Zazdrość. Czy może być twórcza?

766

 

Tą właśnie myślą chciałabym zacząć, a zarazem zakończyć ten post. Do poruszenia tego tematu – zainspirowało mnie samo życie. Przedwczoraj spotkałam się bowiem z serdeczną koleżanką – wspaniałą żoną oraz matką 6-letniego Patryka. Sporo rozmawiałyśmy. W pewnym momencie D. zaskoczyła mnie ogromnie informacją, że pewna osoba którą dobrze znam, jest o mnie zazdrosna…..Na chwilę odjęło mi mowę. Zazwyczaj to ja zazdrościłam czegoś innym, a teraz sytuacja jest zupełnie odwrotna. Czego tamta kobieta może mi zazdrościć? Zdrowiem nie grzeszę, na dolarach nie śpię, faceta/męża nie mam, praca owszem jest, ale mało dochodowa (choć zadowolona jestem, że ją mam w ogóle). A więc?

Zazdrość od zawsze kojarzyła mi się pejoratywnie. Jej korzeniem jest przede wszystkim poczucie bycia gorszym od reszty. Niestety, wielu z nas bardzo często porównuje się z innymi (wygląd, praca, stan cywilny, status społeczny etc). Po dogłębnej analizie najczęściej wypadamy blado. Postawa zazdrości „oznacza smutek doznawany z powodu dobra drugiego człowieka i nadmierne pragnienie przywłaszczenia go sobie” (KKK, 2539). Powody naszej zazdrości mogą być różne. Najczęstszym motywem ludzkiej zazdrości są dobra materialne. Ktoś ma lepszy samochód, bardziej dochodową pracę, co roku spędza urlop za granicą, podczas gdy my ledwo wiążemy koniec z końcem. Większość wojen ma podłoże walki o dobra materialne. Innym powodem czyjejś zazdrości może być czyjaś atrakcyjność (uroda, powodzenie u płci przeciwnej), młodość, zdrowie, zdolności. Pomijam tutaj aspekt zazdrości w związku, jako że chodzi tu o relację kobieta kontra kobieta. Zazdrość wyniszcza nas od środka, Sprawia, że widzimy to, co chcemy widzieć, wyzwala w nas najgorsze instynkty. Kto ulega zazdrości, ten jest w stanie dopuścić się największego nawet zła. Z zazdrości Kain zabija Abla (por. Rdz 4, 2-8), a bracia Józefa gotowi są go zabić i sprzedają go do niewoli (por. Rdz 37, 11). To zazdrość zaślepia Saula, który zaczyna nienawidzić Dawida (por. 1 Sm 18, 9).

Szczególną skłonność do zazdrości mają ci ludzie, którzy nie wierzą w siebie, nie cieszą się własnym życiem i są egoistami skupionymi na własnych potrzebach i przeżyciach. Zazdrość to paskudne uczucie, które zawsze skrywamy głęboko w sobie. Jednak odpowiednio ukierunkowana zazdrość –  może być twórcza i przyczynić się do naszego rozwoju i wzrostu poczucia naszej wartości. Sposób jest naprawdę prosty: zamiast ciągle patrzeć na innych – skupmy swoją uwagę na sobie !. Każdy z nas jest wyjątkowy, piękny, niepowtarzalny. Wszyscy bez wyjątku mamy w sobie ogromny potencjał do wykorzystania : zdolności, wiedzę, talenty, predyspozycje, zainteresowania. To, że mniej zarabiamy niż sąsiad mieszkający naprzeciwko – nie czyni nas wcale od niego gorszym. Wszystko to siedzi w naszej głowie. Wystarczy otworzyć oczy, dostrzec w sobie to bogactwo i uwierzyć w siebie. Nie marnuj się przez zazdrość, człowieku, bo jedynym twoim Konkurentem – jesteś Ty sam.

PS. PÓKI CO BĘDĘ WRZUCAĆ NOTKI TUTAJ, BO JESZCZE NIE OPANOWAŁAM DO KOŃCA USTAWIEŃ NA BLOX. (ZWŁASZCZA, GDY IDZIE O MOŻLIWOŚĆ KOMENTOWANIA.  Na blox też ten post już wrzucony.

Małżeństwo Spółka z o.o.

wedding-322034_960_720

 

„Niedojrzała miłość mówi: ‚Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję”
Dojrzała miłość mówi: ‚Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham.” (E. Fromm)

 

Tak, dziś postanowiłam zostawić Wam u siebie post specjalny, wyjątkowy, piękny i niezwykle trudny do wyrażenia. Będzie co nieco o miłości. Jej blaskach i cieniach. Jej wyjątkowości.

 

Miłość jest jak powietrze, bez którego nie możemy oddychać. 

Miłość jest jak piękny motyl, którego próbujemy złapać.

Miłość jest jak glina w ręku garncarza: wymaga nieustannego formowania, pracy, czasu ,wysiłku, kreatywności. 

Miłość jest niczym kwiat – nie podlewany, prędko usycha, więdnie.

Miłość uskrzydla, unosi nas wysoko, daje nam radość, siłę, poczucie sensu i spełnienia.(…)

Miłość to wierność wyborowi, to chęć dawania siebie tej drugiej osobie. Bezinteresownie. 

 

I można by tak naprawdę długo  miłością się zachwycać, mówić o niej. Lecz niestety, choć miłość jest dla wielu źródłem inspiracji (choćby w utworach muzycznych czy programach telewizyjnych różnego rodzaju) – miłość jest przez człowieka często nierozumiana i niechciana. Jak sugeruje sam tytuł posta – będzie o małżeństwie. Zawsze marzyłam o tym jedynym, księciu na białym koniu, białej sukni z welonem i wspólnym życiu na dobre i na złe. Podczas gdy ludzie wokół mnie dobierali się w pary i zawierali związek małżeński, ja nadal byłam sama. Księcia nie było. Jednak dzisiaj, po wielu latach , patrzę na ślub w zupełnie inny sposób. Czym więc dla mnie jest małżeństwo? Jest niezwykłą, intensywną, trwałą relacją dwojga dojrzałych emocjonalnie, świadomych ludzi, którzy decydują się żyć razem do końca życia. Ślub cywilny, jak i kościelny, jest dla nich wydarzeniem, które tę ich miłość przypieczętowuje, dodaje powagi. To także okazja, by podzielić się z innymi swoim szczęściem. Ale związek małżeński to coś o wiele głębszego, niż tylko złożenie podpisu w USC, zawarcie umowy z przyszłą żoną/ przyszłym mężem. To coś więcej niż spółka partnerska. To przede wszystkim Sakrament, przymierze między ochrzczonymi, mężczyzną i kobietą, którzy tworzą ze sobą wspólnotę życia i miłości, skierowaną na dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa (KPK, kan. 1055). W biblii można znaleźć wiele ważnych i pięknych słów, które odnoszą się do tematu małżeństwa, jego istoty i głębi. Ale nie będę ich póki co przytaczać  :)

Zawsze jestem głęboko poruszona, gdy wracam do słów PŚ traktujących o małżeństwie. Jednak dzisiaj z przykrością muszę stwierdzić, że małżeństwo przechodzi bardzo poważny kryzys. Także w Polsce. Widzę ten kryzys coraz częściej wokół siebie. Liczba zawieranych związków małżeńskich spada, wzrasta natomiast liczba rozwodów oraz spraw o unieważnienie małżeństwa. Odkąd papież Franciszek uprościł procedury związane ze stwierdzeniem nieważności małżeństwa, coraz więcej Polaków-katolików interesuje się możliwością uzyskania „rozwodu kościelnego”. Mam nawet dwoje przyjaciół , których małżeństwo zostało niedawno unieważnione. Ale czy tak naprawdę wiemy, jak rozumieć owo unieważnienie małżeństwa? Trzeba powiedzieć sobie jasno:  w Kościele katolickim nie funkcjonuje tego rodzaju rzeczywistość, jak unieważnienie ważnie zawartego związku małżeńskiego. Istnieje natomiast coś innego: ustalenie i stwierdzenie, że dane małżeństwo było zawarte nieważnie i dlatego zachodzi okoliczność orzeczenia, że jest ono nieważne od samego początku swojego istnienia. A to już różnica.  Małżeństwo jest święte i w oczach Boga – nierozerwalne. Nie będę Was zasypywać prawem kanonicznym, które określa, jakie muszą zajść przesłanki i okoliczności, by zawarte małżeństwo unieważnić. Mogę natomiast podać źródło (dla ciekawych):

http://www.kosciol.pl/article.php?story=20040505202622667

Pomijając kwestie prawa kanonicznego : czasem zwyczajnie zastanawiam się, dlaczego coraz więcej ludzi rozwodzi się czy składa wnioski o unieważnienie małżeństwa. Czy byli nieodpowiednio przygotowani do niego, mieli o nim wyidealizowany obraz? A może niedostatecznie się poznali? Zaślepieni gorącym uczuciem, które wybuchło w ich sercach jak gejzer – przejrzeli dopiero po jego szybkim zawarciu? Wątpię bowiem w to, by ktoś przykładał człowiekowi lufę do głowy i mówił : „jak jej nie poślubisz to…”. Nie wiem…być może się mylę…jednak wydaje mi się, że wiele ludzi po prostu nie dorosło do małżeństwa. Źle rozeznało swoją życiową drogę. Bardzo często ludzie oddalają się od siebie, bo pośród codziennej krzątaniny zapominają o drobiazgach. Okazywaniu sobie czułości. Przestają o siebie dbać, okazywać sobie uczucia. Traktują siebie jak swoją własność . Tymczasem o to, by było nam dobrze w relacjach z innymi , po prostu trzeba się starać. A to już wymaga zaangażowania i wysiłku z naszej strony. Tymczasem człowiekowi się zwyczajnie nie chce więc idzie po najmniejszej linii oporu. I tym sposobem małżeństwo będące w swej istocie świętym Sakramentem, coraz częściej degraduje się do Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – umowy dwojga ludzi, od której w każdej chwili można odstąpić.(…).

 

 

 

 

 

Niewiarygodne, ale prawdziwe – czyli witajcie w świecie snów.

 

Są w życiu człowieka takie sytuacje, które trudno wyjaśnić rozumem. Nie ma w nich najmniejszego sensu. A jednak – z jakiegoś powodu – dzieją się. Dzisiaj postanowiłam zamieścić wpis jak na mnie dość nietypowy,bo dotykający mniej lub bardziej – świata pozaziemskiego (choć ja wolę używać terminu „duchowego”). Będzie o snach. Potrzebujemy snu, potrzebujemy się „wyłączyć”, zwyczajnie zresetować, nabrać sił. Muszę zaznaczyć, że bardzo rzadko pamiętam swoje sny (co podobno jest rzeczą normalną). Osobiście jestem przekonana o tym, że to o czym śnimy, wiele o nas mówi. Moje sny (przynajmniej te, które pamiętam ) to totalny kosmos.Nie wiem, na ile to była „praca” mojej bujnej wyobraźni, a na ile inne czynniki. Jednak najczęściej  moje sny obnażały emocje, które starannie zakopywałam głęboko w sercu, chcąc o nich zapomnieć: tęsknota za miłością, smutek po jej utracie, reakcja tej osoby (w momencie spotkania po latach – naturalnie przypadkowego), żal, brak przebaczenia , różnego rodzaju marzenia, pragnienia, obawy czy lęki. Bardzo często w moich snach przewijał się  motyw niezwykle silnego strachu, czy spraw ostatecznych (czyt. sąd, piekło, niebo). Kilkakrotnie (w różnych odsłonach) śniło mi się, że umieram. Była to śmierć pełna lęku.Przytoczę jako przykład jeden:  Sceneria rodem z filmu MOST NA RZECE KWAI. Niewielka, drewniana Chatka wysoko w górach, gdzie mieszkałam z moimi rodzicami. Byłam mała, w wieku przedszkolnym. Nagle dostaje strasznego ataku paniki, Któremu towarzyszą krzyk, płacz, torsje, gorączka… Rodzice przytulają, próbują uspokoić. Bez rezultatu. Mój stan się pogarsza z minuty na minutę. W pewnym momencie rodzice rozumieją, że ich dziecko umiera. W GEŚCIE ROZPACZY CHWYTAJĄ ZA TELEFON (TAKI BARDZO BARDZO STARY) , wykręcają numer, ale nie ma sygnału..Sen się urywa… Innego razu zostałam wzięta (oczywiście w śnie) do samego piekła. Jeżeli w zwykłym śnie zobaczyłam tak wielkie jego okropieństwo i brzydotę, to o ile gorzej musi być w tym miejscu wiekuistej męki naprawdę! (jeśli wierzymy, że śmierć to nie koniec, ale jest COŚ więcej). Ale byłam także w niebie.Nie jestem w stanie opisać cudowności tego miejsca, żadne słowo nie jest w stanie tego oddać. Jedyne co pamiętam z tego snu to niezwykłe piękno i niewyobrażalne uczucie szczęścia. Jak się domyślacie – ciężko mi było opuścić ten piękny świat i wrócić do szarej rzeczywistości. Jednak zdarzyły mi się także sny naprawdę nietypowe, wręcz nieziemskie. Przytoczę jednak tylko dwa: jeden proroczy. Drugi – na jawie.

Sen pierwszy – proroczy.

Czym w zasadzie jest proroctwo? Najczęściej kojarzy się ono z przepowiadaniem przyszłości, z przewidywaniem wydarzeń, które mają nastąpić. Proroctwo to wiadomość od Boga, objawienie. W Biblii czytamy, że prorocy „mówili od Boga, uniesieni duchem świętym” (2 Piotra 1:20, 21). Prorok to osoba, która otrzymuje informacje od Boga i przekazuje je innym (Dzieje 3:18).

Jak prorocy otrzymywali informacje?

1.Pisemnie.
Bóg użył tej metody przynajmniej raz, gdy dał Mojżeszowi spisane Dziesięć Przykazań (Wyjścia 31:18).
2.Przez aniołów. Na przykład Bóg wysłał anioła, żeby wyjaśnił Mojżeszowi, co ma powiedzieć władcy Egiptu (Wyjścia 3:2-4, 10). Kiedy Bóg chciał przekazać konkretne słowa, zlecał aniołom, żeby e podyktowali. Było tak w przypadku Mojżesza, który usłyszał: „Zapisz sobie te słowa, gdyż zgodnie z tymi słowami zawieram przymierze z tobą i z Izraelem” (Wyjścia 34:27) *.
3. Wizje. Czasami osoba, która otrzymywała wizję, była w pełni świadoma — nie działo się to podczas snu (Izajasza 1:1; Habakuka 1:1). Niektóre wizje były bardzo sugestywne i można było w nich uczestniczyć (Łukasza 9:28-36; Objawienie 1:10-17). Niekiedy prorocy otrzymywali je w „uniesieniu”, swego rodzaju transie (Dzieje 10:10, 11; 22:17-21).

4. Do przekazywania informacji Bóg posługiwał się również snami (Daniela 7:1; Dzieje 16:9, 10). Wpływanie na myśli.: Bóg przekazywał prorokom swoje myśli. W Biblii powiedziano: „Całe Pismo jest natchnione przez Boga” (2 Tymoteusza 3:16). Wyrażenie „natchnione przez Boga” oznacza, że Bóg posługiwał się duchem świętym, czyli czynną siłą, żeby zainspirować proroków — „tchnąć” w ich umysły swoje myśli. Źródłem informacji był Bóg, a prorok ubierał je w słowa (2 Samuela 23:1, 2). Proroctwo często dotyczy tego co było, ale często wykracza w przyszłość.

Tyle w odniesieniu do Pisma Świętego i nauki Kościoła. A jak to było z tym moim snem? Miał miejsce kilka lat temu, więc pamiętam niektóre jego fragmenty, obrazy, które wywołały u mnie niesamowite emocje. Poznaje mężczyznę. Spontanicznie. Zaczyna się od zwykłej, kulturalnej rozmowy, od której wszystko się zaczyna. Jest iskra, następują kolejne spotkania, którym towarzyszą radość, bliskość, przyjaźń, akceptacja, ufność z mojej strony. Jestem coraz bardziej nim zauroczona. Delikatnie daje mu do zrozumienia, że bardzo bym chciała poznać jego przyjaciół. Uśmiecha się, ale nie podejmuje tematu. Ja nie naciskam. Po jakimś czasie sam pragnie mnie z nimi zapoznać. Proponuje mi jakąś dziwną grę tłumacząc, że to ma być niespodzianka. Lubię niespodzianki, lubię dreszczyk emocji. Nie dał mi jak dotąd powodu, by mu nie ufać, zatem pozwalam mu zasłonić sobie oczy przepaską. Prowadzi mnie za rękę opowiadając trochę o przyjaciołach. Wymienia ich z imienia, mówi jak ich poznał, czym się zajmują. Słucham z zaciekawieniem. W pewnych momencie tłumaczy, że KAŻDY kto chce dołączyć do ich grona, musi przejść pewien test. Zapytana czy nadal chce ich poznać, mówię ze tak i przejdę ten test. Pierwszym egzaminem było POSŁUSZEŃSTWO. Robiłam wszystko, cokolwiek powiedział (oczywiście z zasłoniętymi oczami). Przejść kilometr prosto? OK. Skręcić w lewo? Dobrze. „Ściągnij buty” – słyszę w pewnym momencie. Zdziwiona mocno i nieco zaniepokojona – ściągam. Jestem wówczas w lesie, gdzie są już obecni wokół rozłożystych drzew jego przyjaciele, członkowie niebezpiecznej sekty, ubranych na wzór Ku-Klux-Klanu. Tworzą okrąg, a ja zmieszam do jego środka nie wiedząc o tym, że właśnie przechodzę inicjację. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że właśnie znalazłam się na ścieżce wysłanej rozżarzonym węglem, który rani moje stopy. Zdałam właśnie kolejny egzamin : jestem odważna i odporna na ból. Test w końcu się kończy. Jeden z członków grupy podchodzi do nas i mówi do mojego chłopaka: ok, zdała, możesz odsłonić jej oczy. Po chwili widzę , że jestem w lesie, w szponach sekty. Zrozumiałam w momencie, czym tak naprawdę były te testy. Wpadłam w przerażenie. Oni wszyscy podchodzą ze złowrogim uśmiechem chcąc zrobić mi krzywdę, gdy nagle robi się bardzo ciemno, zaczyna mocno grzmieć i padać. Niebo się otwiera i rozlega się mocny, stanowczy głos: ”Zostawcie ją, ona należy do mnie!”. Wszyscy posłusznie i z bojaźnią odchodzą, zostawiając mnie samą w lesie. Jestem pod opieką Boga. Bezpieczna…W tym właśnie momencie zrywam się z łóżka zlana potem.. normalnie jakbym wyszła mokra spod prysznica. Z trudem łapię oddech, czuję strach i ciary na całym ciele…Przez jakiś czas leżę przy zapalonej lampce nocnej. W końcu usypiam. Mija jakiś czas. Idąc przez miasto zaczepiają mnie dwie dziewczyny mówiąc łamanym polskim. Tyle co przyjechały tutaj z misją ewangelizacyjną. Zadają mnóstwo pytań: masz chłopaka, rodzinę? pracujesz? wierzysz w Boga? Może się spotkamy?…Odpowiadam wymijająco, z przyklejonym uśmiechem, który zasłania mój niepokój. Spotkanie kończy się tym, że dziewczyny dziekują mi za pomoc i rozmowę i dają wizytówkę z numerem telefonu i nazwą ich grupy. W internecie pytam wujka Google co on o tym myśli, a on mi na to: „kobieto, trzymaj się od nich z daleka. To groźna sekta”. Poczytałam sobie kilka świadectw osób które wpadły w ich szpony, a jakimś cudem udało im się wyzwolić. Włos mi się na głowie zjeżył. I przypomniał mi się ten sen. Wtedy zrozumiałam, że miał mnie przestrzec, ochronić przed zagrożeniem, wzmóc czujność. Wiadomo przecież, że czas wakacji to nie tylko wypoczynek i beztroska, ale i wzmożona aktywność różnych sekt…

2. Sen na jawie, czyli?

Cóż to właściwie znaczy sen „na jawie”? Co się za tym właściwie kryje? To sen świadomy, w którym śniący zdaje sobie sprawę, że śni. To sen jasny, sen przejrzysty, sen wiedzy. Brzmi ciekawie. Sny na jawie należą do niezwykłych przeżyć – może się nam np. zdarzyć, że po przebudzeniu i ponownym zaśnięciu kontynuujemy ten sam sen, albo w czasie snu, gdy już mamy świadomość tego, że nie śpimy, korygujemy senny obraz i reżyserujemy go tak, jak podpowiada nam nasza fantazja.Badacze są jednak zdania, że sny na jawie bliższe są stanowi czuwania niż spania.Zdarza się, że w czasie snów na jawie wychodzi na światło dzienne to, co stłumione, dlatego uważa się, że mogą one występować jako namiastka rzeczywistego zaspokojenia popędu, a ich punkt wyjścia leży w świadomości, którą można w tej sytuacji całkowicie podporządkować kontroli. Dla mnie to coś nowego, odkrywczego. Nigdy nie przywiązywałam wagi do snów. Nie analizowałam tego, co mógł on oznaczać. Po prostu – zapominałam. Ale ten sen był tak mocny, że do tej pory go pamiętam. Sen był Krótki. Odpoczywam sobie w łóżku, już przy zgaszonym świetle. Jest już późno. W każdym razie na pewno po godz. 0:00. Nagle słyszę jakiś odgłos. Ktoś wchodzi do mojego pokoju. Nie boje się. Jestem przekonana, że to któraś z naszych dwóch kotek kręci się po domu i najwyraźniej szuka sobie legowiska. W końcu na mnie wskakuje. Przechadza się po łóżku, potem po mnie… Po chwili- ni stąd ni zowąd – orientuje się, że to żaden kot, ale najprawdziwszy demon. Widzę jego złowrogą, nienawistną twarz, wyciągnięte w moją stronę szponiaste ręce. Unieruchamia mnie na łóżku. Jedną dłonią zamyka usta, drugą – dusi. Nie mogę złapać oddechu.Przerażona budzę się…Po chwili wraca spokój…Tylko szyja niesamowicie boli… Możecie się śmiać, ale ja naprawdę czułam, że to było coś więcej niż sen. To się działo naprawdę..TEN BÓL BYŁ PRAWDZIWY.
Ps.pisząc ten post byłam całkowicie trzeźwa, świadoma i w pełni poczytalna. Nie musicie mi wierzyć. To są moje senne przeżycia. Ciekawa jestem, jakie są wasze?.