest to nic przyjemnego. Jednak nie zamierzam się nad sobą użalać, a pokazać  Wam  ogrom bogactwa i piękna ludzi niepełnosprawnych. O tym właśnie ten post. O ludzkiej (nie) pełnosprawności.

Taka osoba ma dwa wyjścia. Albo pogodzić się z sytuacją i nieustannie nad sobą żalić, albo pokazać światu na co go stać!.  Ja wybrałam to drugie. Słowa  „niepełnosprawny” czy „inwalida” – kojarzą się najczęściej z uszkodzeniem narządu ruchu, kalectwem widocznym od razu przy pierwszym kontakcie z osobą niepełnosprawną.  Tymczasem osoba cierpiąca na choroby neurologiczne (w tym neurodegeneracyjne), choroby serca, astmę, autyzm, Zespół Downa, Turreta, głucha (niema), mająca problemy metaboliczne (np. cukrzyca, choroba Leśniowskiego-Crohna) czy psychiczne, zmagająca się z nowotworami – także należy do tej kategorii. Choć ja osobiście nie mam zwyczaju dzielić ludzi na lepszych czy gorszych. Jeśliby zerknąć do statystyk – odnosząc się do wymienionych dolegliwości i chorób – okaże się, że niepełnosprawnych naprawdę jest wiele ! Skąd zatem tyle uprzedzeń w stosunku do takich osób? Wydaje mi się, że z powodu ludzkiego egoizmu  oraz lęku, który bierze się tak naprawdę z braku wiedzy. Choć jeśli o mnie chodzi – zauważam coraz większą świadomość otoczenia, czym jest padaczka i częściej otrzymuje pomoc niż np. kilka lat temu. Ostatnio nawet , kiedy zasłabłam na chodniku – z samochodu wysiadła młoda kobieta i sama z siebie podrzuciła mnie do przychodni. Piękny gest.

Osoba niepełnosprawna ma trudniej już na starcie. Oprócz problemów w komunikacji międzyludzkiej na drodze swego życia napotyka wiele barier, które nie pozwalają mu w pełni funkcjonować w społeczeństwie. Przykład? Brak przystosowanych krawężników, przejść dla pieszych, autobusów komunikacji miejskiej czy podjazdów do budynków użyteczności publicznej. Na pewno trudniej jest otrzymać pracę. Aby dobrze funkcjonować – w domu potrzebne  są nieraz odpowiednie umeblowanie (choćby szafki na odpowiedniej wysokości) czy  sprzęt rehabilitacyjny dla takiej osoby .(…)

Niepełnosprawność nie musi być jednak barierą nie do przeskoczenia. Problemy, z jakimi boryka się taka osoba – mogą stać się wyzwaniem. Impulsem, który zmotywuje taką osobę do walki o siebie, o swój rozwój, co zaowocuje sukcesem. Bywa, że naprawę wielkim! Ja pozwolę sobie zamieścić jedynie kilka przykładów takich właśnie sukcesów. Oto mocne dowody na to, że ludzka niepełnosprawność nie musi wykluczać normalnego życia. :)

 

omelczuk1

 

Masz przed sobą obraz chatki. Choć równie dobrze mógłby on przedstawiać piękny wschód słońca, jakieś zwierzę, czy totalną abstrakcję, jakich wiele możemy spotkać w galeriach sztuki.  Wyobraź  sobie drogi czytelniku, że został on namalowany pędzlem utkwionym między palcami stopy osoby niepełnosprawnej (lub pędzlem trzymanym w ustach). Niewiarygodne prawda? Ile trzeba trudu, ile ćwiczeń, by  taką metodą (i z takim efektem) by coś takiego namalować?!

Współcześni niewidomi mają liczące się osiągnięcia w muzyce. W XIV Konkursie Chopinowskim w październiku 2000 r. uczestniczył niewidomy Japończyk Kakehashi Takeshi. Pianista zakwalifikował się do II etapu. Uwzględniając międzynarodową rangę Konkursu, występy jego należy uznać za wielki sukces. Japończyk nie był jedynym niewidomym pianistą uczestniczącym w Konkursach Chopinowskich. W II Konkursie Chopinowskim w 1932 r. wielki sukces odniósł niewidomy Węgier Imre Ungar, zdobywając drugą nagrodę. W V Konkursie Chopinowskim w 1955 r. niewidomy pianista Edwin Kowalik otrzymał dyplom honorowy.

 

4030c63234e86e2b4080f7e7021f8ffe,640,0,0,0

Ogromnymi sukcesami mogą się pochwalić także paraolimpijczycy, choćby Natalia Partyka – niepełnosprawna tenisistka stołowa., jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich sportowców. A oto, co mówi nam o sobie sama Natalia:

Od samego początku miałam wiele chęci do treningu. Po niespełna 6 miesiącach miałam wystartować w mistrzostwach Polski osób niepełnosprawnych. Pamiętam też, że motywację do pracy miałam dużą, bo siostra była ode mnie lepsza. Nie mogłam pogodzić się z tym, że za każdym razem z nią przegrywałam.

 

” Ona zdobyła swoją popularność przez wielką osobowość. W Pekinie kibice byli nią zachwyceni, a gdy pokonała trzecią rakietę świata, wręcz oszaleli na jej punkcie” – mówi naTemat Leszek Kucharski, były trener Partyki w kadrze juniorów.

I na koniec  przykład numer cztery (jako że czas mnie goni ) – tym razem w postaci wideo. Powiem jedynie, że gdy to obejrzałam po raz pierwszy – oniemiałam z wrażenia!.

 

I CO WY NA TO ???? :)

 

Jak kręcą i bajerują nas operatorzy komórkowi.

Zazwyczaj kiedy dzwonią do mnie z różnego rodzaju ofertami – szybko się rozłączam. Jednak ostatnio uległam pokusie i dałam się złowić na korzystną ofertę: fajny telefon na naprawdę dobrych warunkach. Zadzwoniono do mnie, jako że jestem wieloletnim –  wiernym jak pies klientem pewnej sieci proponując „nowy telefon za jednorazową opłatę 248 zł ” (po odbiorze normalnie konto sobie zasilam kwotą jaka tylko mi odpowiada i kiedy mi odpowiada). Okazało się jeszcze tego samego dnia (po rozmowie telefonicznej weszłam na internet), że ów proponowany telefon to totalny rzęch w porównaniu z moim , a kusząca pani zapomniała najwyraźniej wspomnieć mi o 3-LETNIEJ UMOWIE. To znaczy: pierwszy rok regularne doładowania kwotą 30 zł, a przez kolejne dwa - kwotą 60 zł. Kasa bajońska to może nie jest, ale nigdy nie preferowałam podpisywania umowy z żadną siecią i nie zamierzam tego zmieniać! Karta pre-paid  jest dla mnie lepsza i bardziej praktyczna choćby z takiego powodu, że nie mam stałej pracy (długo by objaśniać, co to znaczy) i moje zdrowie- wątłe od małego – niestety jest kosztowne. Jako, że kurier jeszcze nie dotarł a ja poczułam się oszukana – przesyłki nie odbieram i umowy nie zamierzam zawierać. Mam takie prawo! Cóż…moja chciwość , żądza posiadania nieco lepszego modelu aparatu – została ukarana. Dostałam kopniaka na otrzeźwienie. Należało mi się. Ale jedną z rzeczy, która mnie wkurza do granic i której nie jestem w stanie tolerować – jest kłamstwo i naciągactwo.

Nie jest to pierwsza próba tego operatora, by „przerobić mnie na cacy”. Kilka lat temu zadzwoniono do mnie. Byłam wtedy na mieście. Śpieszyłam się. Chodziło o odpowiedź na kilka pytań. Myślę sobie: jakaś ankieta, opinia klienta o usługach sieci. W końcu nadeszła chwila prawdy. Padło ostatnie już pytanie, wypowiedziane w entuzjastycznym tonie: „czyli co? zawieramy umowę? „. Myślę sobie: chyba gościa nieźle pogięło. Zawierać umowę przez telefon. Bez przeczytania, bez namysłu, w ciemno ?. Tu i teraz na ulicy !?. Bezczelny, za kogo on mnie ma ?????. Oczywiście spuściłam gościa na bambus. Kocham moje miasto, nawet lubię swój kraj. Jednak czasami jest mi cholernie przykro. Nachodzi mnie bowiem smutna refleksja, że nikomu nie można ufać. Wokół sami złodzieje…Zresztą w mediach także co jakiś czas pojawiają się informacje o ofiarach wielu przekrętów. Można by znowu przytaczać przykłady, ale po co? Przykre to :( .

Tyle moich doświadczeń z operatorami sieci komórkowych i nachalnymi pracownikami call-center. Ale jakie jeszcze triki stosują operatorzy, by więcej na nas zarobić? Czy w ogóle zdajemy sobie z tego sprawę? I czy można jakoś temu zapobiec?

PUŁAPKA NR 1 – PROMOCJE

Porównuj oferty. Operatorzy komórkowi wydają krocie na reklamę i promocję. Za wszelką cenę chcą przyciągnąć klienta, oferując promocyjne i rzekomo bardzo atrakcyjne produkty. Jednak w praktyce nie zawsze są one takie korzystne. Nawet może okazać się, że konkurencja ma lepszą propozycję w swojej stałej ofercie. Dlatego też zanim zdecydujesz się na daną usługę, sprawdź ofertę konkurencji.

PUŁAPKA NR 2 – DARMOWA USŁUGA

Niestety, często darmowa usługa , np. internet w telefonie czy połączenia do określonych numerów są darmowe tylko przez określony czas (od miesiąca nawet do kilku miesięcy). Także przed wyborem danej oferty, dokładnie ją przeanalizuj i dokładnie wszystko policz.

PUŁAPKA NR 3 – SKOMPLIKOWANA  UMOWA

Umowa napisana w sposób dla nas niezrozumiały. Żyjemy w ciągłym pośpiechu. Wielu z nas nie czyta DOKŁADNIE umów z operatorem sieci komórkowej i podpisuje je bez większego zastanowienia. Tymczasem właśnie w tym dokumencie może czaić się mnóstwo pułapek. Dlatego też na spokojnie powinniśmy dokładnie przeczytać umowę przed podpisaniem jej, a w razie najmniejszych wątpliwości- poprosić o wyjaśnienie przedstawiciela danej sieci.

PUŁAPKA NR 4 – WSZYSTKO NA PIŚMIE

Przykład: zawarcie umowy „telefonicznie”, a nie na piśmie. Nigdy, przenigdy nie zgadzajcie się na to!. Umowa zawarta na odległość powinna być dostarczona klientowi na stałym nośniku (jeśli nie masz poczty elektronicznej, to najlepiej zażądać przesłania pocztą tradycyjną).

PUŁAPKA NR 5 – Prawie w nią wpadłam, a zwie się TANI TELEFON 

Przykład? Telefon „za złotówkę”. To kusząca oferta. Jednak nie ma nic za darmo. W rzeczywistości koszt urządzenia jest wliczony w abonament i rozłożony na raty. Nie bez przyczyny drogie urządzenia są sprzedawane w wysokim abonamencie wykupionym przynajmniej na 24 miesiące. Dlatego też jeśli konsument zdecyduje się na wcześniejsze wypowiedzenie umowy, to będzie musiał uregulować całą cenę za dany aparat (w zależności od tego o ile klient chce skrócić umowę, to trzeba będzie dopłacić określoną różnicę).

PUŁAPKA NR 6 – PRZEDŁUŻANIE UMOWY Z AUTOMATU

Automatyczne przedłużanie umowy. Na takie zachowania operatorów trzeba uważać. Umowa może być przedłużona automatycznie tylko na czas nieokreślony, by klient bez żadnych konsekwencji mógł ją wypowiedzieć w dowolnym momencie. Umowy automatycznie przedłużane na czas określony nie powinny mieć miejsca. O takich nieprawidłowościach należy poinformować UOKiK lub Federację Konsumentów.

PUŁAPKA NR 7 – NIECHCIANE SMS-y

Czyli tzw. SMS PREMIUM. Każdy z nas je dostaje : są to przykładowo informacje o różnorodnych konkursach, zaproszenia na prezentacje czy pokazy, a nawet horoskopy. Na niektóre tego typu SMS-y wyraziliśmy zgodę, część jednak dociera do nas przypadkiem, bez naszej wiedzy. Jak zatem pozbyć się niechcianych przez nas SMS? Eksperci radzą:

NIECHCIANY SMS 

Play: wysyłamy wiadomość o treści STOP SPAM na numer 252, która zablokuje SMS-y przychodzące z numerów skróconych, zaczynających się od cyfr 7, 8, 9;
T-Mobile: musimy skontaktować się z biurem obsługi klienta i poprosić o aktywację blokady lub wykonać ją samodzielnie z poziomu zarządzania kontem klienta;
Orange: wypełniamy dostępny na stronie internetowej formularz, w którym podajemy numer telefonu, na który otrzymujemy niechciane SMS-y i numer telefonu, z którego te są wysyłane. Z poziomu zarządzania kontem klienta możemy również włączyć blokadę wysyłania płatnych SMS-ów Premium;
Plus: kontaktujemy się z biurem obsługi klienta, które po podaniu numeru telefonu zablokuje otrzymywanie od niego wiadomości. Możemy wysłać także SMS o treści SPRZECIW pod numer 8000, ale w ten sposób zablokujemy jedynie wiadomości marketingowe przesyłane przez operatora, ale nie przez firmy zewnętrzne.

PRENUMERATY -  czyli wiadomości, za które pobierane są opłaty, a które informują nas choćby o prognozie pogody.

Play: wysyłamy SMS o treści KONIEC lub STOP na numer 6000;
T-Mobile: kontaktujemy się telefonicznie z biurem obsługi klienta lub dokonujemy samodzielnie takiej zmiany w swoim panelu klienta na stronie operatora;
Orange: wysyłamy SMS o treści STOP na numer, z którego otrzymujemy powiadomienia lub blokujemy je wypełniając formularz dostępny na stronie operatora, podając numer telefonu, z którego wysyłane są te wiadomości. Możemy także wyłączyć prenumeraty z poziomu panelu klienta na stronie operatora;
Plus: wysyłamy SMS o treści LIMIT MT 0 na numer 2601

Ile kosztują SMS-y Premium?

Przy numerze SMS rozpoczynającym się od cyfry 7, pierwsza cyfra po niej przekazuje informacje o koszcie usługi. Przykładowo, dla numeru 73XX cena SMS-a wynosi 3 zł netto;
Przy numerze SMS rozpoczynającym się od cyfry 9, informacje o kosztach przekazują dwie kolejne cyfry. Zatem dla numeru 913XX koszt SMS-a wynosi 13 zł netto.

Ja za bardzo uwierzyłam w ludzką uczciwość i przyzwoitość, przez co narobiłam sobie niezłego bigosu. Na szczęście w nieszczęściu – udało mi się z zastawionej na mnie sieci wyplątać. Cenną lekcję dostałam. Refleksja poczyniona, wnioski wyciągnięte. Stosowne działania podjęte. Zamierzam kopnąć swojego operatora w dupę i przejść do Virgin. Taka mała zemsta z mojej strony. I na koniec mały apel: nie bierzcie ze mnie przykładu! nie bądźcie tak ufni jak ja. W każdej „cudownej” ofercie kryje się haczyk (lub haczyki). Niech ten post będzie dla Was przestrogą. W żadnym razie nie dajcie się zbajerować!

 

 

GŁODUJĄCY REZYDENCI – walka w słusznej sprawie czy chciwość i propaganda?

Krakałam, krakałam i wykrakałam!. Nie tak dawno popełniłam krótki post o PREPPERSACH (patrz archiwum), który okazał się być proroczy. Wyobraźcie sobie, że od tygodnia pozbawiona jestem centralnego ogrzewania i ciepłej wody. Piec szlag jasny trafił – nic nie da się zrobić, jest do wymiany…Wspólnota Mieszkaniowa zgłoszenie o problemie otrzymała, jednak ze względu na „procedury” trzeba jakoś przetrzymać jeszcze ten tydzień bez tego dobrodziejstwa. Hartuje więc swoją odporność niczym mors w lodowatej wodzie, okazując litość jedynie mojej głowie. O nią postanowiłam zadbać u fryzjera. Koszt nie zwala z nóg, ponieważ za umycie , wysuszenie i utrwalenie odrobiną lakieru zapłaciłam (uwaga!) całe 5 zł. :D. To taniej, niż kawa zamówiona w jakiejkolwiek kawiarni na mieście, więc stratna nie jestem. :D Zatem drobna rada: uważajcie na to, co mówicie, gdyż życie może Was zaskoczyć!

Wracając do domu wczoraj , trzynastego w piątek – byłam oszołomiona, jak wiele działo się w moim mieście. Pikieta antyaborcyjna, jarmark taniej książki, trzy pięknie grające orkiestry (w tym jedna w klimatach bałkańskich ), mnóstwo strajkujących lekarzy rezydentów (na pewno temat obił się Wam o ucho), ubranych służbowo w białe kitle. Wielu studentów zaczepiało przechodniów, wręczając w ramach informacji ulotki związane z akcją. A więc : dlaczego, po co i w jakim celu. Z tego co zaobserwowałam – zainteresowanie tematem było niewielkie. Jednak ja – z racji mojego stanu zdrowia – podeszłam do jednego młodziana i żywo zainteresowałam się, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Zamieniliśmy kilka minut, poznałam owe postulaty i zamierzam śledzić dalszy bieg wydarzeń.

Na słowa ” SŁUŻBA ZDROWIA” od zawsze reaguję alergicznie. Cała się trzęsę, skacze mi ciśnienie, krew we mnie buzuje, a na twarzy maluje się zapewne wiele emocji. Być może wynika to z moich bardzo złych doświadczeń z lekarzami i szpitalami. Mam do nich niejeden uraz. Moje problemy zdrowotne zawdzięczam bowiem ich ignorancji, niekompetencji i błędów w sztuce, co zaowocowało padaczką lekooporną (na skutek złego ułożenia płodu, opóźniania porodu, czego skutkiem było niedotlenienie mózgu), jak problemu z kolanami (wada zdiagnozowana na tyle późno, że konieczne są operacje obu kolan. Jedną mam już za sobą). Myślę zatem, że moja złość i niechęć wobec wybuchających co jakiś czas protestów lekarzy – jest absolutnie zrozumiała. Patrząc na sytuację polskiej służby zdrowia z perspektywy pacjenta – osoby będącej pod stałą opieką neurologiczną, alergologiczną i ortopedyczną – trzeba jednak powiedzieć jasno i dobitnie: mamy w służbie zdrowia prawdziwą patologię. Potrzebna reanimacja i to natychmiast!. Ogromne kolejki, odległe terminy wizyt i badań kontrolnych, coraz większa biurokracja i mniejsza ilość specjalistów – to tylko wierzchołek góry lodowej. Polski lekarz dziennie przyjmuje około kilkudziesięciu chorych, a każdemu z nich poświęca nie więcej niż 10 minut. MASA papierków powoduje totalny chaos (czyt. burdel). Miejsc pracy w służbie zdrowia jest w naszym kraju więcej niż chętnych. Wielu młodych opuszcza kraj zaraz po zrobieniu specjalizacji.Aż trudno uwierzyć, że kiedyś medycyna była najbardziej obleganym i prestiżowym kierunkiem studiów. Jak zapewniał mnie ów student, z którym rozmawiałam na ulicy – zarobki to wcale nie największy problem i powód, dla którego młodzi opuszczają kraj. Jednym z ważniejszych powodów zbyt małej liczby specjalistów w kraju – jak się okazuje – jest brak miejsc na specjalizacjach. Czy tak jest faktycznie? O  tym mogą nam powiedzieć nam ci , którzy siedzą w tym głęboko – studenci i lekarze.

Zaraz po operacji, rodzice w moim imieniu próbowali załatwić mi rehabilitację (z racji mojego uziemienia). Dzwonili, jeździli, pytali… I co się okazało? Że z NFZ możliwość rehabilitacji jakiejkolwiek ( w moim mieście) najwcześniej w listopadzie 2018!. Prywatnie też pytałam. Wyglądało by to tak: przychodzę sobie raz w tygodniu na 30 minut. Pani zadaje mi do domu kilka ćwiczeń, a ja za to bulę np 50 zeta. Stwierdziłam: dziękuję, ale nie. Ćwiczenia znajdę w necie, lub zapytam za friko mojego ortopedę. Nie jestem pazerna na kasę, ale głupia też nie. Powiem Wam jednak, że chyba Ten na Górze zmiłował się nade mną. Zaskoczył z najmniej oczekiwanej strony. Po raz kolejny wezwał mnie do siebie ZUS (kolejna kontrola L-4). Oprócz tego, iż utwierdzono się w mojej uczciwości i prawdziwości mojej choroby – panie załatwiły mi sanatorium na 2.01.2018 w Ustroniu (dla przypomnienia: na miejscu mogłabym rehabilitację zacząć od listopada. 10 miesięcy różnicy to sporo). Tak więc zapowiadają się intensywne i zdrowe ferie zimowe :D

POMAŁU ZMIERZAJĄC DO KONKRETÓW….

Rezydent –  ukończył 6 lat studiów, 13 miesięcy stażu i jest w trakcie specjalizacji (specjalizacja trwa 4-6 lat, może się wydłużać w różnych przypadkach – choćby urlopu macierzyńskiego). Taki sam zakres obowiązków i odpowiedzialności, co lekarz specjalista. Średni wiek uzyskania tytułu specjalisty – 37 lat.(…). O sobie mówi:  apolityczny, agent „dobrej” (?) zmiany. My pacjenci – swoje zdanie na temat służby zdrowia znamy. Ciekawi mnie jednak, jak na to wszystko patrzą lekarze specjaliści…

O co (jak zapewniają) walczą rezydenci?

  • Pierwszy, najważniejszy postulat: zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu nie mniej niż 6,8 % PKB w ciągu najbliższych 3 lat  chcemy być leczeni na poziomie europejskim!
  • Zmniejszenie kolejek.
  • Rozwiązanie problemu braku personelu medycznego – w Polsce na 1000 pacjentów przypada 2,2 lekarza – to najmniej w całej UE
  • Likwidacja biurokracji
  • poprawa warunków pracy i płacy w ochronie zdrowia – jak podano na ulotce : obecnie podstawa ” na rękę” to – uwaga – 2215,00 dla lekarza rezydenta. (W życiu takiej kasy na oczy nie ujrzę). 2215 na rękę w porównaniu z innymi zawodami to naprawdę mało ????

W polskiej służbie zdrowia jest co naprawiać – bez dwóch zdań. Nie podoba mi się jednak sposób, w jaki walczy się o te zmiany. Lekarze twierdzą, że widzą, jak bardzo sytuacja w ochronie zdrowia jest beznadziejna i jak szybko wymaga ona naprawy. Ich głodówka – to apel i krzyk o to, żeby ich zauważono i podjęto odpowiednie działania. Wszystko pięknie- ładnie. Moje pytanie brzmi: ile w tym wszystkim prawdziwej troski o pacjenta i służbę zdrowia (jej właściwe funkcjonowanie, odpowiednie standardy)? Czy ów protest to aby na pewno walka w słusznej sprawie , czy może bardziej polityczna propaganda i zwykła chciwość?. Owszem, trzeba przyznać, że jest to grupa zawodowa bardzo ważna , gdyż poprawia ludzkie zdrowie, ratuje życie. Za to – pełen szacun. Ale straż pożarna także ratuje ludzkie życie!. Strażacy wykonując swoją ciężką robotę – często narażają własne życie, a jakoś nigdy nie słyszałam, by się uskarżali, protestowali z tego powodu. I dlaczego nie protestują – na podobieństwo środowiska medycznego – wszystkie grupy zawodowe? Dlaczego wszyscy – jak jeden mąż – nie rzucimy roboty w cholerę , nie wyjdziemy na ulice i nie zaprotestujemy? W końcu nasze wypłaty są głodowe na tle wielu innych państw. Ciężko i uczciwie pracujemy (czymkolwiek zawodowo się zajmujemy), a ledwo jesteśmy w stanie wyżyć od pierwszego do pierwszego…Wszyscy mamy jakąś ścieżkę kariery i trochę ona trwa. U rezydentów – jak wspomniałam w poście, powyżej. Ale – na Boga – sami wybieramy sobie kierunek studiów! Nikt nas nie zmusza! Ruszmy szarymi komórkami i wybierajmy taki kierunek, po którym bez problemu wejdziemy na rynek pracy (gdyż będzie zapotrzebowanie na takiego czy innego pracownika). I nie oczekujmy , że wchodząc dopiero na pierwsze szczeble naszej zawodowej kariery – dostaniemy na rękę tyle, co pracownik z wieloletnim już  stażem i doświadczeniem zawodowym!. Jeśli mamy problem z wbiciem się na rynek, to może zamiast durnych protestów – na początku spróbujmy się przebranżowić, dokształcić, zdobyć nowe umiejętności będące dla nas dodatkowym atutem ??? Ufff…wyżyłam się trochę…Przepraszam Was , ale musiałam nieco dać upust mojej wściekłości. Najchętniej wyszłabym do protestujących, obsypała ich swoimi kartami choroby (z win lekarzy – konowałów) i zapytała ich: „A co mi się należy z racji waszych zaniedbań?! Wiecie, co wam się należy? Wypłacać mi i mnie podobnym – dożywotnie odszkodowanie ( jako, że wszelkie choroby jakie posiadam – to Wasze dzieło) albo pozbawienie prawa do wykonywania zawodu do końca życia!”…Nas – chorych, będących ofiarami waszego niedbalstwa – jest dużo więcej… Jednak głosu ludzi chorych nikt nie usłyszy. Bo niestety to my – pacjenci , zawsze tracimy najwięcej(….).

 

Za, a nawet przeciw – czyli moje spojrzenie na program 500+ w kilku słowach

Ostatnio na jednym z zaprzyjaźnionych blogów pojawił się ciekawy wpis na temat rodzin wielodzietnych i rządowego programu 500+ , który podzielił społeczeństwo. Różne bowiem opinie i wypowiedzi odnośnie tego tematu możemy odnaleźć w sieci. Wiem, nie jestem oryginalna. Trąbi się o tym nie od dzisiaj- Ameryki nie odkryłam. Jednak postanowiłam zrobić wyjątek od reguły i pomimo mojej niechęci do polityki – dorzucić swoje trzy grosze. Zaznaczam, że nie utożsamiam się z żadną partią polityczną, zaś moje zdanie będzie spojrzeniem laika, w wymiarze bardziej społecznym niż politycznym. Zadaniem programu 500+ wprowadzonego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości miało być wsparcie rodziny posiadające dzieci kwotą 500 zł miesięcznie na każde dziecko, jeśli dochód rodziny ” na łebka ” nie przekracza kwoty 800 złotych ( zasięgnęłam wiedzy w Internecie z racji mojej ignorancji politycznej, absolutnie uzasadnionej). Pominę w swoim oglądzie kwestie formalne, procedury , komu i po spełnieniu jakich warunkowe przyznaje się owe 500+. Postaram się skoncentrować jedynie na plusach i minutach tego programu.

A więc – do rzeczy. Początkowo myślałam, że ów program ma zachęcić małżonków do rodzenia dzieci. Słowem – polityka prorodzinna. Wielu młodych wyjeżdża od dłuższego czasu – nie bez przyczyny – poza granice kraju. Zatem polskie społeczeństwo, już mniej liczne – starzeje się i jest to nie lada problem. Nie ma kto pracować na ludzi starszych, skąd zatem znaleźć fundusze na wypłacenie w niedługiej przyszłości- należnych rent i emerytur, których kwoty , jak wiemy, są żenujące ? Skąd będziemy ściągać podatki, na czyj koszt będziemy żyć my – politycy? Wszak pieniądze z nieba nie spadają. Potrzebujemy dojnej krowy, jaką jest ciemny lud. Spróbujmy na nowo wkupić się w łaski obywateli rozdając owe 500+ pod pewnymi warunkami. W końcu – tak czy inaczej – poniesione koszty w jakiejś mierze się zwrócą ( jak napisałam w jednych z komentarzy ) choćby poprzez wzrost cen produktów i usług, zmiany w podatkach Vat, czy rożnego rodzaju ” cieciach”, czy poprzez nowelizację jakiejś ustawy . Jak dostaną 500+  , mniej będzie bolało… To oczywiście takie sobie gdybanie zwykłego obywatela, który sporadycznie śledzi sytuację w kraju. Czy takie były intencje rządu? Nie wiem. Myślę jednak, że jakkolwiek program przyczynił się w jakimś stopniu do większej liczby urodzeń – nie przełoży się to jednak na wzrost wskaźnika demograficznego w kraju. Dlaczego? Badania pokazują bowiem, że pomimo zachęcającego 500+ polki nie chcą mieć dzieci ( to już dane z 2016 roku). Wiele polek chce pracować , godząc swoją aktywność zawodową z wychowaniem potomstwa. Nasz kraj znajduje się ponoć na szarym końcu, jeśli chodzi o opiekę instytucjonalna dzieci do lat trzech. Okazuje się, że właśnie zbyt mała ilość klubów malucha czy zlobkow – jest jednym z istotnych czynników za którymi stoi brak decyzji o zajściu w ciążę.  500+ co najwyżej decyzję o powiększeniu rodziny przyspieszy. Jak wygląda sytuacja odnośnie ilości zlobkow i ich funkcjonowania w waszych miastach dzisiaj? Mam nadzieję, że wy mi to powiecie….w końcu zagląda tu kilka szczęśliwych żon i mam.

Co do rodzin wielodzietnych… jak przeczytałam relację Matyldy na jej blogu – strasznie się wkurzyłam, że wielu ludzi model rodziny 2+ 3 (oraz więcej) – kojarzy od razu z patologią społeczną. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Każde prawdziwie kochające się małżeństwo, które ma wszystko dobrze poukładane w głowie ( czyt. ma mózg zamiast siana) pragnie w końcu powiększenia rodziny, przyjścia na świat dziecka ( bądź dzieci). Naprawdę nie wiem, co w tym złego. Jeśli chcą mieć więcej niż jedno ( i stać ich na to, by każdemu zapewnić wszystko co potrzebne) – naprawdę nie widzę przeszkód. Mało tego – znam kilka wielodzietnych rodzin i naprawdę słowo patologiczne do niej nie pasuje. To dobrzy, uczciwi ludzie, którzy żyją skromnie i bardzo się wszyscy kochają. Inne rodziny naprawdę mają im czego zazdrościć. Pieniądze to nie  wszystko. Poza tym – dobrze, jeśli dziecko ma rodzeństwo. Ma towarzystwo, wsparcie.. Łatwiej zawiera relacje z ludźmi i lepiej radzi sobie w dorosłym życiu. Jasne, zdarzają się wśród rodzin wielodzietnych także te tzw. patologiczne, ale to nie w porządku wrzucać wszystkich do jednego worka!.

O ile idea Programu 500+ sama w sobie nie jest zła, ma ona swoje skutki uboczne… Mam tu na myśli efekt końcowy, czyli do kogo tak naprawdę te środki trafiają. Nie zawsze bowiem to wsparcie otrzymują ci, którzy w istocie go potrzebują. Ja wiem to jedynie z Internetu. Dużo w nim szperam ( jestem ciekawa ) i powiem wam, że niestety wiele ludzi wzbogaciło się na 500+, choć nie powinno. Kiedyś czytałam na czyimś blogu, że zdecydowało się na plodzenie dzieci – dosłownie- tylko dla owego 500+. patologia? Jak najbardziej. Na potrzebę podania przykładu- zmieniam imiona bohaterów- krętaczy:

500 złotych na dziecko od samego początku wejścia programu w życie – dostaje m.in. obecnie 22 letnia Katarzyna z Białegostoku – ma troje dzieci, zatem  co miesiąc 1500 zł ląduje na jej konto, które w rzeczywistości okazuje się być kontem jej partnera G. Matka dziewczyny także pobiera pieniążki z 500+( w sumie 2500 zł- na piątkę dzieci). A zatem łącznie owa rodzina wzbogaca się o 4000 zł miesięcznie. Niezła kasa prawda? Ile każdy nas dostaje do ręki ciężko i uczciwie harując? Ja w życiu – jako osoba pracująca- nie widziałam 2000 ; odkąd jestem na chorobowym- dostaje 1100 . Bez komentarza. Czytałam też, że 500+ zasiliło budżet alkoholików i narkomanów ( jak to możliwe ???) . Cóż…najwyraźniej ów projekt ma zbyt wiele luk, jest niespójny, niedopracowany, a my Polacy potrafimy korzystać z okazji.

Można by jeszcze wyliczyć tych za i przeciw naprawdę wiele. Na to zostawiam miejsce w komentarzach. Ale jedno trzeba przyznać: Bez względu na to, po której stronie barykady jesteśmy- program 500+ okazał się strzałem w dziesiątkę. I to wcale nie dlatego, że komuś on pomaga, lecz przede wszystkim dlatego, że zapewnia on Pis dalsze rządy. W końcu żaden rozsądny człowiek nie zagłosuje na partię opozycyjną, która szybko by te daninę zniosła ??? Pis dobrze o tym wie.

Ogólnie i bardzo skrótowo podsumowując. Jestem za 500+ ale nie w takiej formie…..Miejcie na uwadze, drodzy czytelnicy, że pisał to zwykły obserwator, laik i polityczny ignorant….Mam nadzieję, że nie zostanę przez ten tekst zlinczowana.

MOPS, ZUS – czyli w oparach absurdu.

 

Dziś postanowiłam zaserwować Wam temat znacznie lżejszy, choć można o tym mówić i pisać wiele. Będzie mianowicie w miarę krótko i konkretnie o instytucji zwanej MOPS czy ZUS.  Wrrr…na sam dźwięk tych słów – dostaje nerwowej pikawy i podnosi mi się ciśnienie. Skojarzenia i wspomnienia z tym miejscem nieciekawe , zawsze spychane gdzieś w głąb, zamiatane pod dywan, przez wzgląd na troskę o moje zdrowie psychiczne. W zupełności wystarczy mi bowiem ten zestaw dolegliwości i chorób, które mam od poczęcia. Skąd pomysł na temat? Przedwczoraj miałam kontrolę lekarza – orzecznika (z racji mojego L4, które przekracza 30 dni). Trzeba było bowiem sprawdzić, czy moje chorobowe – nie jest czasem „lewe”. Rozumiem ten brak nieufności. Niejednokrotnie słyszałam, jak wielu Polaków bierze sobie L4, by móc np. przedłużyć sobie urlop. Tacy to pomysłowi jesteśmy, istne z nas cwaniaki. Ale to temat na nieco inny post. Choć tak MOPS, jak i ZUS – to, jak one funkcjonują – woła o pomstę do nieba. Ja jednak postanowiłam ograniczyć swoje wypociny głównie do MOPS – u. Teraz krótki przerywnik na suchara – czyli żart z serii czarny humor. Kiedyś wpadł do mnie serdeczny znajomy i zadał mi taką oto zagadkę – cytuję:

  • - Aśka, czy ty wiesz, co znaczy skrót ZUS?
  • NIE – odpowiadam – a on mi na to:
  • ZAPŁAĆ, UKLĘKNIJ, SPADAJ!

Na chwilę mnie zatkało, ale kiedy tylko przeanalizowałam moje przygody z tą instytucją, musiałam mu przyznać rację. Niby durny żart, ale jest w tym ziarnko prawdy. Jak po raz pierwszy weszłam do ZUS -u , moim oczom ukazał się bardzo zadbany, nowoczesny budynek. Pierwsze, co wtedy pomyślałam, to pytanie: „ciekawe , ile kasy w to włożyli i po co?. Szkoda, że tak bardzo troszczą się o budynek zamiast o to, by każdy mógł otrzymać należne świadczenia (emeryturę, rentę, zasiłek, etc.)”. Jak odebrali mi prawo do renty (mam od małego II stopień niepełnosprawności) , odwołałam się i weszłam na drogę sądową. W sądzie było jeszcze ciekawiej i jeszcze bardziej pięknie. Gały mi na wierch wyszły (to tak po ślunsku) , pod takim byłam wrażeniem. (Patrz zdj. 1 oraz 2).

 

1. Sala rozpraw.

sad.11

2. Widok z zewnątrz (wewnątrz jeszcze lepszy)

images1

Czekałam ok. godziny, zaś rozprawa trwała 5 minut (nie, nie przesadzam!). Dosłownie tyle. Oczywiście , wszyscy – włącznie ze mną – przegraliśmy sromotnie. Okazało się,  że prawo nie jest po naszej stronie…. Dlaczego? Bo Komisja – powołując się na konkretne artykuły i paragrafy – stwierdziła, że „jestem zbyt zdrowa”, a w związku z tym , że pracowałam wtedy w ZPCh-u (zakładzie pracy chronionej), socjal mi nie przysługuje (a zawsze przysługiwał!). Jeśli zaś chodzi o podatki…zawsze miałam im dopłacać. Jedynie raz otrzymałam zwrot (ok. 30 zł, jeśli dobrze pamiętam). Ok…przechodzę teraz do mojej przygody z drugą „przeklętą” instytucją – Mopsem ( żeby post nie był zbyt długawy).

I tutaj podzielę się pewnym zdarzeniem, które miało miejsce właśnie w MOPS i którego byłam naocznym świadkiem: Akcja – kilka lat temu. Bohaterowie: dwie kobiety. Pierwsza z nich – przypuszczalnie matka – przywiozła na wózku inwalidzkim tę drugą ( przypuszczalnie córkę), która podobnie jak ja, miała się stawić na komisję lekarską. Moje obserwacje (perspektywa osoby chorej ): Po pierwsze wózek inwalidzki, co sugeruje, że wymaga specjalnej troski, pomocy w wielu dziedzinach życia. Spostrzeżenie nr 2: kobieta nosi okulary o baaaardzo grubych szkłach (jak to się mówi? niczym denko od butelki) oraz mówi z ogromnym wysiłkiem (nie udawanym) i bardzo niewyraźnie. Gdybym była lekarzem orzecznikiem – na pewno przyznałabym jej rentę socjalną napisawszy: całkowicie niezdolna do pracy, wymagająca specjalnej opieki i pomocy etc. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy obie kobiety opuszczały siedzibę MOPS-u zapłakane, gdyż renta została odebrana, a ta pani – inwalidka! – wysłana do pracy! Porusza się o wózku, ale ręce ma sprawne. Mówi niewyraźnie , ale nie każda praca wymaga przecież używania aparatu mowy. Pytanie tylko: kto taką osobę zatrudni? Moim zdaniem – NIKT. Ale kobieta – koło 36 lat – ma iść do pracy!. Dla mnie – czysty absurd, kiepski żart, kpina z człowieka, który cierpi.

Pytania jakie mi się nasuwają: co jest ważniejsze: litera prawa, czy duch prawa? co to za prawo, które zamiast służyć człowiekowi, pomagać, chronić – upokarza, zabiera, pozbawia nadziei, utrudnia człowiekowi życie, które samo w sobie jest trudne?. Jak to jest, że takich ludzi, jak owa kobieta z postu – wysyła się do pracy, ale dla osoby z padaczką ALKOHOLOWĄ czy zwykłego NIEROBA – renta jest (bywa, że na stałe) ????. Więcej praw ma osadzony w więzieniu!. Czy po to ciężko harujemy , płacimy składki, aby w połowie maja br.- największy polski ubezpieczyciel zorganizował Dni Poradnictwa dla osób ubezpieczonych w…PALERMO ??? (źródło: DZIENNIK ZACHODNI). Czy nasze kartoteki o naszych chorobach to za mało? Czy tylko dzięki dawaniu w łapę – możemy dostać to, z czego się nas bezczelnie okrada ???

No comments…

Quo vadis domine? czyli dokąd zmierzasz, człowieku?

 

Surfując po internecie, czytając przeróżne newsy oraz blogi, oraz obserwując otaczający mnie świat – w mojej głowie coraz częściej i mocniej wibruje tytułowe pytanie: QUO VADIS?  Dokąd zmierzasz?  No właśnie…dokąd?  Pytanie wydaje się być banalne, ale tylko z pozoru…Bo jeśli tak na chwilę przystanąć i pomyśleć – odpowiedź nasuwa się jedna: zmierzamy ku zagładzie, ku samounicestwieniu, odczłowieczeniu… Brzmi strasznie? Zapewne. Jednak COŚ W TYM JEST!. Kilka dni temu znalazłam pewne zdjęcie w sieci. Muszę przyznać, dało mi ono niezłego kopniaka, wstrząsnęło i dało do myślenia (a także do ujęcia tego natłoku myśli w postaci posta). Co prawda można by na ten temat , jakim jest ewolucja ludzka, kreacjonizm i postęp cywilizacyjny pisać wiele – a ja jestem jedynie zwyczajną kobietą po trzydziestce, a nie psychologiem, antropologiem czy socjologiem, jednak warto spróbować napisać coś od siebie. Zawsze lubiłam nurtujące tematy, a ten jest jednym z takich właśnie. Życie ludzkie płynie bardzo szybko, nieustannie zmienia się, ewoluuje. Tylko : czy aby w dobrym kierunku? Spróbuję przyjrzeć się temu :)

 

zmiany_w_wyglądzie_człowieka_na_przestrzeni_4_mln_lat

 

1. Życie ludzi – początek…

Życie jaskiniowców (jak pamiętamy ze szkoły podstawowej) – było bardzo trudne. Zdobycie pożywienia stanowiło dla nich nie lada problem. Żywili się więc wszystkim, co nadawało się do jedzenia: zbierali grzyby, jagody i leśne owoce. Podbierali jaja ptakom, żółwiom, gadom. Chwytali jaszczurki i drobne gryzonie. Duże porcje mięsa jadali rzadko, w stanie surowym (nie znali ognia) i bez przypraw. Polowania na duże zwierzęta wymagały wiele wysiłku i współpracy grupy, więc nie były często organizowane i rzadko kończyły się pomyślnie. Polowaniem zajmowali się silniejsi mężczyźni. Kobiety natomiast specjalizowały się w zbieractwie. Zajmowały się również opieką nad potomstwem i pracą w obejściu. Narzędzia wyrabiano głównie z kości zabitych zwierząt, drewna i kamienia. Kamienne pięściaki, drewniane piki, dzidy i maczugi były pierwszymi narzędziami człowieka. Człowiekowi nie było znane coś takiego jak „zapałki”. Ogień musiał rozniecać i podtrzymywać sam. Była to zresztą bardzo potrzebna  umiejętność w tamtych „dzikich” czasach. Dawał poczucie bezpieczeństwa, rozświetlał okolicę,  chronił przed zwierzętami. Ogień umożliwiał nabycie umiejętności pieczenia i gotowania potraw, a w  późniejszym okresie wykorzystanie ognia do obróbki narzędzi, wypalania gliny (naczynia), wytopu metali. Ludzie zamieszkiwali w jaskiniach, grotach i skalnych zagłębieniach, W cieplejszym klimacie człowiek sporządzał prymitywne budowle, chroniące go przed deszczem, wiatrem czy zbyt intensywnym słońcem. Były to szałasy zrobione z gałęzi i traw lub wydrążone w ziemi jamy – ziemianki. Pierwszym odzieniem ludzkiego gatunku była zwierzęca skóra…

 

 

imagen

 

Bardzo lubię oglądać programy podróżnicze – najbardziej te prowadzone przez Cejrowskiego – są bardzo ciekawe. Przenoszą mnie w zupełnie inny świat, inną rzeczywistość. Pokazują niezwykłe, przepiękne, bardzo często niebezpieczne miejsca. Przybliżają życie codzienne tamtejszej cywilizacji, ich język, wierzenia, tradycje, kulturę, kuchnię, sposób i styl życia. To niesamowite, że współcześnie – w innym zakątku świata – żyją sobie ludzie, którzy żyją sobie tak prosto, skromnie, w zgodzie z naturą. Nie mają (na ogół ) pojęcia , czym jest telefon, tablet, telewizor (i cała masa innych znanych nam przedmiotów, które mamy w posiadaniu). Nie potrzebują tego. Wszelkie dobro potrzebne im do życia – dostarcza im ziemia! Jednak i w tamtejszej społeczności życie ma swoje ciemne strony (choćby zdjęcie powyżej).  Rola kobiety na Czarnym Lądzie zazwyczaj ogranicza się do pokornego służenia mężowi i rodzenia dzieci. Tragicznie jest także z tamtejszą służbą zdrowia. Gruźlica, AIDS, malaria, infekcje układu pokarmowego i oddechowego, robaczyca, głód – to niemal codzienność.. A głodnych więcej odsyłam tutaj http://afryka.org/afryka/zostan-wolontariuszem-i-wyjedz-do-afryki-,news/

 

2. PIERWSZE WYNALAZKI CZŁOWIEKA – W DUŻYM SKRÓCIE

 

Koło 

Najstarsze znane nam przykłady koła – wynalazku, bez którego wielu z nas nie obejdzie się nawet przez jeden dzień w całym życiu – pochodzą z czwartego tysiąclecia p.n.e. Nie sposób wskazać jednej kultury, która dokonała wynalezienia koła, ponieważ jego wizerunki w różnych zastosowaniach pojawiają się w zachowanych śladach po wielu cywilizacjach na całym świecie. Najwcześniejszym takim wizerunkiem jest tzw. waza z Bronocic, datowana na 3635–3370 p.n.e., a odnaleziona w 1976 roku na terenie Polski. Przedstawia czterokołowy wóz ciągnięty przez parę zwierząt. Na przestrzeni tysiącleci koło stopniowo udoskonalano w różnych kulturach; szczególnie cennym pomysłem było wprowadzenie szprych, przypisywane cywilizacji doliny Indusu, oraz gumowych opon, wymyślonych przez Irlandczyka Johna Boyda Dunlopa. :) W obecnych czasach wielu z nas posiada ten cud techniki, jakim bez wątpienia jest ROWER , SKUTER, MOTOCYKL, CZY SAMOCHÓD. :) Są dla nas sporym udogodnieniem (zwłaszcza, jeśli mamy pokonać znaczne odległości). Sporo oszczędzamy na czasie, wiele także tracimy. Pieniędzy na paliwo, a także zdrowia. Np. moje ciotki do tego stopnia stały się wygodne, że porzuciły wszelką aktywność fizyczną (np. bieganie, spacerowanie). Nawet mając do pokonania niewielkie odległości, aby zrobić zakupy – zamiast spaceru  wybierają cztery kółka…O ile rower nie ma dla mnie żadnych negatywów, to pozostałe trzy mocno przyczyniają się do zanieczyszczenia środowiska.

 

Prasa drukarska

gutenberg

 

Przed rokiem 1455 książki posiadali niemal wyłącznie ludzie zamożni i potężni, ale po wynalezieniu prasy drukarskiej przez Johanna Gutenberga stały się one, a zwłaszcza zawarte w nich informacje, dostępne dla znacznie szerszego grona odbiorców. Metodę drukowania książek za pomocą grawerowanych klocków wymyślili Chińczycy już w IX wieku n.e., ale proces ten był żmudny, a rezultaty często niezbyt zadowalające. Drewniana prasa Gutenberga składała się z elementów zapożyczonych z pras do wyciskania winogron stosowanych w winnicach Nadrenii oraz ruchomych pojedynczych czcionek odlanych z metalu. Pozwalała szybko powielać wiele tekstów i uzyskiwać wysoką jakość druku. Rezultaty przyniosły prawdziwą rewolucję. Proces wymyślony przez Gutenberga był tak innowacyjny, że przez cztery stulecia pozostał w zasadzie niezmieniony. Prasy drukarskie szybko się rozprzestrzeniły po całej Europie, w efekcie upowszechniły się książki, co wywołało gwałtowny rozwój nauki. Historycy uważają wynalazek Gutenberga i demokratyzację wiedzy w jego następstwie za kluczowy czynnik sprawczy renesansu, rewolucji naukowej i reformacji.. Tyle historii. Dziś do książek (tych tradycyjnych, z papieru) dostęp ma praktycznie każdy. Jednak poziom czytelnictwa nieustannie spada. Powód? Może zbyt drogie ceny. Brak czasu. Portale społecznościowe, które są coraz bardziej popularne, mnożą się na potęgę. A może coraz więcej z nas wybiera e-booki, książki dostępne w telefonie???..Ja jednak pozostanę w wersji papierowej. (Póki jeszcze istnieją).

 

PIERWSZY TELEFON  KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

Już w XVII w. ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z możliwości przesyłania głosu za pośrednictwem metalowego przewodu. Można tego dowieść w prosty sposób, za pomocą dwóch metalowych naczyń połączonych drutem. Za wynalazcę telefonu uważa się Aleksandra Bella, który pierwszy opatentował ten wynalazek, lecz koncepcja narodziła się wcześniej. Jedno z pierwszych urządzeń skonstruował Antonio Meucci. Kiedy jego żona zachorowała, Meucci skonstruował telefon, dzięki któremu kobieta mogła z domu porozumiewać się z warsztatem. Później Włoch zmodernizował wynalazek tak, by można było się nim porozumiewać na znaczną odległość. Nie było go jednak stać na opłacenie patentu. Podobnych prób dokonywał także Niemiec Philipp Reis. W roku 1876 dwóch wynalazców, Elisha Gray i Alexander Bell, samodzielnie zaprojektowało swoje telefony. Obaj mężczyźni szybko udali się do urzędu patentowego; dzieliła ich różnica kilku godzin; Bell jako pierwszy opatentował swój telefon. Elisha Gray i Alexander Graham Bell stoczyli słynną bitwę prawną o wynalezienie telefonu; zwycięsko wyszedł z niej Bell. Pierwszy publicznie dostępny wideotelefon powstał w 1936 roku w Niemczech i był w urzędach pocztowych w Berlinie i w Lipsku. Zaleta? możliwość komunikowania się z drugą osobą na znaczną odległość. Wada? PRZEDE WSZYSTKIM KOSZTA. No, chyba że dysponujemy aplikacją GG, MESSENGER, czy SKYPE, gdzie nie tylko możemy rozmawiać, lecz także widzieć tę drugą osobę, przesyłać zdjęcia, filmy i inne informacje (za darmo).

 

Pieniądz

Wynalazek, bez którego nie mogłaby istnieć nowoczesna gospodarka. Choć dziś coraz częściej jest on wirtualny i zapisany jedynie w bankowych systemach, to jednak wciąż jest niezastąpiony. Źródło naszej siły, ale i powód do konfliktów i wojen. Ciekawe, jak długo byłby w stanie przeżyć współczesny człowiek, gdyby znów musiał powrócić do czasów, w których podstawą gospodarki była wymiana towarów i usług? A to przecież nie jest jedyna funkcja pieniądza. Bo jest on równie ważny, gdy trzeba opisać nasz status, czy łatwo określić wartość jakiegoś przedmiotu. Lista sytuacji, w których jest on niezbędny, mogłaby się ciągnąć niemal w nieskończoność. :) Pieniądz jest też chyba jedynym wytworem człowieka, który może on zamienić na niemal każdą inną rzecz w otaczającym go świecie. Wady widzę głównie dwie. Ich nadmiar zdecydowanie psuje człowieka, co doskonale można dostrzec w świec ie show – biznesu i polityce. Druga wada wiążę się z zagrożeniami , jaką jest CYBERPRZESTĘPCZOŚĆ. Jeśli nie muszę – nie realizuję transakcji w sieci – wolę nie ryzykować, że stanę się ofiarą jakiegoś hakera i zostanę goła i wesoła.

 

Media Kłosy_(czasopismo)_-_1887_r

 

Prasa, radio i telewizja. Klasyczne media, które od stuleci kształtują świadomość człowieka. Choć od zawsze ostro krytykowane, to jednak bez nich trudno sobie dziś wyobrazić nasze życie. Lista ich wad – moim zdaniem- przewyższa ich zalety. POtrafia  być bronią, niekiedy o wiele silniejszą niż najpotężniejsze arsenały. Nie bez powodu wszak funkcjonuje powiedzenie, że człowieka, podobnie jak muchę, można zabić gazetą. Od dłuższego czasu widzę, że media poprzez przekazywane komunikaty – sieją niezgodę, zgorszenie, strach, zamęt. Częściej niż rzetelną informację – zgodną z prawdą – dostrzegam półprawdy i psychomanipulację. Poprzez media – rządzący narodami – pragną (co im zresztą zresztą wychodzi) całkowicie podporządkować sobie społeczeństwo, w myśl zasady: „rządź i dziel”. Nie podoba mi się to, co słyszę, widzę, czytam. Zamierzam sama kształtować swoją świadomość, umysł , wiedzę i wartości. Nie pozwolę zrobić sobie z mózgu sieczki (tu dotykam tego, co można zobaczyć na różnych kanałach w tv – polityka, seks, przemoc, dewiacje, ludzką głupotę, ekshibicjonizm, próżność, itp. itd). Dlatego TV nie oglądam, a filmy – najczęściej drogą internetową – starannie dobieram. Dla ścisłości: orientuję się w realiach, których żyjemy, ale swoimi także trzeba się zająć. Poza tym wolę skupiać się na tym, co wszystkich łączy, a nie dzieli.

 

Internet i komputery

Wynalazek, który na pewno w największym stopniu odmienił nasze codzienne życie. Czy ktoś jest w stanie wymienić wszystkie wcześniejsze technologie i urządzenia, które dziś zostały zastąpione przez komputery oraz internet? Komputer oraz dynamiczny rozwój całego sektora elektronicznego i informatycznego sprawił, że do wykonywania wielu czynności człowiek przestał być już niezbędny. Maszyny dziś robią to po prostu lepiej. Grono zawodów, które dzięki tej rewolucji zostały odesłane do lamusa, powiększa się z każdą kolejną dekadą. Internet sprawił natomiast, że w zasięgu kilku kliknięć każdy z nas ma dostęp do rzeczy, których nasi przodkowie sprzed kilkuset lat nie byliby nawet w stanie sobie wyobrazić. Zakupy? Klik i gotowe! Film? Proszę bardzo! Książka sprzed wieków? Nic prostszego! Wirtualna podróż na koniec świata? Dlaczego nie! I co najważniejsze, ta sieć nie ma granic. Poza jedną – naszą wyobraźnią. Oraz rodzącym się pytaniem: czy  roboty, które niby nam służą i pomagają, kiedyś nie pozbawią nas do reszty człowieczeństwa?…Bo niby co będziemy robić, jeśli wszystko za nas zrobią roboty? odrobią dziecku lekcje, zrobią zakupy? doradzą? a może dalej? tradycyjny seks  zastąpi cybersex (coś w stylu stosunku a la CZŁOWIEK DEMOLKA z Sylwestrem Stalonne?). Mi się to nie podoba…

 

Broń jądrowa Untitled-2

Kto wie, czy nie najstraszniejszy ludzki wynalazek. Z jednej strony, śmiercionośna broń, która pokazała swoje straszliwe oblicze w ostatnich dniach II wojny światowej. Pamiętamy. Trudno dziś znaleźć rzeczy, które mogą we współczesnych społeczeństwach budzić większy strach niż zawartość nuklearnych arsenałów światowych potęg militarnych. I stojąca za tym nieuchronna zagłada. Jednak z drugiej strony, dzięki pracy naukowców nad stworzeniem broni jądrowej, zyskaliśmy dostęp do technologii, która może nam w przyszłości zagwarantować dostęp do energii, gdy skończą się zapasy paliw kopalnych. Warto także pamiętać o tym, jak istotną rolę w dzisiejszej opiece zdrowotnej odgrywa medycyna nuklearna i ile ludzkich żyć udało się dzięki niej uratować. Ja dostrzegam w tym tylko i wyłącznie zło. Ogromny wpływ na moje spojrzenie w tej akurat kwestii mają przekazy medialne, to, co dzieje się na całym świecie. Prawie wszędzie konflikty, akty terroru, przewroty stanu, zamachy (czyt. rzekomy Smoleńsk), spiski, rewolucje, egzekucje, manifestacje, akcje poparcia/ akceptacji aborcji, eutanazji, in – vitro, homoseksualnych związków z możliwością wychowywania dzieci, transseksualizm, zmiany płci, a nawet obcowania płciowego człowieka ze zwierzętami( zoofilia), masowe mordy i gwałty, wyścig zbrojeń…Istna apokalipsa. Trzeba być naprawdę ślepym, żeby nie widzieć, jak wielki jest nasz upadek jako cywilizacji homo – sapiens.

 

3. Do czego zmierzam? Po co te wzmianki o wynalazkach?

 

Od rewolucji przemysłowej tkwimy w pułapce myślenia, że postęp znaczy więcej. Tak jest od  X  lat, więc to już nie postęp, tylko zacięta płyta. Przyznaję, wiele zdobyczy  nauki i techniki – bywa z pożytkiem dla człowieka:  są pomocą, udogodnieniem, wygodą. Jednak często okazuje się, że coś, co z początku wydaje się być ulepszeniem, postępem, jest atrakcyjne i z pozoru nie ma złych stron – jest  ogromną szkodą, zagrożeniem, narzędziem samozagłady. Podsumujmy więc bilans zysków i strat:

 

PLUS

Dobrym owocem rozwoju cywilizacyjnego i postępu technicznego, naukowego oraz  intelektualnego – jest  szereg odkryć w każdej z dziedzin życia. Nowe wynalazki przyczyniły się do poprawienia warunków życia. Ulepszony transport, swobodny przepływ informacji, ochrona przed chorobami – to tylko niektóre z licznych pozytywnych skutków osiągnięć cywilizacyjnych 20 wieku. Radio, telewizja, kino, komputery, płyty CD, telefony…. Dzisiaj nikt z nas nie wyobraża sobie życia bez tych urządzeń.  20 wiek przyniósł szereg praktycznych wynalazków, jak np. elektryczny odkurzacz czy lodówka. Wynaleziono faks, radar, laser, pigułkę antykoncepcyjną. Jak widać postęp dokonał się w każdej dziedzinie życia. Jednym z najważniejszych odkryć było wynalezienie przez Aleksandra Fleminga penicyliny, pierwszego antybiotyku, dzięki któremu wiele osób pokonało groźne choroby. 20 wiek to również rozwój transplantologii, a także odkrycie struktury cząsteczki DNA. Niesamowicie ważnym stał się rozwój lotnictwa oraz motoryzacji masowej. Nie można zapomnieć też pozytywnym wykorzystaniu energii atomowej, budowaniu elektrowni jądrowych, odkryciu promieniotwórczości czy lotach kosmicznych. Wiek 20 to początek ery plastików, pierwszy plastik syntetyczny został wynaleziony w 1907 roku. To tylko kilka z licznych osiągnięć cywilizacyjnych 20 wieku. Ubiegłe stulecie należy także kojarzyć m.in. z rozpoczęciem badań nad klonowaniem (słynna owca Dolly), ogólną teorią względności Einsteina czy otrzymaniem prawa głosu przez kobiety i powstaniem Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Jak widać, wiek 20 obfitował w różnego typu wydarzenia, których skutki widoczne są aż do dzisiaj.

 

MINUS

 

Prawie każdy z ludzkich wynalazków może zostać użyty w taki sposób, aby zaszkodzić społeczeństwu. Przede wszystkim rozwój nie przebiegał (i nie przebiega nadal) równo na całym świecie. Istnieje przepaść między bogatą północą i biednym południem. W krajach biedniejszych zanotowano wzrost populacji, co tylko nasila problemy ich mieszkańców. Rozwój cywilizacji wiąże się także z zanieczyszczeniem środowiska. Do atmosfery przenikają związki siarki, węgla i azotu. Zanieczyszczone są gleby, wody i powietrze. Z kolei duży postęp w dziedzinie komunikacji staje się niebezpieczny ze względu na możliwość uzależnienia się od np. internetu. Swobodny przepływ danych może naruszać prywatność każdego z nas. Warto także wspomnieć o chorobach cywilizacyjnych, których przyczynami są m.in. zanieczyszczenie środowiska czy chemizacja rolnictwa. Niekorzystny wpływ na społeczeństwo może mieć również energetyka jądrowa. Wszyscy pamiętamy o tragedii, jaka wydarzyła się w Czarnobylu. Rozwój lotnictwa, wynalezienie nowych rodzajów broni to kolejna ważna kwestia. Działania wojenne przeprowadzane przy pomocy najnowocześniejszych metod stanowią duże zagrożenie dla życia ludzkości. Wystarczy wspomnieć chociażby zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki. Kolejnymi problemami są m.in. globalizacja gospodarki, zanik kulturowej różnorodności, łamanie praw człowieka, klonowanie czy zbyt duże migracje ludności. Zatem osiągnięcia cywilizacyjne mogą nieść ze sobą szereg zagrożeń. Tylko od nas zależy, w jaki sposób będziemy korzystać z rozwoju nauki oraz czy nasze własne odkrycia nie zostaną wykorzystane przeciwko społeczeństwu.(…).

PS. Tematu nie da się w pełni wyczerpać, stąd poruszone zostało tylko  kilka jego aspektów.:). Gratuluję tym, którzy doczytali do końca .

BEZDOMNOŚĆ – ludzka niedola, czy sposób na biznes?

Jestem! :) Dawno mnie tu nie było, ale tyle się działo…dużo odpoczynku, ćwiczenia (ze skutkiem różnym) ,  polowanie na ciekawy film w internecie, FB i…odwiedziny. :) Mój dom zamienił się w szpital :) Prawie codziennie ktoś wpada na 2-3 godzinki z odwiedzinami. Nie powiem: to bardzo bardzo miłe, że są wokół mnie ludzie, którym na mnie zależy i mój los nie jest im obojętny. Cóż z tego, że jest ich zaledwie garstka?. Zawsze uważałam, .że nie jest ważna ilość, lecz jakość.:). Może to dziwne co teraz napiszę, ale choć jestem na najdłuższym jak dotąd L4, nie mogę narzekać na nudę (a tego się obawiałam). Czas płynie bardzo szybko. Może wynika to z tego, że nie lubię być bierna i staram się wypełniać sobie czas na różne sposoby?. :). Nie wrzucałam ostatnio żadnego posta, gdyż najzwyczajniej w świecie nie miałam weny twórczej.:). Ale dzisiaj trochę mnie naszło na rozmyślania (może to skutek wczorajszych odwiedzin, pełnych radości oraz głębokich przemyśleń w wielu kwestiach). I pomyślałam, że pochylę się nieco nad ludzką biedą, a konkretniej – problemem bezdomności. A co? :). Zaczął się nowy rok szkolny :). Dobrze rozruszać szare komórki uśpione na czas wakacji i urlopów :).

Do tego tematu zachęcił mnie w jakiś sposób mało ambitny program (Malanowski & Partnerzy), który poświęcony był właśnie tej tematyce. Mam na uwadze to, że w takich programach przedstawione historie  - choć oparte na faktach – doprawione są w jakimś stopniu fikcją literacką, niemniej cały odcinek wydał mi się na tyle ciekawy, by się na niego powołać. W skrócie: do detektywów przychodzi młoda kobieta prosząc o odszukanie brata, który po prostu zniknął. W toku śledztwa okazuje się, że ów brat (któremu na co dzień niczego nie brakuje ) – żebrze na dworcu. Okazuje się, że facet wpadł w spore problemy. Zadłużył się na znaczną sumę i jego wierzyciele (jak można się domyśleć : ludzie z półświatka, którzy mają na pieńku z prawem) domagają się kasy, grożą, szantażują itd.

I tu pomału przechodzę do sedna sprawy. Zawsze, kiedy spotykam wokół siebie jakiegoś ubogiego (a przynajmniej sprawiającego takie wrażenie), cierpiącego, czy wspomnianego bezdomnego – coś we mnie pęka…Tak, jestem mięczakiem. Typem człowieka, który nie potrafi przejść obojętnie wobec ludzkiej krzywdy (czego czasem żałuję). Mam w sobie coś z doktora Judyma. Oczywiście życiowe doświadczenia nauczyły mnie , że jeśli pomagać, to mądrze. Nie pomagam alkoholikom, ludziom którym „brakuje” na fajki , „ukradziono kasę/dokumenty” czy zbierają „na leki” (zamiast konkretnym osobom – wspieram instytucje , co do których działalności mam pewność). Spotkała mnie raz nieco bulwersująca sytuacja, która pomogła mi „dojrzeć” i nauczyła pomagać z głową. Idę na uczelnię i na rogu zaczepia mnie posunięta w latach, zgarbiona, ubrana w łachmany, poruszająca się o lasce babulinka. Sam widok tej kobiety już uruchomił we mnie „współczucie”. W psychologii nazywają to mechanizmem „klik -wrr” (jeśli dobrze pamiętam). Podchodzi do mnie biedna i prosi o pomoc: „przepraszam, jestem głodna, czy mogła by pani dać mi na dwie bułki?”. Myślę sobie: głodnemu nie odmówię, to nie po chrześcijańsku („głodnych nakarmić”), ale zamiast kasy (jeśli dobrze pamiętam tę sytuację sprzed lat) KUPIŁAM JEJ W TEJ PIEKARNI DWIE BUŁKI. I druga scena: wracam z uczelni, tego samego dnia (juz robiło się ciemno). Ta babulinka nadal stała w tym miejscu. Sprawiała wrażenie, jakby na coś’/ kogoś czekała. Odczekałam chwilę ,czekając na rozwój wydarzeń. Po dwóch-trzech minutach podjechało czarne BMW. Wysiadł jakiś młody człowiek, machnął ręką, i tą babcię biedną zabrał tym BMW !  Przecierałam oczy ze zdumienia, a we mnie po prostu wrzało z oburzenia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam (nie przyszło by mi to nawet do głowy!), że spora część ludzi jest PRZYMUSZANA DO ŻEBRANIA!.

Czy było tak w przypadku tej babci?  nie wiem. Ale faktem jest, że przyczyny ludzkiej biedy , w tym bezdomności, są bardzo różne. Czasem to kwestia okoliczności, czasem ludzkiej głupoty (na którą niestety lekarstwa nie ma),  Powodem bywają też uzależnienia i  nałogi, patologie społeczne (np alkoholik, który wszystko przepija, czy hazardzista, który ma kolosalne zadłużenie). Bezdomność może też wynikać ze złej sytuacji gospodarczo – ekonomicznej kraju, niezaradności życiowej danej osoby, rozpadu rodziny, utraty domu (eksmisja) itd. Bezdomność to Także stan umysłu, ludzki wybór, styl życia. Jest tyle miejsc, które starają się pomóc bezdomnym: jadłodajnie, noclegownie, instytucje charytatywne..A jednak jak często słyszy się (zwłaszcza na sezon jesień/zima) komunikaty w stylu: bezdomny umarł na ulicy z zimna. Nie rozumiem tego: ludzie chcą podać kubek ciepłej herbaty, chleb, zapewnić dach nad głową, a ten bezdomny skazuje się na pewną śmierć przy -20 st.  Jednak o wiele bardziej wkurza mnie  ten typ człowieka, który na żebraniu zwyczajnie chce zarobić (bywa, że niemało). Zamiast pójść do pracy, idzie na ulicę i żeruje na ludzkiej dobroci, śmiejąc się w duchu z ludzkiej naiwności. Sama niejeden raz padłam ofiarą takiej osoby. Ale to nieważne. Nie zamierzam się zmieniać. Mimo wszystko – w miarę możliwości – nadal będę pomagać (oczywiście z głową). W końcu życie bywa nieprzewidywalne. Też mogę kiedyś tej pomocy potrzebować…

Ode mnie z daleka! Czyli kilka typów ludzi, których unikam jak ognia.

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.” - John Donne (1572–1631) – angielski poeta i prozaik.

 

Na drogach naszego życia spotykamy przeróżnych ludzi. Jedni są z nami od zawsze (rodzina),  inni towarzyszą nam w naszej ziemskiej wędrówce przez jakiś czas.  Każda osoba (bez wyjątku) ubogaca nas, coś do naszego życia wnosi, inspiruje, uczy, w jakimś sensie ma swój udział w naszym osobistym rozwoju.  Te pozytywne relacje pozwalają na otwarte i radosne funkcjonowanie w społeczeństwie , są podstawową i najważniejszą potrzebą naszego życia. Są źródłem naszego szczęścia, czymś naprawdę cennym. Jednak  jest pewna grupa osób, z którymi lepiej w relacje nie wchodzić, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. I o tym właśnie będzie ten post: o typach osobowości, których unikam jak ognia.  Dla jasności: to tylko kilka moich doświadczeń z ludźmi, którymi postanowiłam się zwyczajnie podzielić.(nie jestem psychologiem, więc będzie bardzo prosto, niefachowo, wg mojego prywatnego słownika).

1. GADUŁA - Od zawsze jestem lepszym słuchaczem niż mówcą i bardziej sobie cenię słuchanie niż gadanie, na czym tylko w życiu zyskałam. Lubię, jeśli mój rozmówca ma coś do powiedzenia. Ale oprócz tego co mówi , zwracam uwagę na to jak i ile mówi.  Taka osoba potrafi mówić o wszystkim i o niczym. Ciekawie i nudno jak flaki z olejem. Jeśli da mi od czasu do czasu dojść do słowa – super. Ale jeśli taka osoba wyrzuca z siebie coraz to nowe słowa niczym pociski z karabinu, zwyczajnie mnie to nuży (a bywa, że i wkurza).

2. PLOTKARZ – czyli osoba szukająca sensacji, wścibiająca nos w nie swoje sprawy. To ją kręci. Oczywiście o czymś  rozmawiać trzeba, a informacja zabarwiona jakąś anegdotą  czy żartem – wydaje się ciekawsza. Jeśli masz w swoim otoczeniu osobę kochającą plotki, przyjrzyj się, w jaki sposób je przedstawia.(Przykład: Ta M. się dorobiła. Na pewno musiała się z  nim przespać…, Jak ona się ubiera!…,  Wczoraj spotkałam ją u  lekarza. Jeszcze nie ma ślubu, a już w ciąży! itp.). Jednego możesz być pewien/pewna: za twoimi plecami taka osoba będzie mówić to samo komuś innemu. Mnie życie nauczyło roztropności w mówieniu. Mówić konkretnie, w temacie. Wtedy nasz plotkarz nie będzie miał z czego kolejnej plotki na nasz temat puścić. Plotka co prawda jest narzędziem komunikacji, nieraz dostarcza nam przyjemności czy rozrywki, to prawda. Ale często możemy paść ofiarą plotki z zazdrości czy wręcz zawiści. A kłamstwo powtórzone x razy, dla innych staje się prawdą. Wtedy słowo staje się bronią masowego rażenia, które może doprowadzić przykładowo do rozpadu naszego związku, utraty pracy, czy zszarganiem naszego dobrego imienia. Plotkarzom już dziękuję!

3.  NARZEKACZ –  kolejny typ, od którego stronię. Oczywiście życie ludzkie to nie bajka. Każdy z nas zmaga się od czasu do czasu z jakąś trudnością, cierpieniem, chorobą czy innym nieszczęściem. Czasami po prostu potrzebujemy się komuś wyżalić, by poczuć ulgę, zrzucić ciężar z serca. Sama niejednokrotnie w swoim życiu wylewałam swoje żale (zawsze za to przepraszając). Sam fakt, że zostałam wysłuchana, stanowił dla mnie ogromną pomoc, a słowo pocieszenia w tym trudnym czasie i/lub dobra rada – wlewał nową nadzieję. Jednak jeżeli każda rozmowa z drugą osobą jest niekończącym się marudzeniem jacy to ludzie są podli, a życie do bani – uciekam. Bo ile można? Przecież w życiu spotykają nas także dobre rzeczy, o których warto rozmawiać.

4. PAW – znany z przepięknego ogona, który jest jego chlubą. W przełożeniu na relacje międzyludzkie mam na myśli osobę pełną pychy światowej, która uważa się za nie wiadomo kogo: jest najmądrzejsza, najpiękniejsza, najbardziej seksowna i w ogóle naj. Obnosi się ze swoim bogactwem,  sukcesami, doświadczeniem, liczbą partnerów – jak ten paw, okazując innym swoją pogardę, wyższość czy politowanie. Takim osobom też mówię nie.

5. POLICJANT/ ŻANDARM - typ człowieka, który zawsze trzyma rękę na pulsie, wszystko chce mieć pod kontrolą. Zadaje niezliczoną ilość pytań, przez co człowiek czuje się jak na przesłuchaniu w komisariacie. Jest nieufny. Wszędzie węszy kłamstwo i podstęp. Szuka dziury w całym. Ciągle szuka haka , do czegoś w końcu można się przyczepić (w końcu nikt z nas nie jest idealny)

6. BLUSZCZ.- czyli osoba ( w domyśle partner, mąż/żona, narzeczony/ narzeczona), która bardzo bardzo nas kocha, świata poza nami nie widzi (i to dosłownie). Ciągle nas rozpieszcza i nam nadskakuje. Całkowicie od nas zależna. Osoba niesamodzielna, która postrzega siebie jako  słabą, bezradną , nieradzącą sobie w życiu, niedostosowaną do wymagań, jakie stawia życie. Ja trafiłam na takiego bluszcza (choć nie jestem w związku), ale trafił mi się adorator, dla którego jestem miss Nieba, kobietą wymarzoną, cudowną, której pragnie świat złożyć u stóp (czyli ślub, rodzina itd). Problem po pierwsze polega na tym, że brakuje z mojej strony wzajemności (o czym doskonale wie), po drugie – jest osobą zdesperowaną, bardzo poranioną, samotną, głodną miłości, uwagi, ciepła, bliskości. Zalewa mnie czułościami, telefonami, komplementami, miłością, wszystkim. Jedna chwila be żadnego kontaktu ze mną (choćby smsa), to dla niego dramat. Zamknął by mnie najchętniej w złotej klatce, lub postawił pomnik ku mojej czci…Pomocy, duszę się!

7. PIOTRUŚ PAN. - chyba każdy z nas oglądał tę opowieść. Duże dziecko – najprościej rzecz ujmując. Wszystkie cechy zewnętrzne świadczą o jego dojrzałości: ma swoje lata, zdobył bardzo dobre wykształcenie, pracuje. Jednak wewnętrznie ciągle jest małym, rozkapryszonym chłopcem. Nie chce wchodzić w dorosłe życie, wziąć za siebie odpowiedzialność. Piotruś Pan to zazwyczaj osoba w pełni rozwinięta pod względem fizycznym i emocjonalnym. Lubi żyć beztrosko, dobrze się bawiąc (jak Piotruś Pan). Osoby z tym syndromem często przejawiają skrajne emocje, np. wybuchają gniewem. Osoba taka cieszy się wolnością, ale jednocześnie omija ją wszystko to, co dorosłość umożliwia, w tym założenie rodziny oraz zbudowanie bliskiej więzi z inną osobą. Też czasami bywam szalona i beztroska, ale bez przesady.

8. DON ŻUAN –  czyli facet o niezwykłym uroku osobistym, przyciągający kobiety niczym magnes (niekoniecznie dlatego, że jest przystojny). Zuchwały UWODZICIEL, łamacz kobiecych serc . W jego życiu zawsze jest wiele kobiet , które  traktuje przedmiotowo, jak zabawki. Zdradza nieustannie. Zmienia je często – jak rękawiczki. Ot, taki sport. Dziękuje, żegnam Pana!

9. SEKSOHOLIK  -  wiadomo o co chodzi.  Facet uzależniony od seksu i od miłości. Nie ważne jak, nieważne gdzie, nieważne z kim. Byle zaliczyć, zaspokoić swój głód. Często eksperymentuje w łóżku, podejmuje ryzykowne zachowania seksualne. Jednak  po seksie – zamiast euforii i odprężenia, przychodzi u takiej osoby dół i użalanie się nad sobą. Facet totalnie pozbawiony  zahamowań. Nie liczy się, że postępując w ten sposób rani i upokarza kobietę, upadla ją. Dla niego liczy się adrenalina i orgazm za wszelką cenę. Seks jest dla ludzi, jest przyjemny., jest źródłem niezwykłych doznań. Ma wiele zalet . Jeśli jednak w tym wszystkim nie ma wzajemnego zaangażowania i szacunku do ciała drugiej osoby – to jestem na  nie!.

10.  FACET BORDERLINE. - to jest moja historia ( mój – już- bardzo- były  stanowi własnie ten typ). Co mnie te kilka lat kosztowało – wiem tylko ja (oraz ci, którzy też przerobili to na własnej skórze). Taki związek jest  jak taniec nad przepaścią.  Borderline oznacza kłopoty. Taką osobę cechują niestabilność i chaos. Człowiek nieprzewidywalny, impulsywny, niestabilny emocjonalnie. U mojego dawno byłego do tych niektórych cech doszła trauma, ciągnąca się latami (przemoc emocjonalna i psychiczna ze strony ojca – alkoholika ). Trudno się zatem dziwić, że ten związek rozleciał się z hukiem (na całe szczęście).  Przypłaciłam to kilkumiesięczną depresją , jednak okazałam się na tyle silna, by znowu stanąć na nogi…

Jak widać – trochę się tego nazbierało. Całkiem niezła lista mi wyszła :). I to po części tłumaczy moje bycie singielką.:).Następnym razem pokuszę się o kilka typów TOKSYCZNYCH KOBIET  dla równowagi :).

Wspomnienia z dzieciństwa, czyli wyższość trzepaka nad play-station

Nie planowałam co prawda zamieszczać dziś żadnej notki, ale dzisiejszy dzień nieco mnie zainspirował i do tego nakłonił…. Żeby było ciekawiej – tematyka tego posta tworzyła się w szpitalu. :) Tak, miałam dziś kontrolną wizytę u neurologa ( jak dotarłam do przychodni ok 11: 30, tak wróciłam około 15:45). Jak funkcjonuje służba zdrowia w naszym pięknym kraju – wiadomo.:).  Nie należę do ludzi, którzy lubią marnować czas (i nerwy i tak nadszarpane), więc starałam się czymś zająć moje myśli. I tak, zerkając co jakiś czas dookoła – dostrzegłam w pewnej chwili młodą kobietę, z trójką dzieci. Dziewczynka (najstarsza) i dwóch chłopców w wieku przedszkolnym. Latali po szpitalnym korytarzu jak wariaci:). Wesoły widok w ten jakże śpiący, deszczowy dzień. Po krótkiej chwili jeden z chłopców znudził się całym tym bieganiem w te i we wte, więc wrócił do mamusi i coś od niej chciał. Na jakiś moment  znikł mi z oczu, by za chwilę przespacerować się przede mną , zapatrzonym w całkiem wypasionego Smartfona…I zrobiło mi się wtedy smutno..Wiecie? naprawdę żal mi okropnie tych bajtli, które widzę wokół siebie. Jest mi przykro, bo widzę, jak upływ czasu i postęp techniczny – zubażają te dzieciaki o wspaniałe doświadczenia, niesamowite przeżycia, radosne chwile. Powróciłam wspomnieniami do czasów własnego dzieciństwa i aż się uśmiechnęłam:). Jak większość dziewczynek lubiłam zabawę lalkami (rodzice kupli mi domek dla lalek, więc już na samym początku bawiłam się w dom). Potem kupili mi cały spożywczak :D (taka gra, gdzie były żetony i w przegródkach wszystkie owoce i warzywa – oczywiście z plastiku, które ode mnie kupowali rodzice). A zatem – po zaznajomieniu się co nieco z życiem rodzinnym, zaczęłam poznawać bliżej tajniki handlu :D. Wachlarz gier i zabaw wypełniających mój czas zaczął się szybko powiększać: skakanka, guma do skakania, paletki do badmingtona, rakiety do tenisa, piłki, bierki, warcaby, szachy, puzzle (i cała masa innych przedmiotów , które dawały mi w dzieciństwie wiele radości. :). Do tego oczywiście extremalne zabawy z chłopakami – czyli piłka nożna i wspinaczki po drzewach i dachach , z czego jedna skończyła się złamaniem obojczyka. Aaaa, byłabym zapomniała o grze w klasy, kapslach, grzybku, chowanego, podchodach i trzepaku! Najwięcej adrenaliny dawał mi trzepak (był dość wysoko przymocowany do bocznej ściany familoka (kto nie wie, co to – zapytajcie wujka Google), a że ja jako dziecko bałam się wysokości – właziłam na niego rzadko. Czyli większość mojego dzieciństwa (wyłączając okres nauki, który z wielu atrakcji podwórkowych mnie okradał) – spędzałam na „świeżym, ślunskim lufcie”, aktywnie co nie miara. Zawsze wracałam do domu ze strupem, czy siniakiem, ale zawsze szczęśliwa. Telewizja co prawda – już wtedy była, ale ja miałam tylko dwa kanały, zatem stałym punktem dziennego programu , była oczywiście WIECZORYNKA. :). Najbardziej lubiłam Gumisie, smurfy, Kaczora Donalda i Spółkę, Scoobiego, Chipa i Day’la , Coralgola i oczywiście Muminki :). Nie było też wtedy czegoś takiego jak telefon komórkowy (my nie mieliśmy nawet stacjonarnego), czy internet (Chwała Bogu – dzięki temu miałam barwne, udane dzieciństwo. Nie miałam też laptopa czy (jak w tytule posta) gry play-station (pojawiła się, ale później)…

O ironio! Wtedy największą dla mnie karą, baaa…prawdziwym dramatem – był SZLABAN NA PODWÓRKO….Dziś karą dla dziecka staje się nakaz wyjścia na podwórko. (coraz częściej na podwórkach widzę ZNAK ZAKAZU GRY W PIŁKĘ). Trzepak już raczej nie służy do zabawy (jak dawniej), lecz ma zastosowanie czysto praktyczne: na nim trzepiemy dywany. Aktywność fizyczna  coraz częściej jest zabraniana ( bo rabatkę dziecko zniszczy lub szybę wybije). Skutki? dzieci są coraz słabsze fizycznie, coraz mniej odporne. Nudzą się jak mopsy. Nie mając zbyt wielu możliwości  i miejsca do zabaw, dzieciaki zasiadają przed telewizorami czy komputerami (co  nierzadko kończy się uzależnieniem). Wiele godzin spędzonych w taki sposób (co jest naukowo udowodnione) prowadzi też do nadmiernej nerwowości czy wręcz agresji.  Większość gier zawiera sceny przemocy i wyrafinowanego okrucieństwa, co niesie ze sobą spore  zagrożenia dla prawidłowego rozwoju psychicznego młodego człowieka. Spory ładunek agresji i przemocy – może utrwalić  dziecko w przekonaniu, iż przemoc i okrucieństwo jest stanem normalnym, potrzebnym by przetrwać w realnym świecie. Skutek? W prasie można (i to wcale nierzadko) spotkać artykuły o takich wydarzeniach: dziecko zabiło kolegę podczas zabawy, bo myślało, że on tak jak postać z gry ożyje po pewnym czasie, inne wyskoczyło z okna, bo myślało, że posiada nadludzkie zdolności swojego bohatera. Oddziaływanie gier na psychikę dziecka jest o wiele silniejsze niż oglądanie przemocy w telewizji. W grze dziecko nie tylko ogląda przemoc, ale także samo jej dokonuje by wygrać. Samo też podejmuje decyzje o formach tej przemocy, czy będzie to seria z karabinu, czy cios nożem. Prowadzi to do odwrażliwienia i znieczulenia na przemoc. Kiedy dziecko zabija po raz pierwszy przeżywa swój czyn emocjonalnie, gdy robi to po raz tysięczny jest to dla niego obojętne emocjonalnie, uważa, że jest to konieczne, aby przetrwać w grze i wygrać… A zalety gier podwórkowych? Rozwijają one koordynację ruchową, poprawiają kondycję, a także – co najważniejsze – pozwalają na bezpośredni kontakt z rówieśnikami, przygotowując dzieci do dalszego życia. Rozwijają w młodym człowieku kreatywność, wyobraźnię. Ułatwiają dziecku wyrażać swoje potrzeby, pomagają zdobywać szeroko pojętą tolerancję czy umiejętność negocjowania. Poprzez kontakt z innymi  -  dziecko poznaje lepiej otaczający go świat, wymienia się doświadczeniami , a przez to staje się lepiej przygotowane  do dorosłego życia. Rekrutacja na studia, pierwsza rozmowa kwalifikacyjna w pracy… Dla nas to coś naturalnego, lecz dla dziecka wychowanego przed ekranem komputera może okazać się przeżyciem niezwykle stresującym… Zmierzając powoli do krótkiej puenty, gdyż post robi się nieco długawy- ogłaszam: wyższość trzepaka nad play-station,  gier podwórkowych nad grami internetowymi oraz wszelkiego rodzaju aktywności – nad pierdzeniem w fotel przed TV lub komputerem. Bogu dzięki za tak wspaniałe dzieciństwo, jakie mi było dane! Amen!. :D

Świat się kończy. Niemcy zalegalizowali małżeństwa homoseksualistów.

No i stało się. Niemcy dołączyły do krajów takich, jak Argentyna, Belgia, Brazylia, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Kanada, czy Luxemburg i zalegalizowały w końcu małżeństwa homoseksualistów. Dziwić mnie to raczej nie dziwi. Ten, kto od czasu do czasu śledzi newsy podawane przez media – wie, że to była tylko kwestia czasu. W końcu Niemcy to taki „postępowy”, „otwarty”, „tolerancyjny” kraj. Nie to, co Polska – światowy „zaścianek”, zamknięty na inność, wrogi, pełen uprzedzeń, lęków, kompleksów, dzielący ludzi na „gorszy i lepszy sort”.
I chwała za to! Tak, jestem „zaściankowa” z wyboru. Jestem z tego dumna. Ten zaścianek to moja bezpieczna przystań (przynajmniej – w tym temacie). Dla jasności: wiem dobrze, czym jest odrzucenie, niezrozumienie, poczucie niedopasowania , bycia gorszym. Z racji mojej niepełnosprawności i choroby (czego na pierwszy rzut oka nie widać) – doświadczyłam tego na własnej skórze. „Boksowałam się” z ludźmi, walczyłam o swoje marzenia, szukałam zaspokojenia pragnień serca i duszy, przepełnionych smutkiem, goryczą, poczuciem krzywdy i pustki. Jednak związki partnerskie jednej płci to zupełnie inna bajka. Nikogo nie oceniam, nie potępiam. Nikim nie gardzę. Gej/lesbijka – też człowiek. Każdy ma prawo do szczęścia. Jest naszą sprawą i wyborem z kim żyjemy, chodzimy do łóżka itd. Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że związek dwóch mężczyzn (kobiet) jest sprzeczny z naturą. Zostaliśmy skonstruowani na Boży sposób – tylko krótko wspomnę. Bóg stworzył mężczyznę na swój obraz i podobieństwo. Następnie z żebra Adama stworzył kobietę (by Adam nie był sam) i obojgu pobłogosławił słowami: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”. Skierował te słowa do kobiety i mężczyzny , nie do dwóch osób jednej płci. To akt płciowy kobiety i mężczyzny sprawia, że poczyna się dziecko, owoc ich miłości, namiętności. To jest dla mnie coś niewyobrażalnie pięknego. Coś czego zapewne nie doświadczę z racji przeciwwskazań medycznych.Dla mnie legalizacja takich jednopłciowych związków partnerskich to totalna porażka moralna i upadek człowieczeństwa. Ale to tylko moje osobiste zdanie. W związku z tym, że związek jednej płci jest czymś sprzecznym naturze, homoseksualizm postrzegam przede wszystkim jako CHOROBĘ, zaburzenie psychiczne.Podobno można z tego wyjść (choć zapewne nie jest to łatwe). Na naukowym rynku wydawnictw pojawiła się już jakiś czas temu – książka pt. „Walka o normalność” holenderskiego psychologa dr Gerarda J.M. van den Aardwega. Holenderski psycholog zebrał w tej książce doświadczenia ponad 30 lat pracy, w której jednoznacznie w sposób naukowy uzasadnia, że homoseksualizm jest chorobą i to wyleczalną. Bowiem przez dziesiątki lat zdołał pomóc setkom homoseksualistom. Jego terapeutyczne metody cieszą się dużym zainteresowaniem na całym świecie, o czym świadczą liczne książki van den Aardwega, tłumaczone na języki obce (po polsku ukazała się w 1999 roku praca pod tytułem „Homoseksualizm i nadzieja”) oraz jego wykłady na uniwersytetach w Europie Zachodniej, Ameryce Północnej i Południowej.Jestem praktykującym katolikiem, zatem na co dzień staram się żyć Ewangelią. Ona jest moim życiowym kierunkowskazem, który pomaga mi na kadżym życiowym zakręcie, rozwiewa wszelkie wątpliwości, pokazuje prawdę. Sama byłam niesamowicie zaskoczona tym co znalazłam na temat homoseksualizmu w biblii (kiedy miałam jeszcze wątpliwości w tym temacie). Żeby nie było za długo – podam jedynie kilka fragmentów.

Co Biblia mówi na temat małżeństw gejowskich/ osób tej samej płci?

1. „Jeśli zatem Twoja ręka jest dla ciebie powodem do grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nie ugaszony. I jeśli Twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli Twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie” (zob. Mk 9, 43-49).
2. Mimo, iż Biblia jasno wyraża się na temat homoseksualizmu, to otwarcie nie wspomina o małżeństwach gejowskich/ osób tej samej płci. Biblia potępia homoseksualizm jako grzech niemoralny i wbrew naturze. 3 Księga Mojżeszowa 18.22 wskazuje, że seks homoseksualny jest grzechem odrażającym, obrzydliwym. Rzymian 1.26-27 wyjaśnia, że pragnienia i czyny homoseksualne są czymś wstydliwym, nienaturalnym, wywodzącym się z żądzy i nieczystości. 1 list Koryntian 6.9 stwierdza, że homoseksualiści są pozbawieni prawości i nie posiądą królestwa Bożego. A skoro zarówno pragnienia jak i czyny homoseksualne są potępione przez Biblię, to jest również jasne, że małżeństwo homoseksualne nie jest zgodne z Bożą wolą, i będzie w rzeczywistości grzechem.
3. Pierwsza wzmianka o małżeństwie pojawia się w 1 Księdze Mojżeszowej 2.24, opisując je jako opuszczenie rodziców i złączenie się z własną żoną. We fragmentach, które zawierają instrukcję odnośnie małżeństwa, takie jak 1 Koryntian 7.2-16 i Efezjan 5.23-33, Biblia w jasny sposób wskazuje, że małżeństwo to związek między mężczyzną a kobietą. A dokładnie Biblia mówi, że małżeństwo jest przymierzem na całe życie pomiędzy mężczyzną a kobietą, przede wszystkim ze względu na potrzebę budowania rodziny i tworzenia dla niej dobrych warunków.
Zgodnie z Biblią małżeństwo jest zaplanowane przez Boga jako relacja pomiędzy mężczyzną a kobietą (1 Księga Mojżeszowa 2.21-24; Ew. Mateusza 19.4-6). Małżeństwo gejowskie/ osób tej samej płci jest wypaczeniem instytucji małżeństwa i obrazą Boga, który stworzył małżeństwo.

A co na to psychologia?
Nie ma gejowskiego genu. To po pierwsze (i to nie jest moje zdanie, gdyż ja na psychologii znam się odrobinę).Współczesna świecka psychologia rozpoznaje, że mężczyźni i kobiety są psychologicznie i emocjonalnie zaprojektowani aby wzajemnie się wypełniać. A w odniesieniu do rodziny, psychologowie twierdzą, że jedność pomiędzy mężczyzną i kobietą w której oboje małżonków służy jako przykład dobrze wypełnianych ról jest najlepszym środowiskiem do wychowywania dobrze przygotowanych do życia dzieci. Psychologia wyraża sprzeciw względem małżeństw gejowskich. Zgodnie z naturą/ fizycznością oczywiste jest, że mężczyźni i kobiety zostali stworzeni, aby „pasować” do siebie seksualnie. A tym „naturalnym” celem relacji seksualnej jest prokreacja, co jest oczywiste, tylko w relacji seksualnej pomiędzy mężczyzną i kobietą, gdzie cel ten jest spełniony. Natura wyraża sprzeciw względem małżeństw gejowskich.

Dla mnie osobiście prawo do małżeństwa, a także adopcji dzieci przez osoby homoseksualne – to akceptacja na coraz większy rozwój patologii społecznej i zła na świecie. Obawiam się, że jeżeli i u nas, w naszym polskim zaścianku – dojdzie do legalizacji małżeństw homoseksualnych, spotkamy się z tragediami, taka jak choćby ta z USA, gdzie małżeństwo gejów, które adoptowało dziewiątkę dzieci, zgwałciło dwójkę z nich(!). Dzieci były maltretowane,gwałcone, straszone bronią i bite przez swoich „tatusiów”. Trudno jednak dziwić się tej walce o prawa dla związków partnerskich jednej płci, kiedy (co piszę z przykrością za słowem arcybiskupa Henryka Hosera) w polskim Kościele jest problem z pedofilią i homoseksualizmem. Jak mówi w jednym z wywiadów – „mamy do czynienia z lobby homoseksualnym, z którym ciężko jest walczyć. – Nie da się tego wyczyścić. Podobnie jak nie da się wyczyścić księży z wszelkiego grzechu”. Ale można (i trzeba) z tym walczyć.Bo przykład (dobry, czy zły) zawsze idzie z góry. (…).

Kinder – niespodzianka, czyli rzecz o uchodźcach, migrantach.

 

Ostatnie kilka dni byłam poza zasięgiem sieci, i dobrze – każdy potrzebuje czasu  na „reset”, by zwolnić, zatrzymać się, wyciszyć, odpocząć, pobyć z bliskimi, zrobić coś RAZEM. Pogoda niestety nie dopisała, ale nastrój jak najbardziej. Od informacji medialnych nie udało mi się jednak uciec całkowicie, bo w przeciwieństwie do mnie – rodzinka „karmi się”  bardzo konkretnie tym, co nam fundują mass – media (głównie tvn 24 ). Jeden news zapadł mi nieco w pamięć..mowa o kobiecie – Ukraince, która drugi już raz próbowała przemycić swoje 8-letnie dziecko w…walizce. Kobieta miała przy sobie sporo bagażu, ale zachowywała się bardzo bardzo nerwowo, co wzbudziło podejrzenia celników. Po sprawdzeniu walizki funkcjonariusze odkryli, że pod odzieżą znajduje się chłopiec…Rozgrzany, rozpalony, wystraszony…Co pomyślałam o tej  Ukraince  można się łatwo domyśleć…Dziecko? cud, że przeżyło!… Kto to widział trzymać dziecko w walizce!?.. Z drugiej strony fakt, że to nie pierwsza próba przemytu tego dziecka do Polski – przemawiał za tym, że kobieta musiała być bardzo zdesperowana, gotowa na wszystko. Czy usprawiedliwiam tę kobietę…? nie, w żadnym razie..Jedynie próbuję zrozumieć.I tu pomału przechodzę do sedna sprawy. Uchodźcy…przyjmować, czy nie przyjmować? Wiem, nie jestem oryginalna, media trąbią o tym od dawna. W zasadzie – dla osoby wierzącej ( a taką jestem i nie wstydzę się do tego przyznać) – odpowiedź jest oczywista: przyjmować. Ale kiedy słyszy się i widzi, co się dzieje tam, gdzie „tolerancyjni” i „otwarci” przyjęli z otwartymi ramionami uchodźców do siebie, to człowiek się boi. Ja się boję.! Nie jestem rasistką, ksenofobem, ciemnym ludzikiem PiSu. Jestem człowiekiem. Istotą rozumną. Kobietą, która patrzy na życie trzeźwo, kilkanaście lat naprzód.   Nie chcę zamknąć się w domu z obawy, że jak wyjdę –  ktoś mnie napadnie, zgwałci, zabije…. Nie chcę drżeć jak liść z obawy, że coś się stanie moim bliskim… Pragnę być bezpieczna na własnym podwórku. Nie wiem na ile to egoizm i nietolerancja z mojej strony, na ile głos zdrowego rozsądku. Ale tak myślę . Tak czuję. I kropka….

Z drugiej strony – nienawidzę wojen.  A przecież praktycznie codziennie można zobaczyć liczne ofiary wojen – niewinnych niczemu ludzi którym odebrano życie w bardzo brutalny sposób. Dlatego nie dziwi mnie wcale, że ludzie masowo uciekają jak najdalej od miejsca swojego pobytu, szukając azylu…odrobiny pokoju, bezpieczeństwa, lepszego życia. Mediom też nie daję wiary. Są wybiórcze i serwują nam to, co wygodne, co dobrze się sprzeda, wywoła sensację, wstrząśnie. Osobiście pierwszym pytaniem jakie nasuwało mi się wcześniej w sprawie uchodźców była prosta kwestia: dlaczego „sąsiedzi” im nie pomogą, tylko migrują, uciekają aż tak daleko?. Nie da się bliżej? Druga sprawa: ok, załóżmy że klamka ostatecznie zapadła : szeroko i z miłością bliźniego otwieramy swoje domy, portfele, miejsca pracy , uczelnie itp – i przyjmujemy wszystkich bez żadnego ale. Bez żadnych pytań. Dociekań. Dajemy tym ludziom kredyt zaufania, dobry start…a oni się tymczasem zbroją, grożą , mordują, prześladują w imię Allaha itd.. Skutki?.. Na przykładzie Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Szwecji, Danii oraz Niemiec : W zachodniej części Europy przyjezdni nie chcą integrować się ze społeczeństwem. Powstają muzułmańskie getta, do których boi się wejść straż pożarna, służby ratownicze czy nawet policja – tak właśnie jest w Szwecji. W Wielkiej Brytanii natomiast imigranci od lat domagają się wprowadzenia prawa szariatu. Kościoły zamieniane są w meczety. W wielu europejskich krajach muzułmanie żyją swoimi prawami  narzucając je innym ludziom.(którzy ich przyjęli). W Niemczech szerzy się anarchia, chaos i przemoc. Dlatego biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw – jestem za, ale pod warunkiem….Nie jestem naiwna, przezorności nigdy za wiele. Dobrem wyższym jest zadbanie przede wszystkim o Polaków: Bliskich, przyjaciół  i tych, którzy są w potrzebie (chorych, bezrobotnych, bezdomnych, biednych, dzieci….). Najpierw zatroszczmy się o nasze polskie  podwórko:  nasze sprawy, problemy, bolączki, biedy. W końcu mamy nad czym pracować i co zmieniać..Jest tego tak wiele, że nawet nie wyliczam. Jeśli zapewnimy jak najlepsze warunki życia każdemu polakowi, wtedy otwierajmy się na innych, służmy im stosowną pomocą, wsparciem!.(miejscem zamieszkania, pracą, dofinansowaniem, edukacją , ochroną zdrowia i życia itd.). Żeby dać, samemu trzeba mieć. Dałabym możliwość azylu kobietom, dzieciom. Dokładnie, bardzo dokładnie – moim zdaniem trzeba by prowadzić weryfikację , która by zagwarantowała uchodźcy miejsce. Dobrze wiemy, że nie wszyscy uciekają przed wojną. Część z nich to po prostu imigranci zarobkowi. A część to po prostu TERRORYŚCI.!

Tyle odnośnie przeciw…A dlaczego powinniśmy przyjmować? czy są jakieś agrumenty, które mogłyby nas zachęcić do ich przyjęcia , przełamać nasz opór i lęk? Hmmm…Wymagałaby tego zwykła ludzka solidarność, a także wartości, które jako naród reprezentujemy i którymi żyjemy. Jeśli nazywamy się chrześcijanami, mamy obowiązek pomocy bliźnim. Po drugie: nas kraj też niejedno w swej historii przeszedł. Doświadczyliśmy pomocy innych wielokrotnie. Tylko w latach 80., wyjechało z Polski ponad milion osób, głównie młodych i wykształconych. Zachód ich nie odrzucił. Obecnie też wielu z nas żyje bądź pracuje poza granicami i jakoś nas nie wyrzucają?.,..Sytuacji w PRL lat 80. nie da się  porównać z dramatem krajów, z których uciekają dziś imigranci. Jeśli polskie państwo nie ma miejsca dla 7 tys. ofiar wojny, to nie tylko pokazuje niewdzięczność, ale i zaprzecza solidarności…Kolejnym argumentem wartym rozważenia jest fakt, że Polska się wyludnia a potrzebuje rąk do pracy.  Również nasza gospodarka potrzebuje imigrantów, aby wypełnić lukę na rynku pracy i w systemie emerytalnym. I może się okazać, że potrzebujemy ich wielu, nawet kilku milionów. Współczynnik dzietności jest niski, 500+ nie załatwi sprawy, bo z Polski wciąż wyjeżdża dużo za młodych osób. Wreszcie  warto pamiętać o tym, że życie jest nieprzewidywalne i  możemy kiedyś stanąć w takiej sytuacji, że to My będziemy potrzebować solidarności i pomocy ze strony innych państw…Argument, że nie wpuszczając emigrantów do siebie - walczymy z islamskim fundamentalizmem jest nietrafiony. Pokazuje on raczej słabość i strach, a nie wolę walki. Obraz bojaźliwej, wrogiej cudzoziemcom, uchylającej się od współpracy, samolubnej stosującej cwaniackie argumenty i uniki ksenofobicznej Polski – na dłuższą metę może on odstraszać inwestorów i biznes i trwale pogorszyć obraz Polski. Także poza Europą.. W końcu: wolna Polska jest także efektem marzeń kultywowanych przez polskich emigrantów w wolnych krajach, a to również jakoś zobowiązuje….